2/06/2016

the answer.


Obejrzałem ten filmik z polecenia. Zaszkliły mi się oczy, nie ukrywam. Skończyłem oglądać, zamknąłem go i pomyślałem, że bardzo lubię nagrania tego typu, te takie łapiące za serce... ale okazało się, że we mnie został i od kilku dni intensywnie do mnie wraca. Ot tak po prostu - wraca i tyle. Co w nim niezwykłego i co mnie tak poruszyło? Jak go odbieram?



Zacznę od tego, że to dobry pomysł. Świetna realizacja. Wszystko zaczyna się od pytań o błahe sprawy, aż pojawia się jedna twarz, twarz, która powraca, mimo że główny bohater tego nie chce. Twarz, która dla mnie symbolizuje utracone szanse. To nagranie sprawia, że zatrzymujemy się na moment i zastanawiamy, o co sami byśmy zapytali. Czy o wszystko, co arcypoważne i istotne, czy właśnie o różnego rodzaju 'głupotki'. A może nie zapytalibyśmy o nic? O nic, by nie wiedzieć ile szczęścia straciliśmy sami przez siebie, tak całkowicie na własne życzenie. Ile szans zmarnowaliśmy.

To nagranie, dla mnie, jest tak naprawdę o tym, że bardzo często sami się unieszczęśliwiamy, walczymy za wszelka cenę, by coś było nie tak, by życie nie toczyło się od tak, po prostu. Nie lubimy spokoju, nie lubimy bezproblemowego życia. Za to lubimy narzekać i się zamartwiać. Lubimy przyciągać złe rzeczy. Lubimy być pesymistami. A nawet jeśli 'lubimy', to złe słowo, to na pewno nasze lenistwo, wygodnictwo i powszechny brak chęci do starania się, sprawia, że to coś normalnego. A to źle. Źle, bo życie samo w sobie jest tak okrutne, że nie powinniśmy ściągać na siebie takich... stanów. Powinniśmy chwytać dzień. Cieszyć się z małych rzeczy (ta Grzeszczak, to wiedziała, co śpiewać). Powinniśmy się uśmiechać. Marzyć. Nie przejmować się ludźmi i ich opiniami. Powinniśmy walczyć i żyć dla siebie... i dla tych, na których nam zależy. Przestać się unieszczęśliwiać i próbować wszystkiego. Bo życie jest kruche. I dla mnie właśnie o tym jest ten kilkuminutowy film. O tym, że życie kończy się nagle i nikt nie zapyta, czy to odpowiedni czas. O tym, że w momencie pytań, powinniśmy być z siebie dumni, że bez zastanowienia przeżylibyśmy nasze życie jeszcze raz, ot tak z rozpędu.  By z radością i pełną akceptacją zapytać: "czy to jest naprawdę koniec?".


PS. Tak. lubię różnego rodzaju formy przypomnień dających mi w pysk, tak życiowo.


TK.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz