Powroty do domu za każdym razem są jakieś takie wyjątkowe - przyzna mi rację pewnie każdy, kto wyfrunął z rodzinnego gniazda, by ot tak, założyć nowe. Mówi się, że "wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej", to zdecydowanie prawda. A dom docenia się tak naprawdę dopiero wtedy, kiedy się z niego wyfrunie.
Wiadomo, w życiu większości z nas jest czas, kiedy piszemy maturę i odliczamy dni do wyprowadzki, planujemy nowe życie bez rodziny, i ogólnie jesteśmy super zbuntowani, gotowi na wszystko, co tylko inne, i nowe. Oczywiście, wszyscy nas wkurzają, wszyscy są źli, a my doczekać się nie możemy. Ma być podobno lepiej. Ale czy jest? Ciężko jest określić, czy to życie jest lepsze, czy gorsze. Na pewno jest inne, całkowicie inne. I pomijam fakt, że kiedy wracasz do mieszkania nie czeka na Ciebie obiad, że otwierasz szufladę, a tam ani jednej czystej pary skarpetek. Pomijam to, że musisz wynosić śmieci, zmywać naczynia i odkurzać (niby nic w tym dziwnego, ale cholera, sam z siebie?) , że umierający z głodu biegniesz do lodówki, a tam... nic. Człowiekowi brakuje tych idiotycznych kłótni o nic, krzyku w stylu: "jest tyle roboty, a ty siedzisz przed komputerem", brakuje nawet złośliwości od rodzeństwa, a o śmiechu, rozmowach, i cudownym błogim spokoju to już nawet nie wspominam. Brakuje przede wszystkim... domowego powietrza - a jak z Krakowa wraca się na Podkarpacie, to powietrze dosłownie gryzie, serio ;)
I tutaj nie chodzi już nawet o to, gdzie jest dobrze, gdzie jest źle, czy nawet gdzie jest lepiej. Chodzi o to, że jakbyśmy sobie życia nie ułożyli w innym miejscu, dom jest jeden. A uczucie kiedy się do niego wraca, zawsze jest takie samo. W domu zatrzymuje się czas, wszystkie głupie, czy też zdecydowanie mniej głupie problemy znikają (przynajmniej na chwilę). To właśnie tutaj są nasi najbliżsi, masa wspomnień - tych dobrych i tych zdecydowanie złych, całe dzieciństwo, 'wczesna młodość' - ogromny kawał nas samych.
"Just know, wherever you go
You can always come back home"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz