Niejednokrotnie wspominałem już o festiwalu, który wraz z całym I rokiem zarządzania kulturą i mediami (btw mój kierunek studiów) przygotowujemy od kilku dobrych miesięcy. Ponad 150 osób pracuje na coś, co właśnie się dzieje. Ale o co tutaj w ogóle chodzi?
5/29/2015
POLIKULTURA - pierwsze zawodowe dziecko.
Niejednokrotnie wspominałem już o festiwalu, który wraz z całym I rokiem zarządzania kulturą i mediami (btw mój kierunek studiów) przygotowujemy od kilku dobrych miesięcy. Ponad 150 osób pracuje na coś, co właśnie się dzieje. Ale o co tutaj w ogóle chodzi?
Etykiety:
ciekawe wydarzenie,
festiwal,
KINGowe rozkminy,
Kraków
5/27/2015
dzieje się!
Cześć i czołem. Tak wiem - wstyd i hańba, przyznam. Trzy tygodnie nie pisać, to trzeba być mną. Blogerka wielka, za złotówkę. Ale co mam zrobić, że z biegu wpadłem w jeszcze większy bieg? Co mam zrobić, że ta pani lekkich obyczajów, co Sesja się nazywa, puka do mych drzwi? No ja ją mam gdzieś, ale ona puka i puka... ale ja się nie daję.
W ostatnich tygodniach trochę się działo. Koniec semestru = pierwsze zaliczenia, prezentacje, które zabierają masę czasu i energii + wielkie, coraz większe przygotowania do naszego studenckiego festiwalu POLIKULTURA, którego oficjalne, wielkie rozpoczęcie już w ten piątek (a jutro zapraszamy na Kulturę Euromajdanu na Zabłociu).
TATUAŻ
W międzyczasie zdążyłem zrealizować swój kolejny cel, którym od dawna był tatuaż. Stwierdziłem, że dwudzieste urodziny, to idealny pretekst do tego, by po prostu odkładać 'zaskórniaki' i go zrobić, ot tak po prostu - w końcu nastolatkiem przestaje się być tylko raz!
Już dawno podjąłem decyzję, że będzie to właśnie pióro. Jestem wielkim antyfanem przypadkowych tatuażów, takich 'bo modne', 'bo ładne', 'bo fajnie to wygląda' -wiadomo, wygląd jest ważny, ale nie najważniejszy. Uważam, że coś, co zostaje nam na całe życie musi być przemyślane i mieć sens, nie taki na pokaz, a dla nas samych. Musimy być przekonani w 100% , że tego chcemy, że nie będziemy się go wstydzić (chociaż tutaj nigdy pewności nie ma).
Problemem zdecydowanie był wybór tatuażysty, bo jak wiadomo, rynek jest przepełniony i nie wiadomo komu zaufać. Z wielkimi obawami, po licznych reaserch'ach wybrałem TATTOO FAMILIA. Dzisiaj wiem, że to był bardzo dobry wybór. Świetni ludzie, pełen profesjonalizm i co dla mnie najważniejsze - świetny tatuażysta, który słuch, dorada i dba o czystość, higienę.
Na zdjęciu niewygojony, jeszcze ciepły, bardzo czarny, teraz obolała ręka i schodzący tusz. Zachciało się... ale zadowolony jestem, to przyznam. :)
FILM - statystowanie
Mam też okazję statystować w międzynarodowej produkcji o słynnym człowieku. Nic więcej powiedzieć nie mogę (tajemnica!), ale nie ukrywam, że to fantastyczna przygoda. Bardzo cieszę się, że po moich 'innych' przygodach ze statystowaniem (spróbujmy zapomnieć, ja próbuję!) trafiło się coś lepszego, dużo, dużo bardziej profesjonalnego. Wiadomo, to nic wielkiego, ot taki, zwykły statysta, jeden z wielu - ale tego, że żądny przygód jestem, nigdy nie ukrywałem, a to przygoda niewątpliwie była! Cudownie jest uczestniczyć w czymś takim, zobaczyć jak to wygląda, jak to się robi - z każdej strony osoba mówiąca innym językiem, odpowiedzialna za coś innego, słynne postaci polskiego kina (zagranicznego może i też, ale jakoś ich nie znałem). Poza tym kostiumy z zupełnie innej epoki, kilkudziesięciu statystów - no coś wspaniałego! EUROWIZJA - moje top 3 !
Każdy, kto zna mnie chociaż trochę wie, że jestem wielkim fanem najbardziej obciachowego konkursu w Europie, jakim jest właśnie Eurowizja. Nie myślcie sobie, że w tym roku o nim zapomniałem. Jak zapewne każdy wie, poziom to nie jest najwyższy, ale jest przyjemnie i fajnie... i często wieśniacko. Polska, jak to Polska, ja się nie wypowiadam, nie chcę nikogo ani urazić, ani się nikomu narazić, ale zdecydowanie nie pochwalam takich wyborów. Natomiast muszę przyznać, że było kilka naprawdę dobrych kawałków - dobrych jak na eurowizyjne standardy.
Jak dla mnie wygrać powinni Włosi, którzy w rzeczywistości zajęli 3 miejsce, ale - dla mnie to zdecydowanie zwycięzcy. Pokazali, że można śpiewać w ojczystym języku i pokazać klasę. Podobało mi się bardzo. Świetne głosy, piękne wizualizacje i dobry kawałek.
Z tym miejscem się zgadzam - Rosja i w moim rankingu, i w tym oficjalnym na 2. miejscu. Bardzo eurowizyjny kawałek, ale wpada w ucho. Dobry głos, wszystko ze smakiem, jest dobrze!
Szwecja. Tegoroczny zwycięzca. Jest dobrze, ale zwrotki bardzo, ale to bardzo przypomina utwór Davida Guetty "Dangerous", a refren Johna Newmanna "Love me again". Stąd też ja dałbym go na 3, bo piosenka wpada w ucho, ale tak jakoś mało oryginalnie.
5/13/2015
co u mnie? brak weny.
Dziwne jest to, że kiedy pracowałem, biegałem jak głupi, łączyłem wszystko ze sobą jak tylko mogłem, ciągle zastanawiałem się "co jeszcze?", praca - uczelnia - dom - znajomi, nauka w tramwaju. Miałem więcej czasu. Zdecydowanie więcej. Więcej czasu, więcej energii i zapału do wszystkiego. Pewnie dlatego, iż wiedziałem, że po prostu muszę. A teraz nic nie muszę i jest jak jest...
Siedzę w domu, mam dość dużo pracy (tutaj nie ma co czarować), bo zaczynają się prezentacje, zaliczenia + festiwal za pasem, ale to nie jest problem, problem to zdecydowanie zła organizacja. Nie oszukujmy się - bez pracy mam dwa razy więcej czasu, a tak jakby się go mniej zrobiło... Zdecydowanie później kładę się spać, później wstaje (wreszcie się wysypiam), mam czas na seriale i książki. Ale niestety nie mam weny. Odeszła. Pewnie taki czas... pewnie wróci. Oby.
Poza tym nadchodzi moment grozy dla każdego studenta - sesja letnia. Jak zimową dało się przełknąć, to ta letnia, ta przed upragnionymi wakacjami będzie zdecydowanie dużo, dużo bardziej wymagająca. Ba, będzie hardcorowa. Mam kilka porządnych egzaminów, wymagających sumiennego przygotowania się, a ja zero chęci mam. Masa, masa i jeszcze raz masa materiału. No nie dam rady tak sobie po prostu, na spokojnie (po obiedzie) usiąść i poczytać, coś powtórzyć. Ej, w sumie to już jedną sesję zdawałem w tym roku - a jakby się tak obrazić i nie pójść? Tak, obrażam się i nie idę. Genialny pomysł. Brawo Tomku!
Łapcie dobry kawałek!
Trzymajcie kciuki, żeby WENA powróciła, a mój serdeczny przyjaciel LEŃ odszedł na długi, długi czas.
5/07/2015
powroty do życia i odwieczne idiotyczne starcie pt. 'Cracovie vs. Varsovie'.
[zdj. pt.: Tomasz, słońce i krzywy Pałac Kultury]
Za każdym razem, kiedy wracam do mojej bezpiecznej przystani (czyt.
mojego domu rodzinnego) borykam się z dwoma, tak naprawdę całkowicie
wykluczającymi się wzajemnie problemami - z jednej strony ciężko, po kilku dniach sielanki jest wrócić. Wrócić do życia, do otaczającej mnie rzeczywistości, do mojej nowej, krakowskiej rzeczywistości. Natomiast z drugiej strony, 'sielankując',
każdego dnia coraz mocniej tęsknie za moim pięknym, śmierdzącym,
zanieczyszczonym Krakowem, którego nie zamieniłbym na nic innego. Czy
to początek choroby psychicznej? Rozdwojenie jaźni? Sam nie wiem...
5/05/2015
matura to bzdura?
Dokładnie rok temu - 05.05.2014r. zaczął się tygodniowy horror, którego nigdy nie zapomnę. Boże, jak ten czas szybko leci. Pamiętam, jakby to było wczoraj. Wszystko z najdrobniejszymi szczegółami. Zaczęło się (niby) niewinnie, językiem polskim. Lekki stres, gadanie, że jak będzie POTOP, albo WESELE, to ja wezmę to drugie (autentycznie frajersko w to wierzyłem... to sobie kurde nabrałem ten drugi temat). Później matma - stresowałem się jak głupi, papierosa to dosłownie połknąłem, dowód osobisty prawie złamałem, jak zobaczyłem zadania prawie wyszedłem - ogólnie to prawie...
Dużo, dużo stresu, jeszcze więcej presji, którą tak naprawdę narzuciłem na siebie sam. Matura jest bardzo ważna, to właśnie od niej zależy to, co będzie dalej...Ja jakoś nie wspominam pozytywnie tego czasu.
Studenci bardzo często mówią: "eeee, co tam matura! Sesja to jest hardcorowa!". Niestety nie do końca mogę się z tym zgodzić. Co więcej, pozwolę sobie to skwitować powiedzeniem: ZAPOMNIAŁ WÓŁ JAK CIELĘCIEM BYŁ - niestety. Żeby nie było, sesja jest bardzo ciężka (świeć Panie nad tą czerwcową), tutaj nie ma co dyskutować. Bardzo, bardzo dużo materiału, często złośliwi wykładowcy, trud połączenia imprezowego życia z nauką ( :] ), ogólnie trudne rzeczy (a na inżyniersko - ścisłych kierunkach przede wszystkim). Gadanie, że matura to bzdura, że to nic, jest co najmniej idiotyczne. Za każdym razem zastanawiam się, co to w ogóle ma na celu...
Kochani Studenci, nie oszukujmy się - presja nad nami nie jest aż tak ogromna. Mamy zerówkę, mamy pierwszy termin, mamy co najmniej jedną poprawkę, w ostateczności mamy nawet warunki. Maturzysta ma poprawkę w sierpniu, która i tak wyklucza go z pierwszej rekrutacji = nie idzie na wymarzone studia = wszystkie marzenia gdzieś się ulatniają. Maturzysta budzi się w maju i zdaje sobie sprawę, że to JUŻ. Że te trzy/cztery lata zleciały dużo, dużo szybciej, aniżeli się to zapowiadało. Że to koniec beztroski i wolności. Dla jednych to egzamin prowadzący do wymarzonych studiów, które mimo wszystko młodość przedłużają a dla drugich to tzw. egzamin dojrzałości oficjalnie rozpoczynający dorosłe życie pełne obowiązków. Matura to wcale nie jest bzdura - tak sądzę i zdania nie zmienię.
Maturzyści, już po matmie (czyli dla 60% już po najgorszym). Dajcie czadu, czegokolwiek byście nie planowali. Pozostałe egzaminy rozwalcie spokojnie, bez presji, będzie dobrze! :)
PS. Matmą się nie przejmujcie - jak ja zdałem, to znaczy, że zdać można.
Dużo, dużo stresu, jeszcze więcej presji, którą tak naprawdę narzuciłem na siebie sam. Matura jest bardzo ważna, to właśnie od niej zależy to, co będzie dalej...Ja jakoś nie wspominam pozytywnie tego czasu.
Studenci bardzo często mówią: "eeee, co tam matura! Sesja to jest hardcorowa!". Niestety nie do końca mogę się z tym zgodzić. Co więcej, pozwolę sobie to skwitować powiedzeniem: ZAPOMNIAŁ WÓŁ JAK CIELĘCIEM BYŁ - niestety. Żeby nie było, sesja jest bardzo ciężka (świeć Panie nad tą czerwcową), tutaj nie ma co dyskutować. Bardzo, bardzo dużo materiału, często złośliwi wykładowcy, trud połączenia imprezowego życia z nauką ( :] ), ogólnie trudne rzeczy (a na inżyniersko - ścisłych kierunkach przede wszystkim). Gadanie, że matura to bzdura, że to nic, jest co najmniej idiotyczne. Za każdym razem zastanawiam się, co to w ogóle ma na celu...
Kochani Studenci, nie oszukujmy się - presja nad nami nie jest aż tak ogromna. Mamy zerówkę, mamy pierwszy termin, mamy co najmniej jedną poprawkę, w ostateczności mamy nawet warunki. Maturzysta ma poprawkę w sierpniu, która i tak wyklucza go z pierwszej rekrutacji = nie idzie na wymarzone studia = wszystkie marzenia gdzieś się ulatniają. Maturzysta budzi się w maju i zdaje sobie sprawę, że to JUŻ. Że te trzy/cztery lata zleciały dużo, dużo szybciej, aniżeli się to zapowiadało. Że to koniec beztroski i wolności. Dla jednych to egzamin prowadzący do wymarzonych studiów, które mimo wszystko młodość przedłużają a dla drugich to tzw. egzamin dojrzałości oficjalnie rozpoczynający dorosłe życie pełne obowiązków. Matura to wcale nie jest bzdura - tak sądzę i zdania nie zmienię.
Maturzyści, już po matmie (czyli dla 60% już po najgorszym). Dajcie czadu, czegokolwiek byście nie planowali. Pozostałe egzaminy rozwalcie spokojnie, bez presji, będzie dobrze! :)
PS. Matmą się nie przejmujcie - jak ja zdałem, to znaczy, że zdać można.
5/02/2015
Balony nad Krosnem - czyli co nieco o krośnieńskiej Coachelli.
Nie ma co ukrywać, mimo wielkich chęci działaczy kulturalnych, mimo dużego zapotrzebowania mieszkańców, na Podkarpaciu dzieje się niewiele - a już na pewno w Krośnie i okolicach. Wiadomo, jest kilka perełek, ale to ciągle za mało, o wiele za mało. I wcale nie patrzę na to z perspektywy krakowskiego życia, bo kiedy mieszkałem tutaj, na Podkarpaciu, mówiłem dosłownie to samo... ciągle brakuje nam wydarzeń kulturalnych.
Już na początku pozwolę sobie na parafrazę popularnego powiedzenia - jakie miasto taka Coachella, niestety. Balony nad Krosnem to taka krośnieńska Coachella - bo pamiętajcie, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. BALONY (bo tak skrótowo się je określa) to jedno z najbardziej obleganych i wyczekiwanych wydarzeń kulturalnych w Krośnie, co roku w majówkę. Na pewno jedno z najpopularniejszych i najbardziej rozpoznawalnych. To nie tylko zawody balonowe, ale także koncerty, wesołe miasteczko, kupa jedzenia i jeszcze więcej alkoholu. Mimo że prawda jest taka, iż to nic specjalnego - każdy, a na pewno większość mieszkańców czeka z zapartym tchem na tą odmianę w szarym i często nudnym życiu.
Bardzo fajny jest właśnie cały niepisany rytuał tego przedsięwzięcia, któremu, nie ukrywam, co roku się podporządkowuje. Spotkanie ze znajomymi, wypad w plener z hektolitrami alkoholu, później wielkie gwiazdorskie wejście na lotnisko (miejsce imprezy), na które i tak nikt nie zwraca uwagi, ale fajnie jest połudzić się, że wyróżniasz się w tłumie, a później to z górki.... Piwo za piwem, karuzele (jak to na Coachellę przystało!), znajomi, których nie widziałeś już taki kawał czasu, bardzo, naprawdę bardzo miłe rozmowy. Są też spotkania z ludźmi, których niby znasz, ale skąd to już nie wiesz - polecam te rozmowy o niczym. ;)
Pogoda co roku jest niepewna. Nie pamiętam, kiedy ostatnio przez całą majówkę nie padał deszcz. Ale nie myślcie sobie, że to przeszkadza w imprezowaniu pod gołym niebem, bo nie przeszkadza! Balony to okazja, żeby zobaczyć największą ilość ludzi w stanie mocno wskazującym... na cośtam w jednym miejscu. Z resztą, piszę jakbym był przynajmniej trochę lepszy... W każdym razie, jakby nie było, Balony to świetne miejsce spotkań.
A koncerty? TAAAKIE GWIAZDY - w tym roku Coma (tutaj akurat spoko!) i ta rozdarta dziunia z Media Expert. Kiedyś tam Blue Cafe, Ira, Bracia, Sylwia Grzeszczak, Afromental, Ania Wyszkoni (akurat na tych dwóch byłem zaskoczony, bo było naprawdę spoko). I nie ma co ukrywać - te koncerty przyciągają tłumy, bo za darmo, bo w Krośnie to jedyna okazja do posłuchania kogoś znanego, a że nie zawsze to wielka gwiazda jest, to słucha się po prostu tego, co dają.
Już na początku pozwolę sobie na parafrazę popularnego powiedzenia - jakie miasto taka Coachella, niestety. Balony nad Krosnem to taka krośnieńska Coachella - bo pamiętajcie, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. BALONY (bo tak skrótowo się je określa) to jedno z najbardziej obleganych i wyczekiwanych wydarzeń kulturalnych w Krośnie, co roku w majówkę. Na pewno jedno z najpopularniejszych i najbardziej rozpoznawalnych. To nie tylko zawody balonowe, ale także koncerty, wesołe miasteczko, kupa jedzenia i jeszcze więcej alkoholu. Mimo że prawda jest taka, iż to nic specjalnego - każdy, a na pewno większość mieszkańców czeka z zapartym tchem na tą odmianę w szarym i często nudnym życiu.
Bardzo fajny jest właśnie cały niepisany rytuał tego przedsięwzięcia, któremu, nie ukrywam, co roku się podporządkowuje. Spotkanie ze znajomymi, wypad w plener z hektolitrami alkoholu, później wielkie gwiazdorskie wejście na lotnisko (miejsce imprezy), na które i tak nikt nie zwraca uwagi, ale fajnie jest połudzić się, że wyróżniasz się w tłumie, a później to z górki.... Piwo za piwem, karuzele (jak to na Coachellę przystało!), znajomi, których nie widziałeś już taki kawał czasu, bardzo, naprawdę bardzo miłe rozmowy. Są też spotkania z ludźmi, których niby znasz, ale skąd to już nie wiesz - polecam te rozmowy o niczym. ;)
Pogoda co roku jest niepewna. Nie pamiętam, kiedy ostatnio przez całą majówkę nie padał deszcz. Ale nie myślcie sobie, że to przeszkadza w imprezowaniu pod gołym niebem, bo nie przeszkadza! Balony to okazja, żeby zobaczyć największą ilość ludzi w stanie mocno wskazującym... na cośtam w jednym miejscu. Z resztą, piszę jakbym był przynajmniej trochę lepszy... W każdym razie, jakby nie było, Balony to świetne miejsce spotkań.
A koncerty? TAAAKIE GWIAZDY - w tym roku Coma (tutaj akurat spoko!) i ta rozdarta dziunia z Media Expert. Kiedyś tam Blue Cafe, Ira, Bracia, Sylwia Grzeszczak, Afromental, Ania Wyszkoni (akurat na tych dwóch byłem zaskoczony, bo było naprawdę spoko). I nie ma co ukrywać - te koncerty przyciągają tłumy, bo za darmo, bo w Krośnie to jedyna okazja do posłuchania kogoś znanego, a że nie zawsze to wielka gwiazda jest, to słucha się po prostu tego, co dają.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





