Zazwyczaj staram się tutaj polecać filmy, które rzeczywiście (według mnie) warto obejrzeć. Tym razem będzie inaczej, ot tak, by pokazać, że wcale nie jest tak, iż zachwyca mnie każda obejrzana produkcja. Tym razem chce podzielić się kilkoma zdaniami na temat zmarnowanego, ogromnego potencjału na rzecz szokowania na siłę. Ale, już na początku, zastanówmy się czy, w czasach w których żyjemy nagość jeszcze szokuje? Czy i nagości, seksualności, intymności, nie należy się trochę więcej czegoś w rodzaju szacunku? Czy nie wypadałoby się i do tego przyłożyć? Okazuje się, że chyba nie....
Te kilka zdań zabrzmiało jak opis filmu pornograficznego, a film pornograficzny to nie jest (a może szkoda, bo byłby to w końcu film JAKIŚ, a tak zostało nam NIC). To obraz złudnej przyjaźni pewnej siebie George i całkowicie innej Laetlii, wchodzącej dopiero do paczki znajomych. To obraz zwierzęcego pożądania ocierającego się o patologię, taką przez duże "P". Obraz i kulisy szalonej gry, która miała zostać pomiędzy znajomymi, a w pewnym momencie, najnormalniej w świecie - wymyka się spod kontroli. Kończy się beztroski czas pełen szaleństwa, nieprzespanych nocy i braku kontroli... a zaczynają się konsekwencje. Wiadome konsekwencje, wynikające z seksu bez zabezpieczeń z... każdym.
Uważam, że reżyserka w pewnym momencie się zgubiła. Chciała zrobić film o tym, że młodzi ludzie są zepsuci przez dobrobyt, przesyt wszystkiego nad wszystkim, przez brak autorytetów i ogólne rozkapryszenie i to akurat jej się udało. Ale tylko to, bo forma, w jakiej to ukazano była co najmniej słaba. Gra aktorska - słaba. Scenariusz - słaby. Dialogi - prawie brak. Klimat - może w sumie być, ale można było zrobić piękny obraz w stylu, chociażby filmu Xaviera Dolan'a ("TOM"). Muzyki mało, za mało, zdecydowanie. Cholera, bardzo nie lubię, kiedy potencjał jest marnowany. Twórcy, chyba za bardzo skupili się na zepsuciu młodzieży, przez co, wszystko, co inne zostało zepchnięte na drugi, ba dalszy plan. Z drugiej strony, teraz, czytając zapisane przeze mnie wersy, zastanawiam się, czy właśnie o to nie chodziło... o zwrócenie uwagi na takie... NIC. Na brak intymności, brak wstydu, barier, na chęć zabawy, mimo wszystko. Nie wiem, jakby nie było, nie trafia to do mnie ani trochę.
To film o... cholera, ja właściwie nie wiem o czym. Ciągle zastanawiam się co autorzy mieli na myśli i naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć, a trwa to już kilka dobrych tygodni. To miała być produkcja o miłości, bo przecież każde młode pokolenie ma właśnie taki film. Wyszło, jak wyszło. W każdym razie ja miłości tam nie dostrzegłem. Takie wielkie nic. Trochę erotyzmu, takiego zwierzęcego. Trochę niby jakiś uniesień miłosnych. Trochę buntu, konfliktu pokoleń, niezrozumienia. Trochę klimatu, za wszelką cenę klimatycznego. Wszystkiego trochę, a w rzeczywistości to takie trochę wszystko i nic. Zmarnowany potencjał, który bez wątpienia był. Bo przecież można było zrobić ładny obraz, rzeczywiście o pierwszej miłości i o wszystkim co kilka wersów wyżej wymieniłem. Można było połączyć to nawet z tym erotyzmem, nawet z przesadną wulgarnością. Zaprezentowano nam jeden wielki chaos. Chaos myśli, postępowania... Dziwnie. Nawet bardzo. Jest też druga opcja - mogłem go po prostu nie zrozumieć. Jakby nie było, powtórzę: zmarnowano potencjał, który bez wątpienia był i umarł śmiercią naturalną. Ogólnie, to wyszło słabo. Nawet bardzo. Drugi raz nie wydałbym tych 14 złotych... a jedyne co mi się podobało, to kameralna sala w kinie ARS. Amen.
TK.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz