1/05/2016

WRÓG LUDU - recenzja spektaklu Narodowego Starego Teatru.


Ciągle mówię o tym, jak bardzo lubię teatr, że staram się co jakiś czas (tak w miarę możliwości) do niego chodzić... i jakiś czas temu zorientowałem się, że od mojej ostatniej wizyty w jakimkolwiek (nie mówię nawet o narodowym) teatrze minęło naprawdę sporo czasu, a to trochę wstyd. Stwierdziłem, że mikołajki będą doskonałym momentem na zakup biletów do Narodowego Teatru Starego (w międzyczasie miałem przyjemność obejrzenia lekkiej sztuki w Teatrze Variete). Pojawiło się pytanie: co warto obejrzeć? Propozycji nie brakuje. Wiedziałem na pewno, że skuszę się na coś w reżyserii Jana Klaty, bo "Oresteja", którą widziałem ponad 4 lata temu ciągle we mnie jest i nie wyjdzie prędko (istny majstersztyk, który polecam każdemu!). Co wybrałem? Najnowszy spektakl pana Klaty - "Wróg Ludu" - co sądzę? Czy to udany spektakl? Przekonajcie się sami troszeczkę niżej...



Już na początku warto podkreślić, że spektakle Klaty są nieco, hm... delikatnie mówiąc: specyficzne. Na pewno bardzo, bardzo kontrowersyjne, bo pan reżyser wcale nie boi się pokazywać na scenie tego, co w jego głowie - i chwała mu za to. Jan Klata, to człowiek budzący wiele kontrowersji, a nawet sprzeciwu konserwatywnych widzów. Tyle, że nie wiem, czego widzowie się spodziewają idąc na jego spektakl - przecież trzeba się liczyć z tym, że nie kto inny, a właśnie on jest reżyserem i jeszcze przez jakiś czas dyrektorem teatru. Bawi się dźwiękiem, scenografią, ruchem scenicznym. Fantastycznie interpretuje słynne dzieła. Dzieli się z widzami swoją bujną (a jakże!) wyobraźnią, a dzieli się w taki sposób, że widz nie jest w stanie zrozumieć wszystkiego.... Tym razem Jan Klata zabrał się za sztukę sprzed ponad stu trzydziestu lat, autorstwa Henrika Ibsena, norweskiego dramatopisarza. Mimo że stworzona ponad wiek temu, to dziwnie aktualna. Aktualna do tego stopnia, że przez cały spektakl zastanawiałem się, czy aby na pewno nie powstała na podstawie... Polski. Na podstawie tego, co dzieje się w naszym kraju. Wiadomo, kwestie zostały przełożone na współczesny język, ale wierząc na słowo twórcom, to wierne odtworzenie oryginału - oprócz zakończenia, które zostało zmienione. Tym razem, reżyser pozwolił sobie na odrobinę humoru. Oprócz tego stałe elementy sztuk Klaty: zamęt, muzyka, dezorientacja, wyraźne symbole i aluzje, dopracowanie w 100%

Całość przedstawienia toczy się wokół sporu dwóch braci -  doktora Tomasa Stockmanna (Juliusz Chrząstowski) oraz jego brata i przełożonego jednocześnie - burmistrza Petera (Radosław Krzyżowski). Inicjuje go odkrycie przez doktora ekologicznego zagrożenia, którego źródłem jest miejscowe uzdrowisko, będące chlubą miasta i podstawowym źródłem dochodu jego mieszkańców. Tomas, mając na uwadze zdrowie miejscowych i kuracjuszy, pragnie ujawnienia wyników swoich badań. Peter, przerażony perspektywą ekonomicznego upadku miasta, dąży do przemilczenia prawdy na temat kurortu. I zaczyna się wielka walka na racje i interesy. Ważną rolę w przedstawieniu odgrywają przedstawiciele mediów, zachowujący się jak prawdziwe hieny, głodne sensacji. Media dopasowujące się do tych, którzy u władzy.  Arcyważnym momentem jest monolog głównego bohatera... otwierający oczy... na świat i na sztukę. Monolog, który w pewnym momencie przeradza się w dialog z publicznością, w dialog o uchodźcach, krakowskim smogu i innych. Dialog, podczas którego nasz mózg głupieje już do reszty.... i za to Klacie chwała! 


O czym, według mnie, jest "Wróg Ludu"?  Jest o polityce i walce o władzę. O przynależności. O odwadze i jej całkowitym braku. O tym, że w świecie nie za wiele jest miejsca dla tych, którzy mają odmienne, od rządzących, zdanie. Że albo jesteś z nami, albo cię nie ma. O mediach, ogromnej manipulacji i gonitwie za sensacją. O ludziach, zmiennych jak chorągiewki poruszane przez wiatr. To spektakl o udawaniu, że problemu przecież nie ma - udawania na zasadzie kilkuletniego dziecka: "zamknę oczy i zniknę ja oraz wszystko, co złe." Niestety - życie tak nie działa. Spektakl ten jest zatrważająco aktualny - wystarczy spojrzeć (zgodnie z tym, co pisałem kilka wersów wyżej) na Polskę, czy nawet Kraków, gdzie władze zamykają oczy i udają, że np. problemu smogowego... nie ma, bo czym jest norma przekroczona jedynie 6 razy?


Jestem, niezmiennie, pod wielkim wrażeniem sztuk pana Klaty. To kontrowersyjna postać, z szalonymi pomysłami, a jakże fantastycznymi! To reżyser, który nie boi się podejmować ryzyka i uzewnętrzniać swoich demonów. "Wróg Ludu", to szalenie dobra sztuka. Maksymalnie aktualna. Zagmatwana i zmuszająca do myślenia. Pojawiła się na scenie w momencie niemalże idealnym, potrzebnym. W momencie, kiedy nasz kraj zmierza w dziwną stronę. Kiedy możemy powiedzieć, że "historia kołem się toczy". Kiedy władze robią, to co chcą, a niektórzy są zaślepieni. Kiedy media, są na drodze do tego, by.... nie być już mediami, a na pewno nie takimi, jakimi być powinny. Żyjemy w czasach ignorancji. W czasach, kiedy nie głosuje się już ZA, a PRZECIWKO.  Żyjemy w zatrważających czasach i niejednokrotnie nie zdajemy sobie z tego sprawy... O tym jest właśnie ten spektakl. Po prostu.


TK.

~

Zamieszczone zdjęcie jest własnością Narodowego Teatru Starego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz