12/23/2015

święta.





Powroty do domu na święta są inne, są weselsze, a ja już drugi raz jestem pod wielkim wrażeniem tego rytuału, bo uważam, że z całą odpowiedzialnością rytuałem to nazwać można. Nie przeszkadza wyrwana rączka od walizki (a mój dziadek zawsze powtarza, że co tanie, drogie), krakowski chleb powszedni w postaci wykolejonego tramwaju, nie przeszkadzają korki i połowa sparaliżowanego miasta. Nie ruszają nawet niektórzy studenci, którzy zapominają, że nie podróżują sami, rozmawiając, ba debatując, kto ma gorzej, kto ma ciężej, na cały autobus - niestety ich życie jest niezbyt ciekawe, problemy wyssane z palca, więc nie ma czego słuchać - osobiście polecam słuchawki, mimo wszystko. Uśmiechnięci ludzie gnają na dworzec, przepychając się pomiędzy złośliwcami spacerującymi perfidnie w żółwim tempie. W tle kolędy i ozdoby, na które miasto wydaje tysiące. Wszędzie kolędy i po polsku, i po angielsku. Jest klimat, trzeba przyznać. Na bogato, bo to święta.
    

Okres Bożego Narodzenia, to mój ulubiony czas w ciągu roku. Lubię ten klimat, przepych, i rodzinną aurę. Nawet motto mojej mamy (ba, chyba każdej mamy) "SPRZĄTAĆ, SPRZĄTAĆ, SPRZĄTAĆ" mi nie przeszkadza. Czekam z zapartym tchem przez 12 miesięcy, by wystroić się w swoje najlepsze kreacje (swoją drogą w tym roku, cholera, nie moglem się zdecydować więc spakowałem pół szafy) zrobić sobie tradycyjne, coroczne zdjęcie z moimi siostrami  (taka nasza świąteczna, gwiazdorska pocztówka) i delektować się... wszystkim.  Lubię te świąteczne uśmiechy. Kiedy wychodzisz z uczelni i podchodzą do ciebie znajomi, składają szczere życzenia z jakimś takim szczęściem na twarzach. Bo w święta w ludziach coś zmienia, a ja to bardzo cenię i wiem, że ten stan trzeba łapać jak najprędzej, bo jest nieziemsko ulotny.

    To czas kiedy można, ba, należy wyhamować, zatrzymać się z piskiem opon i oddać się chwili. Porzucić wszystkie diety i niediety, uprzedzenia, niechęci i urazy, i najnormalniej w świecie delektować się błogim świętowaniem. Bo nam się należy. Bo nie ma co się spinać. Już wystarczy. Już dosyć. Śmiejmy się z mocno średnich żartów podpitych wujków. Dajmy się "miętosić" i chwalić szalonym ciociom i stęsknionym babciom. Wyluzujmy... i cieszmy się, tak najnormalniej w świecie, tak niemalże dziecięco, obecnością najbliższych, bo nigdy nie wiadomo, czy za rok spotkamy się w takim samym gronie... Życie jest cholernie kruche i jednocześnie złośliwe. Nie pozwólmy sobie na żal, złość i obrazę, wybaczajmy, bo może być za późno.
    

DLA PRZYPOMNIENIA:
->>  ŚWIĄTECZNA MUZYKA.

Korzystając z okazji życzę Wam przede wszystkim spokoju. Spokoju i zdrowia. Więc w sumie, to życzę Wam zdrowych i spokojnych świąt. Żeby ten czas pozwolił się Wam zregenerować. Abyście mogli pobyć z najbliższymi i aby sprawiło Wam to radość. O resztę zadbajcie sami.... :)

 

    TK.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz