Wspomniałem wczoraj, że choruję na gale rozdań nagród - zarówno tych muzycznych, jak i filmowych. Los chciał, że wczoraj, a właściwie to dzisiaj nad ranem miała miejsce jedna z moich ulubionych, jedna z najważniejszych gal muzycznych - 57 ceremonia rozdania nagród Grammy.
Niezmiennie od kilku lat oczekuję z zapartym tchem na początek lutego. Trzymam kciuki za moich faworytów, obstawiam zwycięzców. Cieszę się na każdą nominację, potwierdzony występ, jak głupi.
Nagrody Grammy w przemyśle muzycznym są naprawdę ważne- porównywalne do Oscarów w branży filmowej. Artystom zależy na tym, aby mieć ich najwięcej, ponieważ ZDOBYWCĄ NAGRÓD GRAMMY WARTO BYĆ, ot tak, chociażby dla lansu. Weźmy taką Beyonce- zdobywczyni 20 nagród Grammy, Kanye West i Jay-Z 21, Rihanna 8, Katy Peryy- no Katy nie ma niestety... a pewnie by chciała. Life is life.
Niektórzy z wielu zwycięzców:
Uważam, że poziom gali był naprawdę wysoki. Ba, chyba najwyższy od lat - tak myślę. Bardzo, bardzo dużo gwiazd, dobrych, wręcz wyśmienitych występów. Na przykład taka babcia Madonna rozniosła scenę, Rihanna z ekipą pokazała trochę inną twarz, Kanye w sumie też. Gaga zamknęła usta tym, którzy wątpią w jej talent. Beyonce... Beyonce to jest królowa wszystkiego. Katy Perry musiała podrażnić moje uszy. Pharrell efektownie odgrzał swój hit. Wielki zwycięzca, Sam Smith, zaczarował nas wszystkich... I mógłbym tak się rozpisywać i rozpisywać. Było naprawdę dobrze!
BEYONCE
RIHANNA, KANYE WEST i PAUL MCCARTNEY
MADONNA
JOHN LEGEND
HOZIER & ANNIE LENNOX
LADY GAGA & TONY BENNETT
SIA
PHARRELL




-horz.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz