6/03/2015

Festiwal Kultury i Mediów POLIKULTURA - kompletnie nieobiektywna relacja okiem jednego z organizatorów.





Polikultura, Polikultura i po Polikulturze. Dziwnie jest. Już trzeci dzień PO. Skończyło się coś, co trwało od listopada. Coś, co wypełniało życie wielu z Nas - Studentów, z dnia na dzień coraz bardziej. Takie nasze dzieciątko, które rosło z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc. Nasz cel. I chyba nasz pierwszy (przynajmniej UJ - otowy) zawodowy sukces. 

Wybił 22 maja i zaczęło się. Odsłonięcie galerii plakatu i muralu. Później kilka godnych wydarzeń towarzyszących aż do 27 - konferencji prasowej, wcale nie odbiegającej od tych profesjonalnych. Następnego dnia Kultura Euromajdanu, goście z Ukrainy, dużo muzyki - polskich i ukraińskich smutnych kawałków obrazujących sytuacje. 29 maja - wielka inauguracja. Przemówienia, podziękowania + wideoinstalacja stworzona pod opieką artystyczną Edyty Dufaj z ponad pięciuset krótkich amatorskich filmików nadesłanych przez mieszkańców Zabłocia + koncert muzyki noise'owej w wykonaniu Wilhelma Brasa - co ciekawe, mimo tego, że muzyka ta jest dość specyficzna (delikatnie mówiąc) spotkała z dużym zainteresowaniem. 





Drugiego dnia (30.05) zaczęliśmy od warsztatów social media, cieszących się dużym, naprawdę dużym zainteresowaniem - z resztą, nie ma się co dziwić, wystarczy spojrzeć na nazwiska - Karol Paciorek (Lekko Stronniczy), Adrian Gamoń (Social Frame), Katarzyna Zięba (Socjomania). Uczestnicy byli (delikatnie mówiąc) zachwyceni, a zagłębiając się muszę powiedzieć, że żeńska część (jeszcze delikatniej mówiąc) wyszła zakochana w Paciorku. No cóż, niestety nie każdy się nim urodził... :) Następny przystanek to wykład pani Katarzyny Sikory i panel dyskusyjny dotyczący promocji kultury w social mediach z uczestnictwem ważnych krakowskich nazwisk - tak w medialnym stylu.
Wieczorem wystawa fotograficzna site - specific ukazująca stare, zapomniane już Zabłocie. Następnie ... deszcz, który trochę pokrzyżował nam plany - pokaz filmów, zamiast pod gołym niebem odbył się w środku, z resztą, w bardzo ładnym środku BALu. Cwaniak myślał, że może nas zaskoczyć? Na zakończenie dnia zachwycający spektakl rysunkowy (rysunek na żywo), powstały przy współpracy z artystami z ASP. 
Nadszedł i ostatni dzień - niedziela. Na początek gra miejska - świetna sprawa (bardzo, bardzo żałuję, że nie mogłem w niej uczestniczyć), która zgromadziła kilkanaście grup bawiących się rzeczywiście przednio - z resztą w jej organizacji pomagały osoby specjalizujące się w tego typu rozrywkach. Później wernisaż interdyscyplinarny, który (powiedzmy sobie to wprost) obok warsztatów social media zebrał najlepsze recenzje - uczestnicy byli rzeczywiście zachwyceni zarówno formą przekazu (zdjęcia, instalacje, performance), jak i samym miejscem. Niestety - wszystko, co dobre baaardzo szybko się kończy - ostatnim wydarzeniem naszej Polikultury był pokaz mody - kilku krakowskich młodych, zdolnych projektantów zaprezentowało swoje kolekcje. Mimo że samo wydarzenie średnio nawiązywało do narzuconej, zabłockiej tematyki, to trzeba przyznać, że to ciekawe doświadczenie, bo na pokazie to mnie jeszcze nie było. Nie byłbym sobą, gdybym sam z siebie nie zrobił vip'a i nie wpakował do pierwszego rzędu - no powiedźcie sami, trzeba sobie radzić, nie? :)


Nie sposób nie wspomnieć o miejscach, w których wspomniane wydarzenia się odbywały - coś wspaniałego. Już dawno, naprawdę dawno nie widziałem tak klimatycznych, oryginalnych przestrzeni - COFFEE CARGO, BAL (to akurat mój faworyt), GALERIA ZALUBOWSKI, SZUWARY CAFE, WYTWÓRNIA - naprawdę, jeśli szukacie ciekawych miejsc, to polecam. Ogólnie ZABŁOCIE polecam, bo różni się znacznie od konserwatywnego, historycznego Krakowa. Warto sobie, ot tak po prostu, odmienić i pobyć hipsterem, czy coś... :)



Moje refleksja jest taka, że ogólnie to bardzo się cieszę, że przytrafiła się ta cała Polikultura. Nie ukrywam, że był czas kiedy naprawdę miałem tego wszystkiego dość, a na samo hasło "FESTIWAL" dostawałem wysypki - kiedy milion powiadomień na facebook'u doprowadzało mnie do szału, kiedy komunikacja z ludźmi była utrudniona (nie czarujmy się - czasami sam lepszy nie byłem), że często nie wiedziałem jak zabrać się za powierzone zadanie. Bardzo cieszę się, że na początku listopada siedziałem z zegarkiem w ręku, żeby w jednej z dwóch sekund zapisać się do grupy PROMOCJI (autentycznie tak było - mam więcej szczęścia, niż rozumu). To było cudowne doświadczenie... mimo że wydawało mi się, iż będzie zupełnie inaczej, teraz wiem, że cholera jasna, przywiązałem się do tego wszystkiego! Poznałem wielu, wielu świetnych ludzi,  z którymi wcześniej nie miałem okazji zamienić słowa. Mam wielką, wielką nadzieję, że jeszcze kiedyś, moja droga zetknie się z tą POLIKULTUROWĄ.


Photo by facebook.com/polikulturafest

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz