11/27/2015

sekret.

 
Ostatnio tylko narzekam. Bo to jest niedobre, to takie niesprawiedliwe, a tamto takie złośliwe. I się pogody czepiam i ludzi, i siebie, i świata. I wszystko jest ogólnie nie tak. Deszcz wkurza, wiatr jeszcze bardziej, śnieg dziwi, a słońce, jak już jest, to razi. A najbardziej to wkurzam siebie sam - moja rozlazłość w ostatnich dniach osiągnęła szczyt, a to chyba nawet jak na mnie, za dużo. Świat jest zły, ludzie jeszcze gorsi. A w głowie jeden wielki pesymizm i czarne myśli.  A to chyba nie tak powinno być. Życie samo w sobie bywa wystarczająco okrutne, zaskakujące i płatające figle. Bo co to za usprawiedliwienie, że jest jesień? Kto to w ogóle wymyślił? (cicho, wiem, że ja.) Czy brzydka jesień zwalnia nas z życia? Usprawiedliwia to, że siedzimy w domach, jak takie rozleniwione ryby? Odpowiada za to, że włączyła się jedna wielka znieczulica i obojętność... właściwie na wszystko? Nie. Czy to jesień jest odpowiedzialna za to, że na własne życzenie marnujemy czas, energię i znajomości. Znów nie. Czy to ona odbiera nam radość z życia? Przecież, cholera jasna, taka jest kolej rzeczy - słońce znika na kilka miesięcy, żebyśmy, na wiosnę, znów je docenili. Przecież tak jest od lat. Wiadomo, żyje się trudniej, oddycha się ciężej (tym bardziej w czyściusieńkim Krakowie) i nie oszukujmy się - energii rzeczywiście jest mniej - ale to nie są powody, by to wszystko pogłębiać jeszcze bardziej.

Dotarło do mnie w końcu to, że ta jesień, sama w sobie, nie jest taka okropna. To moje myśli przyciągają wszystko, co złe. Moje podejście powoduje, że rzeczywiście nastrój jest gorszy, energii jeszcze mniej i jakichkolwiek chęci do działania - to, że jedna, czy dwie jesienie to nie był dobry czas w moim życiu, nie oznacza, że każda już taka będzie - a okazuje się, że na właśnie życzenie tak się dzieje. Zrozumiałem na czym polega sekret, w który nie tak dawno się zaczytywałem - przyciągamy wszystko, co się dzieje w naszym życiu. Wszystko, co dobre, ale też  (niestety) wszystko co złe. Każda sytuacja zależy od naszego podejścia. I to jest, tak bardzo, prawda. Ciągle się tego uczę i wiem, że anioły stróże, walcząc i zagłuszając mój pesymizm, pomagają mi przyciągać to, co dobre. Chyba czas przestać marnować czas na obawy, kompleksy i przejmowanie się całym światem. Żyć tylko TU i TERAZ. Dla siebie. I dla ludzi, na których nam zależy. I próbować, ryzykować i ciężko pracować z uśmiechem na twarzy, bez mało atrakcyjnych myśli. Czas skończyć mówić, że się zaczyna, a w końcu zacząć. Czas obudzić się z tej drzemki poprzedzającej/zwiastującej sen zimowy. Bo Sroki na zimę nie zapadaj w sen, ani nie uciekają do ciepłych krajów. Żyją. Tu i Teraz.

TK.

1 komentarz:

  1. To uczucie gdy czytasz czyjś wpis i masz wrażenie, że ten ktoś wyciąga Twoje myśli na wierzch...

    OdpowiedzUsuń