Po dwumiesięcznym odwyku od miasta królów, zmuszony przez niecierpiące zwłoki sprawy, po "królewsku", w niewygodnym autobusie, którego nie polecam, po 3 godzinach i 20 minutach, powróciłem. Kiedy wysiadłem z ów przeciasnego autobusu relacji KROSNO - KRAKÓW, KRAKÓW - KROSNO (bez wymieniania nazwy firmy, chociaż to się samo ciśnie na usta...), lekko speszony zadałem sobie pytanie: TĘSKNIŁEŚ? Przez całe dwa dni się nad tym zastanawiałem, a odpowiedzią już się dzielę:
Nie przypuszczałem, że aż tak bardzo mi go brakuje, autentycznie. Że tak bardzo tęsknie za tym klimatem. Za tym brudem, syfem i smrodem. Nie przypuszczałem, że aż tak brakowało mi Krakowa. Wystarczyły dwa dni. Dwa głupie dni, podczas których miałem milion spraw, by przypomnieć sobie, jak bardzo brakuje mi tego "KRAKOWSKIEGO GNOJU" (wybaczcie za zwrot, ale niestety pasuje najbardziej). Tego mojego pędu, studiów, przyjaciół i znajomych. Zdałem sobie sprawę, że rok, który już za mną w zupełności wystarczył. Wystarczył by się dopasować, by pewnie i przesiąknąć. By, kurde, tęsknić za moim krakowskim życiem. Za nowym domem. Za tym co sobie zbudowałem i co dopiero zaczynałem budować. Ale kiedy po całym dniu, wyszedłem na balkon, rozejrzałem się po moim Ruczaju (dzielnica Krakowa) i zaciągając się na przemian z papierosem, jeszcze bardziej szkodliwym powietrzem (albo raczej czymś powietrzopodobnym) swierdziłem: To prawda, że wszędzie dobrze, że w domu najlepiej - ale od roku mam drugi dom i z całą miłością do mojego podkarpacia, do mojej cichej przystani, ja to bym się już na stałe nie wrócił.
I może to brzmi, jak jedna wielka przesada, czy jakaś tam odmiana snobizmu. Nie dbam o to. Kiedy końcem czerwca, po zdanej sesji, wracałem do domu najnormalniej w świecie - cieszyłem się. W sumie to nie ma co ukrywać, że odetchnąłem wtedy z ulgą, byłem szczerze zmęczony wszystkim - Krakowem też... a może nawet przede wszystkim. Każda miłość potrzebuje odpoczynku, nawet moja do tego miasta. Ale po całych dwóch miesiącach na ojcowiźnie i w kraju sąsiednim stwierdzam, że naprawdę mi go brakuje - ze wszystkim, co w nim dobre, co rewelacyjne i zachwycające, ale także z tym co złe, okropne, i zniechęcające. Taka miłość bezgraniczna, prawda? A może to już fanatyzm? Trudno - taki już jestem.
Szczerze: nie mogę się już doczekać, aż ja i miasto królów znów stworzymy duet doskonały. :)
[Łapcie jeszcze kawałek piękny, pasujący do moich wynurzeń!]
TK.
Widzę Kraków wszystkich nas już przyciąga :). Wida taka jego magia i oby trwała jak najdłużej!
OdpowiedzUsuń