7/17/2015

10 filmów ('nieklasyków'), które warto obejrzeć - część II i ostatnia.



Zgodnie z zapowiedzią, prezentuję drugą i ostatnią już część moich wakacyjnych propozycji filmowych. Podobnie jak poprzednio są to produkcje dobre, bardzo dobre i być może nie każdemu znane - co nie zmienia faktu, że są one zdecydowanie warte uwagi i poznać je trzeba. Bo nie sztuką jest polecać klasyki. Klasyki poleca każdy, ja też. Bo klasyki trzeba polecać, ale ile można je oglądać? Prezentowane przeze mnie produkcje, to filmy do śmiechu, płaczu, przytulania i zamulania. Filmy dobre na randkę i na samotny wieczór. Czego chcieć więcej? Niczego. Wystarczy odpalić i oglądać. Bo warto.






VI. "SIERPIEŃ W HRABSTWIE OSAGE" - dramat/komedia - 121 minut


Po pierwsze, w tym filmie gra Meryl Streep, a to już wystarczający argument, by tą produkcje obejrzeć.  Meryl to moja guru wśród aktorek. To kobieta kameleon. Kobieta potrafiąca zagrać każdego. Diament. Każda jej rola to istny majstersztyk. Akurat tutaj wciela się w chorą na raka lekomankę o niesamowicie trudnym (żeby nie powiedzieć wrednym) charakterze. CUDO.
Po drugie, to film o rodzinie. A jak każdy z nas wie - z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach (przeważnie). W tym przypadku wychodzą na jaw różne historie - zarówno śmieszne, jak i takie które zdecydowanie nie bawią. Ogólnie: warto! Chociażby dla królowej Meryl! I dla Julii Roberts, bo ładna i spoko aktorka z niej jest.












VII. "CHARLIE" - melodramat - 103 minuty

Kolejna propozycja dobra na randkę... w sumie to nie tylko, bo ja ten film oglądałem sam i bardzo mi się podobał. Często jest tak, że melodramaty kojarzą nam się z dennymi historiami... z filmami na podstawie książek Sparksa, którymi jara się każdy (ja też, ale cicho!) i każdy mówi, że to gówno. Ale jeżeli chodzi o denność, to zdecydowanie nie w tym przypadku. To film o dorastaniu, o problemach z nim związanymi. O tym, co każdy młody człowiek zna, czy tego chce, czy też nie. A przy tym wszystkim zamknięty w sobie chłopak, nie do końca radzący sobie... z życiem. Samobójstwo najlepszego przyjaciela, brak przyjaciół, pierwsze miłości.
Przyjemna historia. Niedenna. Warta uwagi. Film idealny na słodki do porzygu, wypełniony miłością wieczór z drugą połówką, ale także na samotny, niezależny i przehipsterski czas.










VIII. "PÓŁ NA PÓŁ" - dramat/komedia - 99 minut

Jedni piją, palą, imprezują i mają gdzieś swoje zdrowie, inni prowadzą statyczne życie. Okazuje się, że to nie ma żadnego znaczenia. RACZYSKO wcale nie patrzy na nasz tryb życia, na nasz światopogląd - bo jak sobie kogoś upatrzy, to nie ma zmiłuj. I o tym ten film. Pan Rak przyczepił się do Adama - człowieka, który pozornie miał wszystko - dom, pracę, dziewczynę, przyjaciół. Adam nie pił, nie palił, nawet samochodu nie prowadził, bo przecież można ulec wypadkom. I tutaj zaczyna się impreza, bo Adam musi przewartościować swoje życie. Życie, które go do tego zmusza. Bo, cytując mojego kumpla, a właściwie to jego mamę: "jak się nie obrócisz, to d*pa z tylu". Zostawia go dziewczyna, kumpel ma go... gdzieś. I w sumie to... umiera. Rak kręgosłupa. Ma 50% szans na przeżycie i nie zamierza zmarnować tego, co zostało...










IX.  "DZIEŃ, KTÓRY ODMIENIŁ TWOJE ŻYCIE" - dramat obyczajowy - 114 minut

Historia pięcioosobowej, typowej rodziny ukazana podczas pięciu kluczowych, w całym ich życiu, dni od 1988 - 2000 roku. Każdy z dni opowiedziany z perspektywy innego członka rodziny.
Film o codziennych problemach, które zna każdy z nas. O troskach i radościach związanych z rodzicielstwem. O trudzie dorastania, o decyzjach, przed którymi ciągle stajemy. O tym, ze rodzina jest ważna, ba, bardzo ważna i o tym, że naprawdę nie warto marnować żadnego dnia. Warto obejrzeć, bo jest przyjemnie, bo jest dobrze. Bo jest wartościowo. Bo jest morał. Bo można wyciągnąć wnioski. Tak po prostu.















X. "HOTEL MARIGOLD" - dramat/komedia (z naciskiem na komedie) - 124 minuty


"Grupa emerytowanych Anglików wyrusza w podróż do ekskluzywnego hotelu w Indiach." - tak zachęca filmweb. Kiepska zachęta. I dziękować Bogu, nie przeczytałem jej przed oglądnięciem, bo na bank bym nie oglądnął. Fantastyczna, zabawna historia, doborowa obsada (elita brytyjskiego kina), piękne zdjęcia... no i ten klimat Indii. Coś wspaniałego. Historia grupy emerytów w indyjskim hotelu - ich perypetie, ciekawy światopogląd... ciekawe starcze problemy.  I może nie jest to mistrzostwo świata światowego kina, ale trzeba przyznać - dla takiej obsady warto! Bo ludzie, którzy mają za sobą dekady superprodukcji uratują wszystko, nie tylko swoją twarzą, ale i talentem. W tym przypadku niewątpliwym.







  



 PS. Mam nadzieję, że pomogłem przynajmniej jednej duszyczce. :)

TK. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz