1/07/2016

"A Head Full Of Dreams" - recenzja najnowszej płyty COLDPLAY.


Myślę, że każdy zna brytyjski zespół COLDPLAY. Na scenie są już osiemnaście lat. Bawią, wzruszają, porywają wypełnione pop brzegi stadiony całego świata. Budzą kontrowersje, bo nie boją się eksperymentować, bo próbują różnych dźwięków. Tracą i zyskują nowych fanów. Ze skrajności w skrajność. Mają fantastycznego wokalistę, który z jednej strony nieziemsko... fałszuje, a z drugiej koi głosem, jak nikt inny. I za to im chwała.... Nadszedł czas na następny, siódmy studyjny album. Jaki jest? Czy warto go słuchać? Już na wstępie - starzy fani mogą nie być zachwyceni, ale ci nowi, od 3 płyt, myślę, że podzielą moje zdanie.



Krążek otwiera optymistyczny kawałek, o tym samym tytule - "A HEAD FULL OF DREAMS". Jest lekko, skocznie, wesoło. Ładnie. Bardzo dobre wprowadzenie do tej płyty. Zaraz potem jest drugi singiel promujący - "BIRDS", kawałek, który zauroczył mnie od pierwszego słyszenia, taki przy którym albo zamykasz oczy i odlatujesz marząc, albo po prostu tańczysz. To chyba jeden z moich ulubionych kawałków z tego krążka.Taneczny pop-rockowy rytm. Idealnie koncertowa piosenka - już widzę skaczące tłumy (sam mam nadzieję, że poskaczę razem z nimi, tak na żywo). Roztańczony próbują się uspokoić, a do moich uszu dociera głos BEYONCE. Tak, to "HYMN FOR THE WEEKEND" - zdecydowanie mój ulubiony utwór, genialny, genialny i jeszcze raz genialny. Porywający, hipnotyzujący. Trochę taki r&b, trochę nie. Początkowo Bee miała robić tylko chórki, jednak chłopaki stwierdzili, że brzmi zbyt dobrze i ją podgłośnili. Całość brzmi rewelacyjnie i szczerze liczę na to, że będzie to trzeci singiel.  Po trzech optymistycznych i tanecznych kawałkach nadszedł czas na Coldplay'ową balladę, tak na zakończenie pierwszej części. "EVERGLOW". Prawdziwe cudo. Ładny tekst, ładna muzyka. "But when I’m cold, cold. Yeah, all alone, the sun and I know that you’re with me". Boże, głos Chrisa nigdy nie przestanie mnie zachwycać. Kiedy śpiewa, ba, nawet kiedy fałszuje to dzieje się ze mną coś dziwnego. 



Po pięknym wyciszeniu, drugą część płyty otwiera pierwszy singiel promujący - "ADVENTURE OF A LIFETIME". Prawdziwa petarda. Energetyczny zastrzyk. Świetny kawałek, który na początku kompletnie do mnie nie przemówił, ale teraz... siedzi w głowie. "FUN" to kawałek utrzymany w średnim tempie. Obok "Hymn Fot The Weekend", jest zdecydowanie najlepszy. Bardzo, bardzo subtelny utwór z gościnnym wokalem TOVE LO. Jest bardzo świeżo, bardzo melodyjnie. Podoba mi się. Następnie słyszymy "ARMY OF ONE" - kawałek w średnim tempie, lekko inspirowany r&b. Jest bardzo ładnie, zarówno muzycznie, jak i wokalnie. Tekstowo z resztą też: "Been around the world, Wonders to view. Been around the world, Looking for someone like you. Pyramids try, Babylon too, but the beautiful-est treasures lie in the deepest blue". Później kawałek, którego najnormalniej w świcie nie lubię - nie podoba mi się kompletnie - mam tutaj na myśli "AMAZING DAY". Ja bym go usunął i tym samym sprawił, że płyta byłaby pełna piosenek, które mi się podobają...  Płytę zamyka kawałek stylizowany na r&b - "UP&UP". Ładny tekst, chwytliwy refren, w którym (jeśli się nie mylę) znów słyszymy Beyonce. Jest ładnie. Lekko i przyjemnie. Zamykamy oczy się delektujemy. W sam raz na zakończenie. 

Uważam, że o bardzo, bardzo dobry popowy krążek, który pewnie nie do końca zadowoli starych fanów. Panowie z Coldplay konsekwentnie odchodzą od rocka. Może i szkoda, ale patrząc na tą produkcję, chyba nie ma powodu do narzekań. Bo to niezwykle pozytywna, skoczna, taneczna płyta. Idealna na koncerty, na lato, na odprężenie, zamknięcie oczu i odlot. Jest naprawdę dobrze. Nie lubię jednego kawałka, który przez niektórych recenzentów określany jest mianem najlepszego - no cóż, o gustach się nie dyskutuje... Jakby nie było, po ostatniej płycie, która była dość kameralna, wyciszona (nie przepadam za nią, tak szczerze), najnowsza, najnormalniej w świecie, jest petardą. Petardą pełną pozytywnych emocji. Polecam! Poza tym, brawo za odwagę i niezależność - chłopaki wydali płytę 2 tygodnie po ADELE, wiedząc, że nie uda im się zdobyć numerów 1. Mimo to, pokazali, że są niezależni i urozmaicili Adelowy świat swoją muzyką.  Brawo!

PS. Mam nadzieję, że chłopaki wystąpią na OPENERze, bo są takie plotki. :)

TK.

2 komentarze:

  1. Uwielbiam ich od dziecka, ale wolę utwory ze starszych płyt. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Moim zdaniem ta płyta jest okropna.

    www.Rebelle-K.blog.pl

    OdpowiedzUsuń