W Polsce nie jest najlepiej, nie oszukujmy się. Często wyjeżdżamy, by żyć lepiej. Tak, jak oni. Oni, czyli ci, którzy zetknęli się z faktem, że każde państwo ma inną kulturę, inne obyczaje i... inne prawo, przede wszystkim. To zatrważająca historia o bezprawiu wynikającego z nadopiekuńczości państwa. Paradoks? Fakt. Walka z wiatrakami. Bezsilność. A w tym wszystkim polska rodzina. Dobra historia. Ale... jak się nie umie czegoś robić w 100%, to się nie powinno do tego zabierać. Zazwyczaj recenzuje tutaj filmy, które w jakiś sposób zrobiły na mnie wrażenie - albo mnie zachwyciły, albo rozwaliły, albo zdziwiły. Tak, ten w sumie pasuje - jest zadziwiający. Zadziwiająco mnie zawiódł, bo uważam, że jest zadziwiająco... średni. I ma zadziwiająco dobre recenzje. Zadziwiające, prawda?
Ten film szokuje historią, a właściwie tym, że to same fakty, że to wszystko jest autentyczne, nie przerobione, nie podkolorowane, nie podrasowane w żaden sposób. Tak, szokuje faktami. Przyznam się szczerze, że nie wiedziałem wcześniej, że Szwedzi są zwolennikami (aż takiego) bezstresowego wychowania, aż tak skrajnego... Że w Szwecji można odebrać biologicznym rodzicom dziecko od ręki, bo tak jest (podobno) lepiej i przekazać je w ręce innej rodziny. Nie wiedziałem, że prawo jest aż tak bezprawne. Tym bardziej nie przypuszczałem, że ranga opieki społecznej jest tam, aż tak wysoka. Zaskoczenie. Tak, to dobre słowo. Oczywiście, w przypadkach, kiedy takowe odebranie jest słuszne to nie mam nic do tego, ale dziwne jest to, że coraz więcej podobnych historii. Okazuje się, że próba odzyskania dziecka to walka z wiatrakami, po prostu. Bo skoro opieka odebrała, to znaczy, że miała ku temu powody... I w sumie to KROPKA. Tutaj nie ma czego dodać, bo nikt się już o nic nie pyta. Nie ma z kim i z czym dyskutować. Nie pomogą prośby, groźby, płacze, adwokaci. TAKIE JEST PRAWO. I właśnie koło tego bezprawnego prawa kręci się akcja filmu.
Walka o dziecko, a dookoła Szwecja. Piękna, minimalistyczna i taka (jak dla mnie) jakby trochę bez życia. Reżyser posłużył się wieloma kontrastami, by uzmysłowić nam, jak bardzo inna jest to kultura. Jak odmienne jest to życie. Wszystko takie spokojne, w jasnych kolorach, a przy tym polski temperament. Ten akcent trochę mi się nie spodobał - że Polaków Polacy przedstawili, jako tych z papierosem nieznikającym z ust, tych wybuchowych, przeklinających, temperamentnych, upijających się i jeżdżących na rowerze, po to, by wdać się w bójkę. No nie fajnie to wygląda. I nie fajnie to o nas świadczy. Tak, często dużo w tym prawdy, ale w filmie takim jak ten, filmie uderzającym w bezprawie, w filmie, który (jest duża szansa) obejrzą i Szwedzi, i ludzie z innych europejskich krajów, nie powinno się generalizować. Tym bardziej, że i bez tego tak nas postrzegają. No tak niezbyt nas postrzegają, nie oszukujmy się.
Jeżeli chodzi o kreacje aktorskie, to nie jest źle, tak myślę, a nawet mogę powiedzieć, że jest dobrze. Bardzo dobra rola Grochowskiej, która pokazała tęsknotę za krajem, trudności w przystosowaniu się do otoczenia - ale tutaj pojawia się pytanie: czy to aż tak doskonała kreacja aktorska, żeby dostać za nią ZŁOTEGO LWA w kategorii NAJLEPSZA ROLA KOBIECA? Może się nie znam, ale uważam, że to troszeczkę za mało, mam niedosyt. Co nie zmienia faktu, że zagrała naprawdę świetnie. Idealnie pokazała czym dla matki jest strata dziecka, jak trudno pogodzić się z tym, że wedle prawa nie może się nic. Pokazała walkę, desperację i wielką miłość - a za to brawa. Topa podobnie, jak jego filmowa żona poradził sobie bardzo dobrze - ojcowskie emocje, bezradność, brawo! Dużo, dużo emocji - to na plus. Pozytywnym zaskoczeniem, jak dla mnie, jest fakt, że szwedzcy aktorzy przyłączyli się do tej produkcji - bo jakby nie patrzeć, uderza w ich kraj. Wiedzą, że to złe i że trzeba coś zmienić, a to się chwali.
Tak sobie myślę, że w sumie, po tych w miarę dobrych wspomnieniach i wielu złych ja już sam nie wiem co sądzić. Dość długo go trawiłem. Film (przepraszam) dość banalny, przewidywalny do granic możliwości. Dobra historia, problem rzeczywiście poważny, niedopuszczalny i straszny - jeśli chodzi o to, to brawo, warto poruszać takie tematy. I drugie brawo, że gwiazdy szwedzkiego kina się w to zaangażowały. trzecie, dla naszych aktorów, bo było naprawdę dobrze. Ale poruszana historia to tylko połowa sukcesu - nawet taki problem nie uratuje tego, co na ekranie, tym bardziej, jak wszystko jest mocno średnio (żeby nie powiedzieć byle jak) przedstawione. W ogólnie nie lubię banalności - stereotypowa polska rodzina, gdzie jest alkohol, kłótnie, cięty język do tego klasyczne widoki, klasyczna muzyka. Jest tak sto procent bezpiecznie, tak mdło i najzwyczajniej w świecie... nudno. Jestem zawiedziony, bo czuję niedosyt, a niedosytu czuć nie lubię. Jestem najzwyczajniej w świecie mocno zawiedziony. Zawiedziony, bo czekałem na tą produkcję, bo można było to wszystko przedstawić to sto razy lepiej, można było napisać fenomenalny scenariusz, a powtórzę - historia jest dobra, autentyczna i poruszająca. Zmarnowany potencjał, który z całą pewnością był (bo jak obejrzałem, to umarł śmiercią naturalną). Z resztą pozwoliłem sobie poobserwować w kinie ludzi dookoła mnie - wniosek? Myślę, że 90% całkowicie by się ze mną zgodziło. Ziewanie, kręcenie się. Niektórzy nawet nie dotrwali do końca... Powinienem dodawać coś jeszcze?
Czytając niektóre recenzje i opinie innych, zastanawiam się, czy na pewno oglądaliśmy ten sam film. Tak (powtórzę raz jeszcze), historia poruszająca, ale porównywać OBCE NIEBO do strasznego thrillera mrożącego krew w żyłach, czy do wyciskacza łez zmieniającego życie? Tak, o gustach się nie dyskutuje...
Poszedłem do kina, obejrzałem... NIE PODOBAŁO MI SIĘ.

TK.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz