5/18/2016
MUSTANG - recenzja filmu.
Ostatnio, z racji, że pojęcie "czas wolny" w moim życiu skurczyło się do granic możliwości, do kina chadzam bardzo, bardzo rzadko, a szkoda, bo kino lubię zdecydowanie. Moment, właśnie zdałem sobie sprawę, że ostatnio bylem 3 tygodnie temu w Kinie Ars, ale wstyd... Obiecuję, tak oficjalnie, że w tym tygodniu wybiorę się, choćby nie wiem co. Ale ja nie o tym - te wspomniane trzy tygodnie temu miałem okazję obejrzeć film inny, niż dotychczas, bo film turecki. Film wstrząsający tym bardziej, że oparty na faktach. Czym oczarowała mnie, nominowana do Oscara (najlepszy nieanglojęzyczny film), historia pięciu sióstr?
5/14/2016
EUROWIZJA 2016 - jedenaście kawałków, które warto usłyszeć.
Już dzisiaj wieczorem, o 21:00 sześćdziesiąty pierwszy finał Konkursu Eurowizji. Konkursu przerysowań, tandety, wiatru we włosach, cekinów i wszystkiego innego, co się błyszczy i mieni. Nigdy nie ukrywałem, że co roku czekam z zapartym tchem na nowe piosenki, których słucha się później najczęściej na przyciszonych słuchawkach, bo jakby ktoś słyszał, to trochę wstyd. Oczywiście - nie wszystkie są wieśniackie, ale nie czarujmy się - zdecydowana większość. Z Eurowizji można szydzić lub nie, ale fakt jest faktem, że co roku przyciąga miliony widzów przed telewizory. Nie chce ci się tego oglądać na żywo, a chcesz usłyszeć to, co najlepsze? Jesteś w dobrym miejscu. Postanowiłem przygotować zestawienie 11 (ta liczba jest przypadkowa, tyle piosenek mi się podoba) najlepszych tegorocznych eurowizyjnych piosenek. Miłego słuchania!
5/08/2016
"REWIA VARIETE" - czyli kilka słów o bardzo przyjemnym wieczorze w Krakowskim Teatrze Variete!

Równiutkie dwa tygodnie temu (wybaczcie za tak późną relację) miałem ponowną, chyba już trzecią, przyjemność gościć w Krakowskim Teatrze Variete - tym razem na scenie Rewia. Nie ukrywam, że od samego początku, każda zapowiedź brzmiała dla dość intrygująco, bo nigdy wcześniej nie miałem okazji oglądać tego typu widowiska. Intrygująco tym bardziej, że na scenie, kilkanaście pięknych kobiet, a jako diwa wieczoru, nie kto inny, a Olga Szomańska - jak doskonale wiecie, już jakiś czas temu rozpływałem się nad jej ogromnym talentem. Jak było tym razem? Czy warto wybrać się do Variete i obejrzeć ich Rewię? I czy krakowska publiczność jest gotowa na widowisko tego typu?
Etykiety:
ciekawe wydarzenie,
inspiracja,
Kraków,
muzyka,
recenzja,
teatr,
Teatr Variete
5/05/2016
pause.
Mamy już piąty maja, wieczór, a ja dalej nie wróciłem (w pełni) do obowiązków, nie wróciłem jeszcze do Krakowa. Mój weekend majowy trwa trochę dłużej. Trwa dłużej, bo może trwać. Kwestia dość dobrej (jak na mnie) organizacji czasu, poprzesuwania zobowiązań i zachowanych dopuszczalnych nieobecności. Postanowiłem wygospodarować kilka dodatkowych dni, by przed wielkim biegiem, który czeka mnie w najbliższych tygodniach, w pełni naładować akumulatory i wszystko sobie poukładać. By wyrwać się ze stałego środowiska i nabrać dystansu, bo bardzo tego potrzebuję, ten typ ,raz na jakiś czas, tak ma. By wyhamować, pooddychać świeżym powietrzem, by pobyć z bliskimi. By najnormalniej w świecie wyluzować. Ostatni dzwonek. Ostatnia okazja przed bardzo intensywnym czasem. Potrzebuję się zatrzymać, nabrać wspomnianego dystansu i sił, by to wszystko ogarnąć i ze sobą pogodzić - jeszcze nie wiem, jak to zrobię... ale jakoś muszę.
Lubię to. Ten mój rytuał włączania pauzy, z którego pozwalam sobie, raz na jakiś czas, skorzystać. Rytuał zatrzymywania rzeczywistości, tego, co dobre, co złe; ucieczki do mojej cichej przystani. Przystani jedynej i niepowtarzalnej. Tak, Lubatowa sprzyja porządkom w głowie, sprzyja zwykłym codziennym czynnościom, a właściwie to przypominaniu sobie o tym, jak się je lubi... Bo ja lubię pić kawę i patrzeć w ścianę bez żadnych wyrzutów sumienia, bez żadnych oporów czytać na huśtawce to co ambitne i (niestety ostatnio częściej) trochę mniej. Skakać na trampolinie, jak małe dziecko, biegać na plotki do sąsiadów, spotykać się z tymi, z którymi chcę utrzymywać kontakt. Śmiejcie się lub nie, ale lubię fakt, że lodówka jest zawsze pełna i nie muszę myśleć o tym, że może, tak magicznie stać się pusta. W ogóle nie muszę myśleć i fajne to... Lubię wygrzewać twarz w słońcu i głośno komentować, że podkarpackie słońce jest najlepsze, a wieczorem siedzieć na schodach przed domem i jak pseudo natchniony romantyk wpatrywać się w gwiazdy z papierosem w ręce i nie myśleć zupełnie o niczym. Naprawdę lubię raz na jakiś czas nie myśleć; lubię wciskać pauzę, bo mam do kogo wracać, bo kocham i chcę każdą wolną chwilę zagospodarować tak, by być w pełni szczęśliwy... by przypominać sobie o prostych czynnościach, które mnie uszczęśliwiają. I lubię to wszystko, mimo że trochę wygląda, jakbym uciekał, uciekał przed Krakowem. Ale to zupełnie nie tak - przed niczym nie uciekam, a już na pewno nie przed Krakowem, bo po kilku dniach już, najnormalniej w świecie, tęsknie. Tęsknię i mimo wszystko, mimo że moje serce tutaj, ja chcę, muszę wracać, bo moje miejsce jest właśnie tam, w Krakowie.
Do czego zmierzam? Do tego, że w życiu warto, raz na jakiś czas, pozornie zmarnować/poświecić jeden zwykły tydzień. Bo nasze życie odżyje, a obowiązki mogą poczekać. Amen.
TK.
5/02/2016
kwietniowe muzyczne perełki.
Za mną kolejne dni blogowej niemocy. Dni, które z całych sił staram się zwalczyć. Tradycyjnie, prezentuję muzyczne perełki miesiąca poprzedniego - czyli utwory. które najczęściej gościły na moich playlistach. Tym razem osiem pozycji - dość spójnych. Słowa klucze? Spokój. Zamknięte oczy. Odpoczynek. Indie folk. Mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie. Miłego słuchania i udanej reszty weekendu majowego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



