3/09/2016

"To jednak miłość" - relacja z koncertu w Krakowskim Teatrze VARIETE.


Wczoraj miałem okazję, już po raz drugi, odwiedzić całkiem nowy Krakowski Teatr Variete - miejsce przyciągające coraz więcej widzów i fanów rozrywki na poziomie. Tym razem na scenie nie spektakl, a koncert. Koncert nie byle jaki, bo z okazji Dnia Kobiet. A przed widownią kto? Olga Szomańska i Maciej Miecznikowski. Dwa niby znane nazwiska, a jednak nie do końca... a znać je warto, oj bardzo... ale dowiedziałem się o tym dopiero wczoraj. Refleksja jest jedna: oby więcej!



Jak sami wspominają, już na początku koncertu - spotkali się jedenaście lat temu podczas występów w słynnym oratorium "Tu Es Petrus" Piotra Rubika. Olga Szomańska znana jest szerszej publiczności głównie z piosenki "Niech mówią, że to nie jest miłość" (ostatnio też ze spektaklu LEGALNA BLONDYNKA), natomiast Maciej Miecznikowski z zespołu LESZCZE ("Kombinuj dziewczyno", to chyba ich największy hit) i znanego programu telewizyjnego, który szczerze lubiłem - TAK TO LECIAŁO. I ten wczorajszy koncert, to z jednej strony spotkanie muzyczne po latach, a z drugiej muzyczna podróż poprzez piękne piosenki o miłości. Na widowni zakochane pary, samotne kobiety... i ja.

Usłyszeliśmy utwory zarówno z płyty Olgi, jak i Maćka, zaaranżowane na nowo. Było też trochę znanego Rubika, w nowych wersjach. Tak, jak wspomniałem: kilka utworów z solowych płyt artystów, kilka nowych zwiastujących nadchodzące, wspólne wydawnictwo - a to wszystko utrzymane w nieprawdopodobnie hipnotyzującym klimacie. Naprawdę, dawno nie spędziłem, aż tak przyjemnie wieczoru... tym bardziej muzycznego. A nowoczesne wnętrze (bardzo w moim guście) teatru jeszcze pogłębiło moje zadowolenie.  Piękne głosy - Olga zmiotła mnie całkowicie. Z jej gardła wydobywało się tyle jakiegoś ciepła, emocji, świetna technika, barwa... Z resztą, co tu ukrywać, wiedziałem, że jest utalentowana, ale nie, że aż tak do mnie trafi. Większym zaskoczeniem, mimo wszystko, okazał się Maciej - przepraszam, może to krzywdzące - ale nie ja naprawdę nie wiedziałem, że tak dobrze się go słucha, że ma tak ciekawy głos.



Generalnie, to bardzo, bardzo pozytywnie się zaskoczyłem. Do koncertu podchodziłem raczej sceptycznie, starałem się niczego nie oczekiwać, a tutaj tak świetnie muzyczny wieczór. Z jednej strony poruszający, bo piosenki piękne, o miłości szczęśliwej i mniej (a to mnie zawsze porusza), a z drugiej sprawił, że człowiek wychodził jakiś taki lżejszy - bo do tego wszystkiego, co już zachwalałem, artyści wprowadzili świetną atmosferę, zarazili luzem, optymizmem i poczuciem humoru... Mam nadzieję, że Teatr Variete, w najbliższym czasie, obok tych wspaniałych spektakli, które planuję nadrobić w najbliższych tygodniach, postawi też na tak fajne i kameralne przedsięwzięcia, bo naprawdę warto! Bo dobrej muzyki nigdy za wiele...

TK.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz