3/25/2016

wielkanoc '16.


Wielkanoc. Kolejne święta. Kolejna świąteczna krzątanina. Dom wypełniony zapachami i krzykiem w stylu: "nie jedz, bo to na niedziele". Czas gna nieubłaganie, a ja jestem tym ciągle zaskoczony. Bo jak zrozumieć fakt, że dni mijają tak szybko? Że miesiąc goni miesiąc? Dopiero wybierałem kreacje na wigilijne szaleństwo, a już trzeba lecieć z koszyczkiem. Tak, spostrzegawczy jestem. Tak, zaskakują mnie właśnie takie rzeczy. Tak, ciągle zaskakuje mnie życie. Ale to chyba dobrze, bo źle na pewno nie.       



Mimo że (nie ukrywam) wolę święta Bożego Narodzenia, to do świąt Wielkiej Nocy nic nie mam - na pewno są bardziej kościelne, klimat mają też zupełnie inny. No i pogoda (odpukać) w tym roku też inna, taka wiosenna, taka, jaka być powinna. Ale święta, to święta - czas kiedy można wreszcie wyhamować i spędzić go z ludźmi, na których nam zależy. Święta, to dobry czas, tak po prostu. Dobry zarówno  dla osób wierzących, jak i nie... Dobry, by przypomnieć sobie za czym i przede wszystkim za kim tęskni nasze serce, a pewnie i dlaczego z niektórymi spotykamy się jedynie przy świątecznym stole. Wszystko jest potrzebne, wszystko jest po coś. A po co? Pewnie wszyscy się kiedyś przekonamy.

Dla mnie Wielkanoc pojawiła się w idealnym momencie. I nie tylko dlatego, że wróciłem do domu i mogłem wreszcie odwiedzić moją prywatną fryzjerkę  (najlepszą na świecie - pozdrawiam Carolinko), by podgolić mojego samuraja. Te święta pojawiły się w momencie, kiedy zacząłem odczuwać jakąś taką niewyjaśnioną  (a najpewniej wyjaśnioną) potrzebę powrotu. Takiego głodu mojej cichej przystani. Mojej cichej, spokojnej przystani, jedynej na świecie. Ostatnie krakowskie dni, to było czyste szaleństwo i bieg nie do opisania, nawet jak na mnie - za duży. Ale tak to już dziwnie jest, kiedy człowiek przez swoje dziwne ambicje próbuje złapać wszystkie sroki za ogon - a w moim przypadku, przez rodzinne konotacje, rzecz jasna - chyba jeszcze bardziej. Przez to wszystko zaniedbałem bloga, ale obiecuję, po świętach wracam. Tymczasem odpoczywam i ładuję akumulatory, co też polecam Wam wszystkim!


Niezmiennie, życzę Wam przede wszystkim dużo spokoju. Reszta jakoś sama wyjdzie w praniu! 


TK.

2 komentarze:

  1. Rozsmieszyles mnie ! Wlasnie dzis zrobilam pyszna salatke, do ktorej moj maz probowal sie dorwac... a ja co? Zostaw, to na niedziele !!! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czas pędzi nieubłaganie, trochę to przeraża . Będąc szkolniakiem dni ciągnęły mi się jak roztopiony ser żółty ... pozdrawiam i życze spokojnych świąt www.madrzej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń