11/30/2015

listopadowe muzyczne perełki.


Kolejna odsłona muzycznych perełek... tym razem z listopada - przeponurego miesiąca. Smutne, rozleniwione, jesienne dni. Nie ukrywam, że było dość muzycznie... i wbrew pozorom, wcale nie tak bardzo zamulająco - no dobra, żartuję - było bardzo, bardzo zamulająco (przecież nie byłbym sobą), ale miejsce dla 2 pozytywnych kawałków też się znalazło. 20 listopada pojawiła się płyta Adele i od tego czasu, to jej utwory królowały na moich playlistach, ale (możecie odetchnąć z ulgą) Adelki w tym zestawieniu nie będzie, bo co za dużo, to niezdrowo. :) Przygotowałem siedem propozycji, może i w podobnej stylistyce, ale każda z nich jest inaczej rozwalająca. Miłego słuchania!



11/27/2015

sekret.

 
Ostatnio tylko narzekam. Bo to jest niedobre, to takie niesprawiedliwe, a tamto takie złośliwe. I się pogody czepiam i ludzi, i siebie, i świata. I wszystko jest ogólnie nie tak. Deszcz wkurza, wiatr jeszcze bardziej, śnieg dziwi, a słońce, jak już jest, to razi. A najbardziej to wkurzam siebie sam - moja rozlazłość w ostatnich dniach osiągnęła szczyt, a to chyba nawet jak na mnie, za dużo. Świat jest zły, ludzie jeszcze gorsi. A w głowie jeden wielki pesymizm i czarne myśli.  A to chyba nie tak powinno być. Życie samo w sobie bywa wystarczająco okrutne, zaskakujące i płatające figle. Bo co to za usprawiedliwienie, że jest jesień? Kto to w ogóle wymyślił? (cicho, wiem, że ja.) Czy brzydka jesień zwalnia nas z życia? Usprawiedliwia to, że siedzimy w domach, jak takie rozleniwione ryby? Odpowiada za to, że włączyła się jedna wielka znieczulica i obojętność... właściwie na wszystko? Nie. Czy to jesień jest odpowiedzialna za to, że na własne życzenie marnujemy czas, energię i znajomości. Znów nie. Czy to ona odbiera nam radość z życia? Przecież, cholera jasna, taka jest kolej rzeczy - słońce znika na kilka miesięcy, żebyśmy, na wiosnę, znów je docenili. Przecież tak jest od lat. Wiadomo, żyje się trudniej, oddycha się ciężej (tym bardziej w czyściusieńkim Krakowie) i nie oszukujmy się - energii rzeczywiście jest mniej - ale to nie są powody, by to wszystko pogłębiać jeszcze bardziej.

Dotarło do mnie w końcu to, że ta jesień, sama w sobie, nie jest taka okropna. To moje myśli przyciągają wszystko, co złe. Moje podejście powoduje, że rzeczywiście nastrój jest gorszy, energii jeszcze mniej i jakichkolwiek chęci do działania - to, że jedna, czy dwie jesienie to nie był dobry czas w moim życiu, nie oznacza, że każda już taka będzie - a okazuje się, że na właśnie życzenie tak się dzieje. Zrozumiałem na czym polega sekret, w który nie tak dawno się zaczytywałem - przyciągamy wszystko, co się dzieje w naszym życiu. Wszystko, co dobre, ale też  (niestety) wszystko co złe. Każda sytuacja zależy od naszego podejścia. I to jest, tak bardzo, prawda. Ciągle się tego uczę i wiem, że anioły stróże, walcząc i zagłuszając mój pesymizm, pomagają mi przyciągać to, co dobre. Chyba czas przestać marnować czas na obawy, kompleksy i przejmowanie się całym światem. Żyć tylko TU i TERAZ. Dla siebie. I dla ludzi, na których nam zależy. I próbować, ryzykować i ciężko pracować z uśmiechem na twarzy, bez mało atrakcyjnych myśli. Czas skończyć mówić, że się zaczyna, a w końcu zacząć. Czas obudzić się z tej drzemki poprzedzającej/zwiastującej sen zimowy. Bo Sroki na zimę nie zapadaj w sen, ani nie uciekają do ciepłych krajów. Żyją. Tu i Teraz.

TK.

11/22/2015

25 - recenzja płyty Adele Adkins.

 
Miesiące oczekiwań. Niepewność, czy Adele podoła, czy nie zawiedzie oczekiwań, czy wytrzyma presję... Czy płyta będzie przynajmniej w połowie tak dobra, jak poprzedniczka? A to wszystko wymieszane z ogromnym podekscytowaniem i głodem emocji, do których wokalistka nas przyzwyczaiła. Najpierw oficjalna data premiery nowego krążka (i radość, że nie zrezygnowała z muzyki na rzecz macierzyństwa, bo jak się okazuje - był taki pomysł), później pierwszy singiel, który pobił każdy możliwy rekord. Data premiery zbliżała się wielkimi krokami, emocje rosły, oczekiwania też - coraz więcej ludzi najzwyczajniej w świecie zaczęło odliczać dni do premiery nowego dzieła Brytyjki, do 20.11.2015r... w końcu, kiedy ten dzień nadszedł, kiedy możemy już słuchać tego, co Adelka nagrała, pojawia się pytanie: co sądzisz o nowej płycie Adele Adkins, o następczyni wybitnej "21"? Odpowiedź to kolejne pytanie: jak śmiałem zastanawiać się, czy Adele podoła...?



11/17/2015

(brak)kultury narzekania.

 
Miała być notka o muzycznych przedadelowych premierach, ale jak ja mam coś o nich napisać, kiedy moje ucho nie przyjmuje żadnych dźwięków? Moje ucho czeka już na Adele i nie może się doczekać, by z nią pozamulać - mam wielką nadzieję, że to będzie właśnie taka płyta. Jeszcze 3 dni i się przekonamy... ale nie o tym teraz. Teraz pielęgnuję w sobie polską cechę i... narzekam, bo mogę. Narzekacie ze mną?

Nienawidzę dni, jak ten, tak z całego serca. Kiedy siedzę przed laptopem i mam pisać. Kiedy chcę pisać, wiem o czym, a mimo to nie mogę. Artystyczno-twórcza niemoc pseudo artysty (najgorzej!). Kiedy nawet mój wielki rytuał z oficjalnym zasiadaniem, z kawą, herbatą i górą słodyczy nic nie daje. Nawet kisiel. I milka. I spaghetti. I kubek gorącej herbaty, pod kocykiem - stylizowany na Kasię Tusk, rzecz jasna. Dni, kiedy jestem obrażony na świat, na ludzi, na powietrze (a raczej na to coś, co powietrze w Krakowie ma przypominać), na siebie. Kiedy wkurzają mnie ambitne filmy i debilne programy (ale żeby mnie nawet Warsaw Shore irytowało?). Kiedy nie mogę zdzierżyć ambitnej muzyki, a ta wieśniacka wkurza mnie dwa razy bardziej. Dni, kiedy nie mogę znieść towarzystwa kogokolwiek - a co najgorsze - (powtarzając) kiedy nie mogę znieść siebie, bo sam doprowadzam się do szału. Obrażona księżniczka ogarnięta ogólną niemocą życiową, tak to ja. Czy można to nazwać samowystarczalnością? Myślę, że zdecydowanie tak. Zero efektywności. Zero zapału do czegokolwiek. Dni lecą mi właściwie na niczym. Nie lubię tak, bardzo.

A to wszystko przez ten cały listopad. Piękna, polska złota jesień - tylko ja się pytam: gdzie to piękno? Gdzie to złoto? Mokro, zimo, mgliście. Pogoda marzenie, nie? A ja, jak to ja, pochwaliłem, pełen nadziei, powiedziałem, że nie ma co narzekać, że jest nieźle, naiwnie wierząc, że tak już zostanie. Frajer. Naiwniak, żeby nie nazywać się już po imieniu... Bo ten cały listopad, to się ostatnio taki wredny zrobił - cwaniak jeden. Jak byłem młodszy, to się nawet jakoś jeszcze dogadywaliśmy, a teraz? Minął (dopiero) miesiąc od notki, w której już publicznie narzekałem - ale tak sobie dzisiaj myślę, że co ja wtedy mogłem wiedzieć? Co to za jesień wtedy niby była? Tak, wiem - powtarzam się, ale nie byłbym przecież sobą...  Przez te kilka miesięcy zdążyliśmy się już całkiem nieźle poznać. I teraz narzekajmy głośno, dzisiaj można, dzisiaj trzeba - na wszystko, na wszystkich. Bo jak jutro  mi się tak przytrafi, że wstanę (dla odmiany) prawą nogą, to się może skończyć zezwolenie.

Koniec wynurzeń. Bez odbioru.

Obrażony
TK.

11/15/2015

MŁODOŚĆ - recenzja filmu.



"Młodość", to film, na który czekałem od dawna. A że jestem niezmiennie zachwycony i oczarowany "Wielkim Pięknem" tegoż samego reżysera, czekałem jeszcze bardziej niecierpliwie, z zapartym tchem, aż do premiery. Mimo, że w kinach już był zabierałem się do niego przez kilka dobrych tygodni. Pewnie głównie z sentymentu do reżysera, bo "Wielkie Piękno", jak sama nazwa wskazuje, jest piękne, żeby nie powiedzieć, iż doskonałe, wybitne, i ze strachu, że istnieje ewentualność, iż mogę się zawieść.  Kilka dni temu stało się - poszedłem, zobaczyłem i dodałem do teczusi z filmami zostającymi w człowieku na długi, długi czas. Bo właśnie takich filmów mam potrzebę. Bo takich filmów mam deficyt. Nie zawiódł mnie, a oczarował, nawet bardzo...



11/11/2015

autumn.


Dzień za dniem biegnie nieubłaganie. Jesień. Tak, to nie moja pora. Listopad to najgorszy miesiąc w roku i z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że nie cierpię go z całego serca, ot tak - dla samej zasady. Energia się ulatnia, życie się ulatnia, kolorów praktycznie nie ma. Zero siły, mobilizacji do czegokolwiek. I zero tlenu. Nie lubię tak. Mimo to muszę przyznać, że w ostatnich jedenastu dniach trafiło się kilka pięknych, słonecznych dni, takich w moim stylu. I (jak co roku) smog się trafił. I ignorancja krakowskich władz. Bo po co reagować, skoro norma smogu jest przekroczona tylko (około) 6 razy(!)? Normalka. Polsko-krakowska norma 100%. Taki jest ten świat. I taki jest ten Kraków - brudny, ale i piękny. Coś za coś, nie?  Ostatnie (smogowe) dni wykorzystaliśmy do tego, by znów połączyć siły z jednym z najlepszych krakowskich fotografów młodego pokolenia (muszę tak, bo więcej mi zdjęć nie zrobi), prywatnie z moim współlokatorem - panem Jakubem Suchem.



11/05/2015

OBCE NIEBO - recenzja filmu.


W Polsce nie jest najlepiej, nie oszukujmy się. Często wyjeżdżamy, by żyć lepiej. Tak, jak oni. Oni, czyli ci, którzy zetknęli się z faktem, że każde państwo ma inną kulturę, inne obyczaje i... inne prawo, przede wszystkim. To zatrważająca historia o bezprawiu wynikającego z nadopiekuńczości państwa. Paradoks? Fakt. Walka z wiatrakami. Bezsilność. A w tym wszystkim polska rodzina. Dobra historia. Ale... jak się nie umie czegoś robić w 100%, to się nie powinno do tego zabierać. Zazwyczaj recenzuje tutaj filmy, które w jakiś sposób zrobiły na mnie wrażenie - albo mnie zachwyciły, albo rozwaliły, albo zdziwiły. Tak, ten w sumie pasuje - jest zadziwiający. Zadziwiająco mnie zawiódł, bo uważam, że jest zadziwiająco... średni. I ma zadziwiająco dobre recenzje. Zadziwiające, prawda?