Zaczniemy nieco refleksyjnie, bo od piosenki Marylki Rodowicz, idealnie wpasowującej się w ostatnie, dość mocno refleksyjne dni. To już ostatnia notka w tym roku. 2015 był rokiem dziwnym, w pewien sposób przełomowym. Rokiem, który przeleciał, ba, można powiedzieć, że zwiał, jeszcze szybciej, aniżeli wszystkie wcześniejsze. Z resztą, co rok, to czas leci szybciej, jakby na złość, jakby chciał udowodnić, że może, że życie naprawdę gna... że przemija. "Co nam te rok zabierze, a co daruje nam?" - oto jest pytanie!
Koniec roku, to podobno czas podsumowań - z resztą sam na każdym kroku to podkreślam. Mówią, że to czas, kiedy wypadałoby posprzątać w głowie, w sercu, w duszy i ciele. Rozmyślamy nad tym, co udało się nam zrobić, a co okazało się porażką... Stawiamy przed sobą miliony zadań, celów nie do spełnienia i jeszcze więcej ograniczeń, od których głowa mała. Od których jesteśmy tylko zdołowani, bo przecież głupio, że nie wyszło - a to, że wysiłek, jaki włożyliśmy, waha się pomiędzy zerowym, a (mini) minimalnym, to już szczegół. I ja, odkąd pamiętam robię to samo. Tyle, że w ostatnich dniach zastanawiam się: po co? Dlaczego większość z nas traci czas na głupie, bezsensowne plany, z których i tak nic nie wychodzi... Dlaczego skupiamy się na samej czynności planowania, a nie na działaniu? Czemu głośno i pewnie siebie krzyczymy i publicznie postanawiamy, przekonani, że to jedyny życiowy problem i że w sumie to wszystko zależy tylko od nas? "Chcesz rozśmieszyć Pana Boga? Opowiedz mu o swoich planach", co wcale nie oznacza, że plany są złe (w sumie tak sobie myślę, że z tego, co piszę można wyciągnąć właśnie taki wniosek), bo to całkowita nieprawda. Należy rozróżnić plany, z których coś, cokolwiek (nawet taka odrobinka) wynika i te, które po prostu są - bo przecież tak trzeba, i nauczyć się odrobiny pokory. Bo co to za koniec roku bez: od nowego roku ćwiczę, czy, w nowym roku podróżuję, szukam pracy itd... Łatwo jest stawiać cele, gorzej z chęciami, a nawet jak już są, to na przeszkodzie stoi nieumiejętność podejmowania ryzyka, podejmowania wysiłku, czy strach przed porażką. Zapytam raz jeszcze: tylko po co to wszystko? Czemu krzywdzimy i ograniczamy sami siebie? My ludzie, jesteśmy dziwnymi stworzeniami, zdecydowanie.
Wnioskiem, jaki wyciągnąłem z kończącego się już roku jest to, że życie jest cholernie kruche i złośliwe - ludzie dzisiaj są, a jutro może ich nie być (i nie chodzi tutaj tylko o śmierć). Zapominamy, zaślepieni osobistymi tragediami (mniejszymi, lub większymi, ale dla nas samych największymi), że zawsze, ale to zawsze może być gorzej. Dlatego cieszmy się z tego, co mamy, ot tak, po prostu. Nie komplikujmy sobie życia na własne życzenie, bo wstrętny los, kiedy tylko najdzie go chęć, i tak zrobi to za nas. Przestańmy się skupiać na myśleniu nad tym, jakbyśmy chcieli żyć, bo to nas spowalnia. Chyba nie warto się zamartwiać. Nie warto się ograniczać. Nie warto stawiać wygórowanych celów - tym razem, dla odmiany, zacznijmy od działania (a cele schowajmy w głowie, głęboko, by uciec od oporu i wyparcia organizmu). A co do tego analizowania - może nie jest takie złe, ale z drugiej strony po co? Czy to nie jest trochę tak, że przez nie stoimy w miejscu, rozpamiętując to, co już było, zastanawiając się, co by było gdyby... już jest za późno. Było, minęło. Skupmy się na życiu. Skupmy się na tym, by wykorzystać każdą chwilę. By za rok pomyśleć sobie - zrobiłem wszystko, by było dobrze.
I niech motywem przewodnim tej notki, ba, całego nowego roku, będzie ten arcypozytywny utwór Marylki, z tekstem Osieckiej. Niech 2016 będzie właśnie taki. Niech będzie po prostu dobry, bez większych oczekiwań... Niech będzie jak najdalej od tych idealnie pokazowych. Róbmy głupoty i najnormalniej w świecie... ŻYJMY Z CAŁYCH SIŁ.
"I tylko taką mnie ścieżką poprowadź,
gdzie śmieją się śmiechy w ciemności
i gdzie muzyka gra, muzyka gra.
...nie daj mi, Boże, broń Boże, skosztować
tak zwanej życiowej mądrości,
dopóki życie trwa,
póki życie trwa."
TK.

Najlepszą radą na noworoczne postanowienia to postanowić sobie jedną rzecz i dążyć do niej. Nie załamywać się jeśli nie wyjdzie. Ja tak robię od paru lat i po prostu co rok bardziej się staram.
OdpowiedzUsuńBardzo miło czytało się twojego posta. Myślę, że zostanę tu na dłużej <3
Pozdrawiam i szczęśliwego Nowego Roku :)
To zdecydowanie dobry sposób. Starać się dla samego siebie, po cichutku, a z całych sił. Dzięki za miłe słowa i zapraszam częściej! :)
UsuńSzczęśliwego!
Jaka to radość, że wpadłam kiedyś na Twój blog ;)
OdpowiedzUsuńo jej, dziękuję!
Usuńcałkowicie się z Tobą zgadzam!
OdpowiedzUsuńAmen! Tu i teraz czy też żyj chwilą :)
OdpowiedzUsuń