1/10/2016

CÓRKI DANCINGU - recenzja filmu.


Po niemal miesiącu przerwy wracam do kina. "Córki Dancingu", to film, który, nie ukrywam, bardzo, bardzo mnie zaintrygował. Zwiastun pokazał, że będzie to wielka petarda. Debiut reżyserski. Ciekawy temat, taki inny... Muzyka, fenomenalna obsada, cudowny koloryt. Nie umieściłem go w moim zestawieniu produkcji, które warto zobaczyć na początku nowego roku, bo całkowicie o nim zapomniałem, jak się teraz okazało - słusznie.... bo koło petardy, film ten, nawet nie leżał.



Lata osiemdziesiąte. Klub nocny. Prawie dom publiczny, ale w sumie nie do końca. Fantastycznie barwne miejsce - światła, cekiny i jaskrawe kolory. Peerelowska tandeta, która jest przecież tak piękna i wyjątkowa. Rytmy disco. Piękne kobiety. Nocne życie. Bo to własnie tam bawi się warszawska śmietanka. W takim środowisku znajdują się dwie młode... syreny (autentycznie). Dołączają do zespołu FIGI I DAKTYLE i stają się wielką sensacją w stolicy. I w tym miejscu wszystko się zaczyna, a właściwie, to zacząć się powinno...  Dziewczyny, a właściwie to syreny, zatracają się w barwnej rzeczywistości i zapominają o swojej prawdziwej naturze. Pojawia się namiętność i wyższe uczucie... I to jest właśnie dziwne. I tego właśnie nie rozumiem, bo pojawia się jakiś motyw bajkowy i taki nierealny. I w sumie to scenarzysta dość mocno poleciał... tak przynajmniej sądzę. 

Twórcom udało się zgromadzić naprawdę imponującą obsadę. W rolach głównych fantastyczna, rewelacyjna, fenomenalna Kinga Preis. Jak łatwo można się zorientować, uwielbiam ją, uważam, że to jedna z niewielu, fantastycznych aktorek w Polsce. Kobieta kameleon, która potrafi zagrać wszystko, dosłownie. W "Córkach Dancingu" wciela się w jedną z głównych ról - jest wokalistką zespołu FIGI I DAKTYLE. Obok niej świetny Kuba Gierszał, basista zespołu i Andrzej Konopka, jako perkusista i mąż wokalistki. Widzimy też piękną Magdę Cielecką, Katarzynę Herman, czy Romę Gąsiorowską. Obsada jest naprawdę świetna, ale co z tego, jak scenariusz... taki dziki?

Twórcy chyba w pewnym momencie się pogubili. Pogubili w scenariuszu, w interpretacji, w samym kręceniu. Myślę, że z tak dobrego motywu przewodniego, można było zrobić coś dużo lepszego. Bo nie dość, że to tak barwny czas, to i tak barwne miejsce, w którym rozgrywa się akcja. Do tego taka obsada! Można było zrobić z tego perłę. Wspaniały film kostiumowy, który będzie bawił i zachwycał, a nie wprawiał w zażenowanie. Uważam, ze zmarnowano ogromny potencjał... który był, dopóki nie poszedłem do kina.  Kiedy czytam niektóre recenzje, zastanawiam się, czy na pewno oglądaliśmy ten sam film, czy może - tak bardzo go nie zrozumiałem? Warto też podkreślić, a właściwie, to zarzucić twórcom, rażący brak konsekwencji - mnóstwo pozaczynanych wątków, które w pewnym momencie, bez żadnego wyjaśnienia, znikają. Ot tak, bo w sumie to czemu nie? Poza tym, to miał być musical (przynajmniej tak jest reklamowany), a prawdziwie musicalowa scena jest w sumie... jedna. Tak, jedna scena w sklepie, kiedy wszyscy tańczą i śpiewają. A później? Nic. Tzn muzyka jest, ale musicalu to nie przypomina, niestety...


Wniosek jest taki - albo kompletnie nie zrozumiałem, o co chodzi twórcom, albo twórcy sami nie wiedzieli o co im chodzi. Ja do dzisiaj nie wiem, o czym był ten film. Trochę o domu publicznym, trochę o syrenach. Taka trochę bajka, trochę kryminał, trochę mocno ocenzurowany film porno (tak, to za dużo powiedziane). Takie wszystko i w sumie to nic. Jedyne, czego gratuluję, to świetnie ukazany koloryt lat osiemdziesiątych... i Kingi Preis gratuluję, bo pokazała, że nawet w gównie można pokazać, że jest się fenomenalną aktorką, bo Kinga z całą pewnością nią jest. I Kuba Gierszał, którego szanuję ogromnie, też był niezły, ale to Kinga wygrała wszystko. Jeszcze Cieleckiej twórcom gratuluję, mimo że to tylko epizod, to dla jej kształtów warto było. Reszta - katastrofa. Tak. jak już napisałem - wszystko i nic. Przeczytałem gdzieś, że film ten będzie albo wielkim hitem, albo (przepraszam) gównem. Niestety, jest tym drugim... Obejrzałem go do końca tylko dlatego, że zapłaciłem za bilet - gdybym oglądał go w internecie, wyłączyłbym po kilkudziesięciu minutach, gdyż najnormalniej w świecie się zmęczyłem, a miałem przecież dobrze się bawić. Niestety, dawno nie widziałem polskiego filmu, ale jak inne są właśnie takie... to ja chyba nie chcę widzieć polskiego kina, a na pewno nie takiego.





TK.

5 komentarzy:

  1. Chętnie się wybiorę, by przekonać się czy uda mi się wywnioskować o czym jest :) Dla Kingi chociażby.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda... a myślałam ze będzie dobry. Nie sądzisz ze nasi szpece od marketingu działają już jak amerykańscy - najlepsze sceny wrzucają do trailera i tyle :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam dokładnie takie samo zdanie jak Ty. Cieszyłam się, że polskie filmy są coraz lepsze, poszłam z ogromną ciekawością i rozczarowałam się mniej więcej w momencie, kiedy pojawiły się syrenie ogony... Podobnie jak Ty czytając recenzję innych zastanawiałam się czy, aby na pewno piszą o tym samym filmie, który ja widziałam w kinie ;]

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Plus straszliwe teksty o wymianie ogona na nogi z cipą...masakra.

    OdpowiedzUsuń