2/10/2016

SUPER BOWL - czyli amerykańskie święto okiem Polaka.



Wszystko zaczęło się od amerykańskiego futbolu, bo Super Bowl, to finałowy mecz o mistrzostwo w futbolu amerykańskim zawodowej ligi National Football League (NFL), będący najważniejszym wydarzeniem sportowym roku w Stanach Zjednoczonych. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego - mecz, jak mecz - gdyby nie ranga do jakiej wydarzenie to urosło... ba, ośmielę się nawet powiedzieć, że to już nie wydarzenie, a wielkie amerykańskie święto, na które każdy Amerykanin i każdy fan muzyki popularnej, czeka z zapartym tchem. Fani muzyki? Oj taak... O co w tym wszystkim chodzi? Już tłumaczę...



Odnoszę wrażenie, że przestało chodzić o sam futbol. To znaczy nie, to źle zabrzmiało, futbol (tak, piszę ciągle po polsku) jest ważny, jest głównym powodem spotkania, ale duża część ludzi czeka na tzw. HALFTIME SHOW i słynny blok reklamowy (kilkunastosekundowe reklamy kosztują tak dużo, ze nawet nie piszę). Organizatorzy, co roku, stają na uszach, by umilić widzom czekanie na 2 połowę - tak naprawdę tak było kiedyś. Uważam, że teraz organizatorzy stają na uszach, by występ w połowie meczu przyciągnął widzów. A widzów jest dużo, bo co roku ponad... 100 milionów (!). To prawdziwe święto muzyki i sportu. Święto, którego przegapić nie można. A co z tymi występami? Zacznijmy od pierwszego, na który czekałem....


 MADONNA


Moja przygoda z Super Bowl zaczęła się 4 lata temu, w 2012 roku, przed występem Madonny. Od tego czasu, zapartym tchem oczekuję nowych 'wydań'. Wcześniej było oczywiście wielu wspaniałych artystów, ale to właśnie Madonna sprawiła, że się zainteresowałem i tak już zostało. Z resztą, odważę się nawet powiedzieć, ze to właśnie od tego występu stawiano na wielkie show. Madzia, jak to Madzia postawiła na wizualną stronę, na choreografię... i wyszło obłędnie.




BEYONCE


Rok później, w 2013 roku, Beyonce wgniotła wszystkich w ziemię. Mega synchronizacja. Świetne choreografie, mnóstwo tancerek. Mega hity. Aż widać te miesiące przygotowań, ciężkiej pracy i poświeceń. Tutaj wszystko jest tak dopracowane. I można lubić Bee i nie, ale trzeba przyznać, że dała czadu! Poza tym, bardzo fajnie, że pokazując fragmenty swojego dorobku muzycznego nie zapomniała o zespole, od którego wszystko się zaczęło - DESTINY CHILD - bardzo fajnie, że zaprosiła Kelly i Michelle.





BRUNO MARS


Rok 2014. Zacznę od tego, że bardzo lubię Bruno. Ale, niestety, nie ukrywam, że akurat po tym występie miałem jakiś taki niedosyt. Uważam, że zespół RED HIT CHILI PEPPERS był całkowicie niepotrzebny. Bardzo żałuję, że jego ballady - chociażby "Grenade", czy "When I Was Your Man", nie zostały nawet symbolicznie wetknięte. Rozumiem, że ma być skocznie i wesoło, ale czy magia Bruno nie leży w balladach? Bardzo podoba mi się początek i fragment "Billionare" oraz koniec z pięknym "Just The Way You Are". Było dobrze, co nie zmienia faktu, że mogło być dużo lepiej. 


KATY PERRY


Ten występ bardzo mnie zaskoczył.  Mamy rok 2015. Występuje Katy, znana z wielu hitów, ale nie traktowana w przemyśle muzycznym jakoś tak w 100% poważnie, bo wokal średni, bo ten bajowy styl.... co nie zmienia faktu, ze hitów ma mnóstwo. Z resztą po ogłoszeniu gwiazdy sam powiedziałem: KAAATY? Ale po obejrzeniu jej show zmieniłem zdanie. Uważam, że Katy jako jedyna, w pełni wykorzystała to 12-13 minut. Zaprezentowała dużą część swoich megahitów. W dodatku znalazło się miejsce dla Missy Elliot. To bardzo, bardzo dobry występ. Kolorowy, zabawny, spontaniczny, taneczny. Zero nudy. Katy się postarała, a świat to docenił. 


COLDPLAY


Ten rok. Wybór Coldplay mnie bardzo zdziwił, ponieważ to zespół popularny bardziej w Europie. Tak, w Stanach znany, ale numerów jeden to zaledwie kilka. Jakby nie było - brytyjska grupa wystąpiła w tym roku. A razem z nią Beyonce i Bruno Mars. I z przykrością muszę stwierdzić, że gdyby nie wspomnieni goście, wiałoby nudą. Tzn ja lubię Coldplay, ale ich muzyka jakoś mi nie pasuje do tego typu wydarzenia. Było przyjemnie, skocznie, radośnie, kolorowo i ogólnie to całkiem spoko, ale czegoś mi brakowało... jakby za mało Coldplay w Coldplay. Odniosłem wrażenie, że stadion tylko czeka aż wkroczą Bruno i Bee. Podobało mi się wspólne zakończenie, ale całość można było zrobić milion razy lepiej...




TK.

1 komentarz: