[jedno z tych mega irytujących zdjęć w ogłoszeniach o pracę ;) ]
Pierwsza stała praca. Zabawiłem tam 7 miesięcy. Siedem długich miesięcy. Siedem pierwszych miesięcy w mieście królów - odwiecznym marzeniu. Siedem, prawdopodobne najważniejszych miesięcy, kiedy zacząłem nowe życie z dala od przyjaciół, rodziny. 170 km od dotychczasowego życia, do dzisiaj. I w tym wszystkim uczestniczyła właśnie moja praca.Wiecie co? Cholera jasna, zżyłem się ze wszystkimi tak bardzo - mimo że różnica wieku była bardzo duża, bo aż (co najmniej) 30 lat. Okazuje się, że to nie ma znaczenia...
Ta praca pokazała mi, że to nieprawda, iż młode pokolenie w żadnym wypadku nie może dogadać się z tym sprzed kilku dekad.To nieprawda, że odbieramy na zupełnie innych falach, że nie mamy o czym rozmawiać, że całkowicie się nie rozumiemy. To nieprawda, że nasze problemy, zainteresowania całkowicie się różnią. Wniosek, do jakiego dochodzę jest taki, że wina leży po obydwu stronach - my się po prostu nie chcemy dogadać. Przecież wiecznie modny i aktualny motyw konfliktu pokoleń jest taki popularny. Przecież łatwiej jest wykłócać o to kto ma rację, kto jest mądrzejszy i bardziej doświadczony, kto żył w trudniejszych czasach, a kto taki bardziej nowoczesny, modny i wyluzowany, aniżeli zamknąć usta, i przemilczeć swoją racje. Najlepiej, tak po polsku, pokłócić się z całym światem i sobie tkwić w przekonaniu, że konfliktu pokoleń przeskoczyć się nie da... A to nieprawda, gwarantuję na podstawie własnych doświadczeń. Nie wiem ile w tym mojego szczęścia do ludzi (na chcę zapeszyć, ale do tej pory niewątpliwie je miałem), ale trafiłem naprawdę na świetnych, pozytywnych ludzi, którzy, jak każdy - niezależnie od wieku - mieli też swoje humory, problemy. Ludzi, dzięki którym dalej wierzę w to, że normalność nie wymarła.
Mimo że praca była jaka była (czego można spodziewać się po call center?) to ten etap w moim życiu będę wspominał z dużym uśmiechem. To był dobry czas. Szybki, wypełniony obowiązkami do granic możliwości, czas ciężki do ogarnięcia, ale zdecydowanie dobry. Już dzisiaj wiem, że dziwnie będzie funkcjonować bez 'słuchawki', problemów klientów - bez pani Krysi, co okradł ją syn, pani Zosi, co czeka na wnuki ze Stanów, pana Mariana, co nie lubi smutasów, zboczonej pani Uli, co gada tylko o tym, co zbereźne, a nigdy nic nie kupi, Marysi, która choruje na raka, czy pana Waldka historyka, który uważa, że moje nazwisko może pochodzić z Jugosławii. Praca w call center to prawdziwa podróż przez ludzkie problemy i odchyły... ale żeby już tak ciągle nie słodzić, to i walka o przetrwanie - przede wszystkim psychiczne. Wcale nie jest tak lekko i superowo.
Reasumując, świetna atmosfera, ciekawe doświadczenie i zaprzeczenie powszechnie znanej opinii - w call center da się wytrzymać dłużej niż miesiąc - wystarczą chęci, naprawdę! :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz