3/16/2016

DLA NAIWNYCH MARZYCIELI - recenzja nowej płyty Anii Dąbrowskiej.


Na najnowsze wydawnictwo Ani Dąbrowskiej czekałem z zapartym tchem od momentu, kiedy po raz pierwszy, kilka miesięcy temu, usłyszałem pierwszy singiel ("NIEPRAWDA") zwiastujący krążek. Zachwyciłem się od razu. Dlaczego? Bo to było coś zupełnie innego, coś, o co Anii bym nie posądził, mimo że wielkim fanem nie jestem, ale od czasu do czasu lubię Anii posłuchać. Każdy wers tej piosenki wkręcał mi się w głowę coraz bardziej z każdym kolejnym przesłuchaniem. A jak jest z całą płytą? Czy eksperymenty muzyczne wyszły pani Dąbrowskiej na dobre? 




Po pierwsze, brawa za tytuł - bardzo, bardzo dobrze brzmi i pasuje do nagranego materiału. Po drugie, świetna okładka - świeża i najnormalniej w świecie ładna. Po trzecie i najważniejsze we wnioskach ze wstępu - wielkie, wielkie brawa za eksperymenty i próbowanie nowych producentów, a co za tym idzie, nowych rytmów. Bo tak jest właśnie na tym krążku - myślę, że Ania zszokowała tych fanów, którzy przyzwyczajeni są do delikatnych, klimatycznych i w pewien sposób nostalgicznych dźwięków w jej stylu. Nie mówię, że Ania zgubiła ten swój klimat, bo to nieprawda, ale na pewno podrasowała swoje popowe brzmienie. Bo na płycie "DLA NAIWNYCH MARZYCIELI" dużo dobrego popu, rytmów reggae (ale nie przypinajmy łatki), nowoczesnych, ale nie na siłę modnych (za co jej chwała) i nawet trochę tanecznych. Jedno jest pewne - retro Ania (na tym krążku rzecz jasna), to przeszłość. To bardzo bezpieczny album - nie przedobrzony w żadną stronę. Nagrany tak, by potencjał na hit był, ale bez konieczności podążania za debilną modą. Nie wybija się w żadną stronę. Ale to chyba dobrze...

Tekstowo Dąbrowska, jak to Dąbrowska, porusza przede wszystkim uczucia... ale tym razem jakoś inaczej. Jakoś tak z żalem, z goryczą. Z jakimś takim dystansem i pretensją. Dla mnie są jakieś takie sprowadzające na ziemię... takie pełne rozsądku i dalekie od tytułowych marzeń. Może odnoszę mylne wrażenie, ale wydaje mi się, że Ania, bazując na niezbyt miłych doświadczeniach życiowych, postanowiła stworzyć, coś, co da kopniaka w tyłek i pokaże, że nie na marzeniach opiera się świat, że w życiu niestety częściej jest źle i wcale nie jak w bajce. Że miłość, niestety, bardzo rzadko jest tak łatwa, piękna i taka po prostu - stąd chyba ten ironiczny, prześmiewczy tytuł albumu. Dla ludzi łatwowiernych, skłonnych do miłosnych uniesień. Ale co w tym wszystkim jest fajne? To, że Ania mówi nam, że jesteśmy naiwnymi marzycielami w sposób bardzo łagodny, nienachalny i (jak gdzieś przeczytałem, z czym się zgadzam) elegancki. Jeżeli chodzi o utwory - z 10 pozycji bardzo polubiłem 7. Nie mówię, że pozostałe są złe, ale jakoś ta magiczna szóstka zapadła mi w pamięć. Oczywiście pierwszy singiel "Nieprawda", zapadł w nią najbardziej, ale o nim pisał już nie będę. "Gdy nic nie muszę" - tutaj spodobał mi się już tytuł, bo przecież ja też nic nie muszę. Bardzo ładny tekst, jakiś taki bijący w twarz optymizm i niedbalstwem o wszystko, co niegodne uwagi. "Nie patrzę" - to zdecydowanie mój ulubiony kawałek z krążka. Świetny tekst, taneczna muzyka. Ogólnie jakiś taki pozytywny wydźwięk. I to jest fajne. "... nie każ mi chcieć, wiedzieć i czuć". Tytułowy "Naiwny marzyciel" dla mnie, powinien zamykać album, bo to taka odpowiedź, na to, co śpiewa w każdej piosence - trudno oprzeć się naiwności. Tak po prostu. "Bez Ciebie", to spokojny, refleksyjny kawałek o tym, że czasami lepiej żyć samemu, bez kłamstw, zależności. Właściwie to, kawałek o tym, że takiego myślenia trzeba się nauczyć. "Bez ciebie więcej czasu mam, lepiej śpię, robię co chcę. Potrafię oszukać się, choć wiem że bez ciebie nie ma mnie. Bez ciebie jestem cieniem, nie czuję nic - tak lepiej mi jest. Próbuję nie myśleć że właśnie bez ciebie nie ma mnie". "Oddycham" - spokojny kawałek, o przerażającym uczuciu do drugiej osoby, która niestety tego nie odwzajemnia. "Znów mi dajesz swoje nic""Staraj się nie czuć" - może to zabrzmi głupio, ale dla mnie to piosenka dobra rada - o tym, jak sprawić, żeby życie było łatwe. Bardzo ładny tekst, ośmielę się nawet stwierdzić, że najlepszy na płycie.







To płyta do zamknięcia oczu i zwrócenia twarzy ku słońcu. Zdystansowana i z jakimś takim żalem, tęsknotą, a może nawet gniewem wyśpiewywanym z uśmiechem. Śmiech przez łzy. Interpretuje ją w ten sposób, że trzeba gnać do przodu, mimo wszystko. Że trzeba żyć, mimo wszystko, mimo zawodów, bólów i porażek. Że nawet jak będzie lepiej, to trzeba uważać na każdą chwilę, być ostrożnym, chyba trochę zapobiegawczym. Z drugiej strony, zastanawiam się, czy przypadkiem nie jest INNA za wszelką cenę.  Czy Ania i jej producenci nie chcieli stworzyć czegoś odmiennego od wcześniejszych dokonań wokalistki. Jakby nie było - mam mieszane odczucia. Niby wszystko mi się podoba, ładne teksty, ciekawe aranżacje, ale pytanie, czy to wszystko nie jest za bardzo spójne... żeby nie powiedzieć, że zbyt podobne do siebie, zbyt jednolite. Kiedy pierwszy raz usłyszałem pierwszy singiel "NIEPRAWDA"- zachwyciłem się tym, że to wreszcie coś innego, świeżego, z przymrużeniem oka i ironią do samej siebie. Stwierdziłem - ta płyta, to będzie coś, warto czekać, nawet, jeśli nie jest się wielkim fanem pani D. Czy się zawiodłem? Zwód, to złe słowo, bo kiedy niczego nie oczekujesz nie możesz się zawieść, ale nawet gdybym oczekiwał to zawód by to nie był. Czy się zachwyciłem? Nie. Ale nie ukrywam, że to niezła płyta. I takie to moje zakręcone i nielogiczne myślenie. Jakby nie było, kończąc zagmatwane myśli Tomka, przesłuchać warto, potencjał jest... ale czegoś brakuje. Niedosyt - tak, to dobre słowo. Myślę, że panią Dąbrowską stać na więcej. Ale brawa za eksperymenty i poszukiwania, coś z tego będzie!




TK.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz