16 lipca. Dwa tygodnie wakacji za nami. Czas leci. Szybko. Zdecydowanie za szybko.
To czas, kiedy większość z nas, niezależnie od tego czy pracuje, czy też nie, stara się nadrobić zaległości - jedni w książkach, inni w filmach, a jeszcze inni w serialach. Oczywiście są i tacy, który nadrabiają wszystko na raz i nie wiedzą za co się złapać, inni co oglądają fantastycznie odmóżdżające Warsaw Shore (pozdrawiam!), a i tacy, którzy ogólnie nie robią nic i jest im z tym po prostu cudnie.
Wakacje to czas kiedy oglądamy dużo filmów. Szukamy czegoś fajnego, dobrego, przyjemnego, ambitnego, takiego do przytulania z nowym chłopakiem/nową dziewczyną, czy pozamulania z kumplem- ot tak po prostu, na wieczór. Wpisujemy w wujka google: "Dobry film", "Najlepsze filmy", czy też: "Co obejrzeć wieczorem?", "Najsmutniejsze filmy" - a tam co? Same klasyki. Klasyki, które już dawno przetrawiliśmy, przy których wylaliśmy hektolitry łez, którymi już milion razy się zachwycaliśmy, i zachwycali się nimi już wszyscy (przynajmniej taką optymistyczną wersję zakładam). Klasyki są dobre - bo weźmy taki "PAMIĘTNIK" - super sprawa na wieczór z dziewczyną, ale co jeśli tych wieczorów jest więcej? "HER" - idealny film na smutne, refleksyjne wieczory (ja praktykuję),a le co zrobić, kiedy jest ich więcej?
I teraz na ratunek przychodzę skromny JA. Przygotowałem 10 filmów, które według mnie oklepanymi klasykami nie są (jeżeli jakiś jest, to przepraszam; do klasyków oczywiście nic nie mam, żeby nie było...) i warto poświecić im uwagę. Co więcej, warto je znać. Dlaczego to akurat ta 10' tka? Wziąłem pod uwagę swoją filmweb'ową ocenę + skojarzenie z daną pozycją + informację o tym, ilu moich znajomych daną pozycję zna - im mniej tym lepiej. I oto jest, 10 filmów ('nieklasyków'), które naprawdę warto obejrzeć. 10 zupełnie innych pozycji - od komedii, przez lekką tkliwość, po dramat, z morałem. Coś na wieczór z kumplami, na randkę i zwykłe zamulanie.
I. "RZEŹ" - dramat/komedia (z naciskiem na komedia) - 79 minut
Jeden z bardziej aktualnych filmów naszego słynnego rodaka - Romana Polańskiego. Dwa, na pozór, identyczne małżeństwa uważające się za elitę amerykańskiego społeczeństwa, spotykają się w jednym pokoju - wydawałoby się, że to nic szczególnego - przecież chcą, ot tak po prostu, załagodzić konflikt pomiędzy ich jedynymi synami. Od niewinnej, przepełnionej słodyczą, przesadną grzecznością i uprzejmością, rozmowy przechodzą do swoistej wojny i przedstawiania. Wychodzą na jaw sekrety, zgrzyty, pretensje, niewyjaśnione konflikty. A to wszystko ukazane w niezwykle zabawny, groteskowy sposób. Być może akcja nie jest zaskakująca i zbyt dynamiczna, ale świetne kreacje aktorskie wynagradzają wszystko. Doskonałe dialogi. Ciekawy pomysł. Realizm. Cudna Kate Winslet. Warto. Naprawdę.
II "DZIKA DROGA" - biograficzny/dramat - 115 min
Polecany przeze mnie już niejednokrotnie. Jeden z tych filmów, które koją i pozwalają na . Z tych przy których ze łzami w oczach możemy się zatrzymać i porozkminiać. Zastanowić się dosłownie nad wszystkim. Zastanowić się nad tym, czy nasze życie nie przypomina trochę życia głównej (autentycznej) bohaterki - kobiety, która stopniowo traciła wszystko - małżeństwa, pracy, ukochanej matki i na końcu samej siebie. To film, który pozwala nam przeanalizować zarówno te dobre, jak i te złe chwile naszego życia. Do tego wszystkiego idealnie dopasowana muzyka i cudne, przecudne amerykańskie widoki. Czego chcieć więcej?
Recenzja DZIKIEJ DROGI na moim blogu
III. "DEBIUTANCI" - dramat/komedia (z naciskiem na jedno i drugie) - 104 minuty
Jeden z tych filmów, do których wracam z uśmiechem na twarzy. Ale nie takim, ze było jakoś przezabawnie. Po prostu jest to produkcja, którą naprawdę dobrze wspominam. Film prosty, dojrzały i zdecydowanie wielowymiarowy. Kilkudziesięcioletni Hal, po śmierci swojej żony ogłasza światu.... że jest gejem. Świat jest zaskoczony, a jeszcze bardziej zszokowany jest jego jedyny syn - Oliver - towarzyszący na nowej drodze życia szalonego ojca. Ogień i woda - tak najkrócej i najprościej można opisać zaprezentowanego ojca i syna. Ojciec, mimo że w podeszłym wieku, jest szalony, otwarty na wszystkie nowości (od muzyki house, przez otwarty i pewny siebie homoseksualizm, po różnorodne używki). Syn - spokojny, zagubiony duży chłopiec bojący się życia... a jeszcze bardziej związków. Oliver analizuje ostatnie miesiące życia ojca.. i wyciąga wnioski, bo warto.
Film zarówno dla tych, którzy szukają uśmiechu, jak i dla tych, co potrzebują smutku i refleksji.
IV. "DO SZALEŃSTWA" - melodramat - 89 minut
Pozycja chyba dobra na randkę. Tak do przytulania i nie tylko. Ale nie myślcie sobie, że to gówno gówniane. To bardzo dobry obraz miłości - takiej prawdziwej, intensywnej i podobno - mimo wszystko. Dwójka młodych ludzi, zakochanych w sobie po uszy, która musi się zmierzyć z rozłąką na długie kilometry. Jak się okazuje, zarówno w rzeczywistości, jak i na ekranie - nie ma miłości, która przezwycięży wszystko. A na pewno taka miłość zdarza się rzadko. Za to właśnie lubię ten film, że nie mydli oczu, niczego nie idealizuje - pokazuje realia. Pokazuje kolejne etapy miłości - od zauroczenia do nienawiści i obrzydzenia. Warto. Chociażby po to, by wyciągnąć wnioski. Po to, by wyzbyć się tych schematów, w które wszyscy popadamy. Tak uważam. I polecam.
V. "MAMA" - dramat - 140 minut
Jeden z najpiękniejszych filmów, jakie widziałem w przeciągu ostatniego roku. Ba, chyba w ogóle. Najpiękniejszy tak wizualnie. Francuskie kino. Dzieło Xaviera Dolana ("Zabiłem moją matkę", "Na zawsze Laurence"). Cudne kolory, piękne zdjęcia, zwężające i rozszerzające się kadry (człowiek jest tak wpatrzony w ekran, że ciężko wyłapać TEN moment zmiany) zależne od samopoczucia głównego bohatera. CUDOWNA CUDOWNOŚĆ. Do tego muzyka, ważny poruszony problem, świetne kreacje aktorskie. Czego można chcieć więcej? Ja wyszedłem z kina i od tamtej pory zachwycam się już kilka miesięcy. Bo jest czym.
Kolejna piątka już niedługo!
TS.




Za polecenie "Wild" masz ode mnie duże piwo! Dzięki!
OdpowiedzUsuń