5/27/2015

dzieje się!


Cześć i czołem. Tak wiem - wstyd i hańba, przyznam. Trzy tygodnie nie pisać, to trzeba być mną. Blogerka wielka, za złotówkę. Ale co mam zrobić, że z biegu wpadłem w jeszcze większy bieg? Co mam zrobić, że ta pani lekkich obyczajów, co Sesja się nazywa, puka do mych drzwi? No ja ją mam gdzieś, ale ona puka i puka... ale ja się nie daję. 


W ostatnich tygodniach trochę się działo. Koniec semestru = pierwsze zaliczenia, prezentacje, które zabierają masę czasu i energii + wielkie, coraz większe przygotowania do naszego studenckiego festiwalu POLIKULTURA, którego oficjalne, wielkie rozpoczęcie już w ten piątek (a jutro zapraszamy na Kulturę Euromajdanu na Zabłociu).

TATUAŻ
W międzyczasie zdążyłem zrealizować swój kolejny cel, którym od dawna był tatuaż. Stwierdziłem, że dwudzieste urodziny, to idealny pretekst do tego, by po prostu odkładać 'zaskórniaki' i go zrobić, ot tak po prostu - w końcu nastolatkiem przestaje się być tylko raz!
 
 Już dawno podjąłem decyzję, że będzie to właśnie pióro. Jestem wielkim antyfanem przypadkowych tatuażów, takich 'bo modne', 'bo ładne', 'bo fajnie to wygląda' -wiadomo, wygląd jest ważny, ale nie najważniejszy. Uważam, że coś, co zostaje nam na całe życie musi być przemyślane i mieć sens, nie taki na pokaz, a dla nas samych. Musimy być przekonani w 100% , że tego chcemy, że nie będziemy się go wstydzić (chociaż tutaj nigdy pewności nie ma).

Problemem zdecydowanie był wybór tatuażysty, bo jak wiadomo, rynek jest przepełniony i nie wiadomo komu zaufać. Z wielkimi obawami, po licznych reaserch'ach wybrałem TATTOO FAMILIA. Dzisiaj wiem, że to był bardzo dobry wybór. Świetni ludzie, pełen profesjonalizm i co dla mnie najważniejsze - świetny tatuażysta, który słuch, dorada i dba o czystość, higienę. 
Na zdjęciu niewygojony, jeszcze ciepły, bardzo czarny, teraz obolała ręka i schodzący tusz. Zachciało się... ale zadowolony jestem, to przyznam. :)




FILM - statystowanie
Mam też okazję statystować w międzynarodowej produkcji o słynnym człowieku. Nic więcej powiedzieć nie mogę (tajemnica!), ale nie ukrywam, że to fantastyczna przygoda. Bardzo cieszę się, że po moich 'innych' przygodach ze statystowaniem (spróbujmy zapomnieć, ja próbuję!) trafiło się coś lepszego, dużo, dużo bardziej profesjonalnego. Wiadomo, to nic wielkiego, ot taki, zwykły statysta, jeden z wielu - ale tego, że żądny przygód jestem, nigdy nie ukrywałem, a to przygoda niewątpliwie była! Cudownie jest uczestniczyć w czymś takim, zobaczyć jak to wygląda, jak to się robi - z każdej strony osoba mówiąca innym językiem, odpowiedzialna za coś innego, słynne postaci polskiego kina (zagranicznego może i też, ale jakoś ich nie znałem). Poza tym kostiumy z zupełnie innej epoki, kilkudziesięciu statystów - no coś wspaniałego!




EUROWIZJA - moje top 3 !
Każdy, kto zna mnie chociaż trochę wie, że jestem wielkim fanem najbardziej obciachowego konkursu w Europie, jakim jest właśnie Eurowizja. Nie myślcie sobie, że w tym roku o nim zapomniałem. Jak zapewne każdy wie, poziom to nie jest najwyższy, ale jest przyjemnie i fajnie... i często wieśniacko. Polska, jak to Polska, ja się nie wypowiadam, nie chcę nikogo ani urazić, ani się nikomu narazić, ale zdecydowanie nie pochwalam takich wyborów. Natomiast muszę przyznać, że było kilka naprawdę dobrych kawałków - dobrych jak na eurowizyjne standardy.

Jak dla mnie wygrać powinni Włosi, którzy w rzeczywistości zajęli 3 miejsce, ale - dla mnie to zdecydowanie zwycięzcy. Pokazali, że można śpiewać w ojczystym języku i pokazać klasę. Podobało mi się bardzo. Świetne głosy, piękne wizualizacje i dobry kawałek.


Z tym miejscem się zgadzam - Rosja i w moim rankingu, i w tym oficjalnym na 2. miejscu. Bardzo eurowizyjny kawałek, ale wpada w ucho. Dobry głos, wszystko ze smakiem, jest dobrze! 


Szwecja. Tegoroczny zwycięzca. Jest dobrze, ale zwrotki bardzo, ale to bardzo przypomina utwór Davida Guetty "Dangerous", a refren Johna Newmanna "Love me again". Stąd też ja dałbym go na 3, bo piosenka wpada w ucho, ale tak jakoś mało oryginalnie. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz