Drugi dzień nowego roku. Grudzień, to miesiąc kolęd i świątecznych piosenek, którymi byliśmy zamęczani - z resztą, prawda jest taka, że sami się nimi katowaliśmy. Taki to grudniowy urok. Podtrzymując swoją tradycję, pragnę podzielić się tym, czego (poza wszystkim, co świąteczne) słuchałem, bo okazuje się, że było tego trochę... Oto kilka moich propozycji:
Miesiąc zaczął się od Natalki Kukulskiej. Przeczytałem na jakimś portalu, że zaprezentowała kolejny singiel z ostatniej płyty. Singiel "My" ma dobry tekst, utrzymany w dance'owej stylistyce. Jest przyjemnie i na poziomie. Z resztą uważam, ze Natalia to bardzo, bardzo utalentowana wokalistka. Przy okazji, przypomniałem sobie o dwóch innych, bardzo dobrych kawałkach z tego krążka... w aranżacjach z orkiestrą. Jest cudnie.
~
Świetny kawałek, sto procent w moim stylu. Kojący. Niedrażniący. Unoszący. Ciekawy tekst i świetny wokal. Coś zdecydowanie świeżego... i ładnego. Iga Krefft (Ula z "M jak Miłość"), jako OFELIA. Nieprawdopodobna wrażliwość i jeszcze raz: ogromny, ogromny powiew świeżości.
~
Do tej pory do Izy Lach podchodziłem nieco sceptycznie. Jej dokonania muzyczne średnio do mnie przemawiały. Ale kiedy pewnego grudniowego popołudnia usłyszałem ten kawałek... zakochałem się, bez pamięci (mój współlokator mi świadkiem)! "Wieczna Mgła", to przesycona emocjami ballada. Głos Izy brzmi po prostu fenomenalnie. Świetny, świetny kawałek!
~
Kolejną perełkę znalazłem przez przypadek na jednym z obserwowanych przeze mnie fanapage'y. Jest klimatycznie, delikatnie... i tak ładnie. "Boys on the street" z tekstem poruszającym, popularne ostatnio tematy, będące przedmiotem licznych dyskusji. Ładna całość w wykonaniu Austina Paracario, gościa, który pięknie coveruje różne kawałki... Polecam też "Human" Christiny Perri.
~
Wrócił do mnie też kawałek The Dumplings "Nie gotujemy". Lubię ich, bo są tacy inni. Z przymrużeniem oka. Chillout'owi.
~
Na zakończenie tegoroczny debiutant. Piotr Zioła i jego "Podobny". Fajny klimat, ciekawy głos. Coś innego i świeżego (tak, to moje słowa klucze w grudniu!). Kawałek taki jakiś nie w moim stylu, a zaczarował mnie.
~
Miesiąc i rok kończyłem z Marylą Rodowicz i jej całą dyskografią. Z resztą, to już tradycja - koniec roku = Maryla. Ogromny dorobek muzyczny. Mnóstwo ponadczasowych pereł. Wiele arcydzieł. Magia. Cudowne teksty, piękny wokal, idealna muzyka. Prawdziwa królowa polskiej muzyki.
~
TK.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz