10/21/2015

Demeter i Kora.


 

Jesień. Przyszła, choć wcale jej nie zapraszałem. Wprosiła się, jak co roku. Cwaniara. Desperatka. Wredota. Nie lubimy się od dawna i pewnie się już nie polubimy. Po prostu - nadajemy na innych falach, zdarza się. Pewnie mamy do siebie dużo żalu, pewnie za dużo... w każdym razie ja mam, od dawna. Bo jesień wiele krzywd mi wyrządziła, bo jesień była tłem złych dni i złych czasów, i to właśnie na nią staram się zwalić wszystko życiowe niepowodzenia, porażki. I żeby chociaż ta cała jesień ładna była, taka, jak w podręcznikach, książkach, albumach - złota, kolorowa i przede wszystkim piękna - to ja bym może nawet spróbował się z nią pogodzić, może nawet zaakceptować, wybaczyć, (bo z ewentualną sympatią, to bym nie przesadzał) a tu nic, ani złota, ani kolorów, a tym bardziej piękna. Bo kilka ładnych dni nie jest w stanie mi wynagrodzić reszty paskudnych - taki już jestem, byle czym się nie zadowalam.

Jaka jest ta jesień według mnie? Że brzydka to nie będę powtarzał, bo po co? Każdy to wie. Chyba jestem dziwakiem, bo ludzie lubią jesień, ba, uważają, ze to najpiękniejsza pora roku - akceptuje, ale się nie zgadzam. Jest przygnębiająca, jest smutna, depresyjna.  Demeter żegna się z córką, a to wszystko odbija się na nas (tak, kurka wodna, nie powinno być). Zawsze powtarzam, że mieszanie życia prywatnego z zawodowym to brak profesjonalizmu - Demeter, ogarnij się. Przyroda płacze i jakby z ludzi też życie uchodziło. Smutne, zmęczone twarze, pozawijane (już od teraz) w miliony szalików i czapek - bo jak się nie zawijać, jak zimno? Kiedyś to przynajmniej październik był ciepły, a teraz to nie, musi ta złośliwa cholera postawić na swoim. Jesień kojarzy mi się z biegiem, ale nie tym fajnym, tylko takim bezsensownym, takim bez celu. Biegiem dla samego biegu. Z brakiem czasu, z brakiem energii i jakiejś takiej większej chęci do życia. Takiej bardziej wyrazistej. Takiej na 100%. Z brakiem sensu, mobilizacji, celu. Jesienią łóżko staje się wygodne, mieszkanie przytulne, a pościel jedynym celem. Codzienna walka. Cholera, jak ja nie lubię jesieni...



Kilka tygodni bez słońca, a organizm już tęskni, już się buntuje. Już nie chce wstawać rano, nie daje energii na cały dzień... I w ogóle mnie wkurza, bo nie chce współpracować, cwaniakuje, stawia na swoim. I jesień mnie wkurza, i te ciągłe zmiany pogody, te promienie słońca na minute, tylko po to, by zaraz wiał wiatr i padał deszcz. Zero kolorów, tylko syf, zimno i deszcz. Nie bawię się tak. Jestem obrażony na jesień, bo to właśnie przez nią nie mam weny; pustka w głowie - tylko tyle. Stąd taka cisza tutaj. Zastanawiam się tylko, czy w życiu nie ma i tak zbyt dużej ilości smutku, problemów, porażek, wstydu, głupich ludzi i innych takich, żeby jeszcze ta...  jesień? Bo co niby wnosi w nasze życie? (Pozdrawiam)

TK.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz