5/13/2015

co u mnie? brak weny.

 
Dziwne jest to, że kiedy pracowałem, biegałem jak głupi, łączyłem wszystko ze sobą jak tylko mogłem, ciągle zastanawiałem się "co jeszcze?", praca - uczelnia - dom - znajomi, nauka w tramwaju. Miałem więcej czasu. Zdecydowanie więcej. Więcej czasu, więcej energii i zapału do wszystkiego. Pewnie dlatego, iż wiedziałem, że po prostu muszę. A teraz nic nie muszę i jest jak jest...

Siedzę w domu, mam dość dużo pracy (tutaj nie ma co czarować), bo zaczynają się prezentacje, zaliczenia + festiwal za pasem, ale to nie jest problem, problem to zdecydowanie zła organizacja. Nie oszukujmy się - bez pracy mam dwa razy więcej czasu, a tak jakby się go mniej zrobiło... Zdecydowanie później kładę się spać, później wstaje (wreszcie się wysypiam), mam czas na seriale i książki. Ale niestety nie mam weny. Odeszła. Pewnie taki czas... pewnie wróci. Oby.

Poza tym nadchodzi moment grozy dla każdego studenta - sesja letnia. Jak zimową dało się przełknąć, to ta letnia, ta przed upragnionymi wakacjami będzie zdecydowanie dużo, dużo bardziej wymagająca. Ba, będzie hardcorowa. Mam kilka porządnych egzaminów, wymagających sumiennego przygotowania się, a ja zero chęci mam. Masa, masa i jeszcze raz masa materiału. No nie dam rady tak sobie po prostu, na spokojnie (po obiedzie) usiąść i poczytać, coś powtórzyć. Ej, w sumie to już jedną sesję zdawałem w tym roku - a jakby się tak obrazić i nie pójść? Tak, obrażam się i nie idę. Genialny pomysł. Brawo Tomku!

Łapcie dobry kawałek!


Trzymajcie kciuki, żeby WENA powróciła, a mój serdeczny przyjaciel LEŃ odszedł na długi, długi czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz