2/18/2016

SPOTLIGHT - recenzja filmu.


Zacznę tak: już dawno żaden film nie wzbudził we mnie tak skrajnych emocji - podczas tych ponad 120 minut było mi na przemian przykro, wstyd, byłem wkurzony - i za to twórcom należą się wielkie brawa. To produkcja stworzona ze smakiem, tak, by wszystko, co zbędne nie przyćmiło TREŚCI. Tak, to właśnie treść jest tutaj najważniejsza. Treść argumentująca to, że "Święty Kościół" wcale nie jest święty... Bo, cytując: "Ten problem nie dotyczy jedynie Bostonu, lecz całego kraju, całego świata. [...] Oni wiedzieli - i pozwolili na to."



"Spotlight", przedstawia prawdziwą historię nagrodzonej Pulitzerem (najważniejsza amerykańska nagroda, przyznawana między innymi za wybitne dokonania w dziedzinie dziennikarstwa) grupy dziennikarzy bostońskiej gazety BOSTON GLOBE, która w 2002 roku, właśnie na łamach wspomnianej gazety, opublikowała szokujący, przełomowy  i można powiedzieć, że demaskujący artykuł, ujawniający pedofilską siatkę tworzoną przez ponad 70 księży, ukrywaną przez kościół katolicki. I właśnie o tym jest ten film - jesteśmy świadkami procesu pozyskiwania dowodów i konsekwentnie skrywanych materiałów w sprawie molestowania nieletnich przez katolickich księży. Wszystko zaczyna się w momencie, kiedy Marty Baron (Liev Schreiber) staje się nowym "szefem" gazety i postanawia, a właściwie to zleca swoim dziennikarzom śledczym zainteresowanie się sprawą księdza, który na przestrzeni 30 lat niejednokrotnie oskarżany był o kontakt seksualny z dziećmi. Wspomniany zespół tworzy pięć osób, oddających się sprawie w 100%: Walter Robinson (Michael Keaton), Sacha Pfeiffer (Rachel McAdams), Michael Rezendes (Mark Ruffalo) oraz Matt Carroll (Brian d’Arcy James). Zaczyna się delikatne i całkowicie tajne, śledztwo, które stopniowo odsłania wiele grzeszków Kościoła i jego władz. O wiele za dużo... by znów przejść obok tego obojętnie, by się poddać ustąpić nieŚwiętemu Kościołowi. 

Jesteśmy świadkami spotkań dziennikarzy z dorosłymi już, ofiarami - widzimy skrajne emocje, które nimi targają - od strachu, przerażenia, załamania, przez obojętność, po wielką nienawiść... Słyszymy ich historie, które paraliżują i sprawiają, że pięści zaciskają się same. Poznajemy ludzi, którzy często przekupieni przez władze kościoła, a właściwie to przez ich prawników, zamykali usta. Ludzi przerażonych. Przerażonych, niezmiennie od lat. Ludzi, którym napalony ksiądz zniszczył życie, a Kościół nic z tym nie zrobił, mimo że wiedział; społeczeństwo, świat nic z tym nie zrobił. Wychowanych w katolickim duchu i martwiących się o to, by nie zburzyć świętego obrazu kleru. Słyszymy też o wielu przypadkach, kiedy ofiary odbierały sobie życie - tym samym ułatwiając zadanie sztabom specjalistów zatrudnionych by posprzątać brudy - przecież problem znikał razem z nimi. To, co mi się podoba, to to, że reżyser uderza też w zwykłych ludzi - zwraca uwagę na to, że każdy wiedział co się dzieje, ale udawał, że wszystko jest w porządku. Coś w stylu: "zamknę oczy i mnie nie ma". Co więcej, możemy wywnioskować, że zwykli mieszkańcy byli dodatkowym utrudnieniem w śledztwie, wcale nie chcą, by świat dowiedział się o grzechach Kościoła, na którym opiera się ich życie...

Wielkie brawa dla twórców - brawa za podjęcie się tak ważnego i trudnego tematu. Brawa za to, że nie zrobiono z niego pseudo podniosłej produkcji, wyciskacza łez, czy thrillera pokazującego pogoń za prawdą. Postawiono na treść, na przekaz. Na problem. To zdecydowanie film treści. Nie zobaczymy w nim popisów aktorskich, jakiś fenomenalnych zdjęć, czy montażu - co  nie zmienia faktu, że na bylejakość narzekać nie możemy. Aktorzy idealnie ukazali zaangażowanie i wielkie przejęcie dziennikarzy - to prawdziwy i godny hołd dla legendarnego zespołu. Wszystko jest tak dosadne, ze smakiem, z klasą, z umiarem. To produkcja, która budzi emocje... która sprawia, że w człowieku aż się gotuje i za to reżyserowi dziękuję. Padają tam takie słowa: "Kościół chce, byśmy myśleli, że to jedynie kilka zgniłych jabłek", ale prawda jest taka, że nie tylko jabłka są zgniłe, a Ci, którzy udają, że problemu nie ma. Bo jak to - w świętym Kościele? 



To film poruszający bardzo ważny i kontrowersyjny temat. Ohydny i nieludzki, a jakże (jak się okazuje) powszechny. Uderzający w sam środek największego problemu kościoła, jako instytucji - czyli hipokryzji, zakłamania i zamiatania problemów (tych prawdziwych) pod dywan. Wyobrażenia, że jak zamknę oczy, to mnie nie ma, a wszystko co złe znika. Trochę jak w znanej "Moralności Pani Dulskiej" - niech się dzieje co chce, ale pod moim dachem, tak, żeby nikt się nie dowiedział, żeby na zewnątrz wszystko było piękne, nieskazitelnie, idealne i takie... cholera, święte. A tak się przecież nie da, tak nie można... a na pewno nie w tej sprawie. Ale jak widać, od kilku stuleci - da się. Wszystko się da, tym bardziej, jeśli chodzi o Kościół. Ta produkcja powinna otworzyć oczy (przynajmniej trochę) tym, którzy ślepo zapatrzeni, z klapkami na oczach, wierzą we wszystko, co mówi Kościół. W każde kłamstwo. W każde arcypodniosłe słowo. W wielką świętość. I nie, to nie jest krytyka katolicyzmu, bo sam (wierzcie lub nie) jestem wierzący i praktykujący - to jest, cholerka, prawda. Ohydna, szokująca i przykra prawda. Wiadomo, nie można wszystkich wrzucać do jednego wora, bo to dość niesprawiedliwe i krzywdzące podejście, ale czas zrozumieć, że kiedy drzewo jest zepsute/chore przy korzeniu, to na nic chęci i poczynania reszty - całość się psuje, gnije, tak po prostu. I właśnie o tym, dla mnie, jest ten film. O tym, że czas otworzyć oczy i przestać ślepo wierzyć we wszystko, co serwuje nam "święty kościół" zepsuty od lat, od stuleci. Kościół, który wie, że może wszystko. Że trzeba przynajmniej próbować walczyć z tą bezkarną, zakłamaną mafią, której wydaje się, że może dosłownie wszystko. Bo tutaj nie chodzi o wiarę, a zwykłe człowieczeństwo i jakaś taką (pewnie dość naiwną i niewykonalną) sprawiedliwość. Wybaczcie za zbyt emocjonalny i wzburzony ton, ale to temat, który od zawsze niezwykle mnie bulwersuje - czemu? Bo mnie, jako katolikowi, jest wstyd, tak po prostu.


TK.

2 komentarze:

  1. Mam podobne wrazenia po obejrzeniu tego filmu :)
    Fajny blog, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo chętnie go obejrzę!

    OdpowiedzUsuń