Każdy z nas potrzebuje nicnierobienia. Każdy z nas potrzebuje zwykłej odskoczni. Ot tak po porostu pospać do 11:00, wyjść na spacer, powygrzewać twarz w słońcu, zebrać myśli, pójść ze znajomymi na imprezę i pobujać się do łupanki, czy muzyki lat '90. Każdy z nas chce po prostu posłuchać swojej muzyki, poczytać książę, obejrzeć film, czy serial bez poczucia "mam jeszcze tyle do zrobienia". Każdy z nas chce pobyć sam ze sobą i zająć się tylko końcem swojego nosa - bo to jest potrzebne, ba, rzeczywiście konieczne, żeby nie zwariować w tym powalonym, szybkim świecie i nie uwierzę, że jest inaczej!
A najgorsze są właśnie te powroty do rzeczywistości. Może najgorsze to za dużo powiedziane, ale na pewno bolesne. Nie oszukujmy się - organizm się buntuje i ciężko go przekonać, że czas na przebudzenie z dwudniowego beztroskiego, przyjemnego snu.
Swoją drogą, Kraków z dnia na dzień jest coraz piękniejszy, dosłownie. Powiedzmy sobie wprost - zimą nawet Miasto Królów jest szare, brudne (a to, to przede wszystkim) bylejakie, takie smutne. Kraków wymiera na kilka miesięcy. Puste (jak na to miasto) ulice, mniej osób w klubach i innych fajnych miejscach. Aż nagle zaczyna się wiosna, a na usta ciśnie się pytanie: "gdzie, do jasnej cholery, podziewały się te tłumy?!" W sumie, to jest całkiem fajne - tak myślę. Chociaż, weźmy na przykład Zakrzówek (patrz na zdjęcie - polecam, idealny na sklejanie się do kupy i rozmyślania egzystencjalne) lepszy jest taki wyludniony - no cóż, nie można mieć wszystkiego.
~
PHOTO BY JULIA BAMBYNEK

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz