2/20/2015

MAPY GWIAZD- recenzja filmu.

Hollywood. Raj. Marzenie. Któż nie chciałby tam być? Upajać się sławą, pieniędzmi, branżowymi imprezami, kontraktami filmowymi na kolosalne sumy…. Bo przecież PIENIĄDZE DAJĄ SZCZĘŚCIE, prawda? 

 "Mapy Gwiazd" w reżyserii Davida Cronenberga to smutny film, zdecydowanie. Produkcja o tym, jak wymarzony świat większości z nas niszczy psychikę. Jak pieniądze zmieniają człowieka, jak ogromne straty zachodzą w głowie młodego człowieka, który zbyt szybko wepchnięty został do tego bagna. Być może nie mówi o tym wprost, ale zdecydowanie możemy to wydedukować i współczuć, z każdą minutą coraz bardziej.  Film ten porusza także (a może nawet przede wszystkim) tematykę, jaką jest rozliczanie się z przeszłością. Jedna z głównych bohaterek- aktorka Havana Segrad (w tej roli fenomenalna Julianne Moore), walcząca z przemijaniem i tak naprawdę samą sobą, nie może pozbyć się demonów swojej matki, w której cieniu żyje od lat. Kazirodcze małżeństwo (John Cusack i Olivia Williams), goniące głównie za pieniędzmi, walczy z tragedią sprzed lat i z uzależnieniem od narkotyków swojego syna, gwiazdora i bożyszcza nastolatek - 13sto letniego Benjiego (Evan Bird), który w pewnym momencie także popada w obłęd. Jego siostra, zabliźniona i wydziedziczona z rodziny Agatha (Mia Wasikowska) to już tak zagmatwana postać, że nawet nie wiem co o niej napisać….

"Mapy Gwiazd" to zaskakująca satyra o Hollywood. Intrygi, pozowanie, kreowanie na kogoś zupełnie innego, kilogramy leków na sen, na uspokojenie- znajdziecie te aspekty bez wątpienia. Reżyser od samego początku drwi z branżowego stylu życia, limuzyn, przyjęć, ogromnych willi. W niesamowity sposób ukazuje desperacką walkę Havany o rolę, którą kiedyś odgrywała jej matka. Zatrważająca, a równocześnie genialna jest scena, kiedy wspomniana bohaterka dowiaduje się, że dziecko jej koleżanki tonie w basenie (Julianne Moore tańczy wtedy w rytm piosenki "Na, Na, Hey, Hey, Kiss Him, Goodbye" zespołu Steam). Dzięki obłędowi, w który bohaterowie wpadają po kolei, łączy się świat- ten hollywoodzki z metafizycznym, przez co widz głupieje razem z nimi. Tyle, że ten wspomniany śmiech reżysera, to zdecydowanie śmiech przez łzy, bo śmiać nie ma się z czego…


Nadszedł czas, kiedy muszę, niejednokrotnie przywoływaną już Julianne Moore, pochwalić - zdecydowanie dała czadu! Przyćmiła całą obsadę, ale chyba o to chodziło, prawda? Jakby nie było, ekran, według mnie, należał właśnie do niej. Idealnie wcieliła się w bohaterkę, która nie do końca akceptuje to, że człowiek się starzeje, a 'gwiazda' nie zawsze świeci tak samo jasno… W idealny sposób został ukazany właśnie na przykładzie jej bohaterki, aspekt dotyczący zakładania masek- brudna, nieumalowana, zapłakana, cierpiąca na głęboką depresję, lęki, halucynacje, siedząca na sedesie z zatwardzeniem, po czym piękna, umalowana gwiazda filmowa,  pewna siebie i zdecydowanie rozpromieniona na branżowym przyjęciu- dobry kontrast, panie Reżyserze! Z resztą, z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że cała obsada została idealnie dobrana, naprawdę - lepiej to bym nawet chyba ja tego nie zrobił!



Ten film nie jest jakimś arcydziełem, to prawda. Ale chociażby dla roli Julianne Moore, warto go obejrzeć i zastanowić: o co, kurde, chodzi? Myślę, że fakt, iż ile odbiorców, tyle interpretacji jest jeszcze bardziej zachęcający, bo w tym przypadku jest co interpretować. Bardzo zagmatwany, ale ciekawy film, który według mnie warto obejrzeć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz