Na początku pomyślałem sobie - to kolejna historia o tym samym: relacja matka-syn, choroba, walka z nią. Mimo to poszedłem do kina, by zobaczyć, co tym razem serwuje nam piękna Penelope. Okazało się, że film filmem, rzeczywiście zbyt patetyczny, lekko przerysowany, ale rola... Hiszpańska piękność dała czadu! I to dla niej warto, naprawdę warto, zobaczyć film "MA MA". Bo to propozycja, która mimo wszystko coś w nas zmienia. Kiedy siedzisz w tym kinie, zdajesz sobie sprawę, że coś pęka. Co? Tego nie wiem...
Magda (w tej roli przefenomenalna Penelope Cruz), to kobieta koło 40stki, która w wyniku kryzysu ekonomicznego w Hiszpanii, traci ukochaną pracę i jakby było tego mało, to męża też traci, bo on, najnormalniej w świecie odchodzi do 20-sto letniej blondynki, studentki rzecz jasna. W tym samym czasie lekarz informuje ją, że ma raka piersi po czym ona poznaje faceta, któremu wali się życie - traci w wypadku żonę i córkę. Jak to w każdej historii tego typu, główna bohaterka zmienia swoje życie i zaczyna walczyć. Tyle, że Magda walczy inaczej. Nie leży i nie płacze, nie żegna się ze światem, nie klęczy w kościele. Swoje przerażenie chowa za poczuciem humoru i gadaniem głupot, przez co można odnieść wrażenie, że jest kompletnie niepoważna - "Zostało mi sześć miesięcy życia? Akurat skończy mi się zasiłek". Zaraża optymizmem i uczy radości z każdej chwili, choć tak naprawdę zdaje sobie sprawę, że koniec jest bliski. Stara się żyć, z całych sił i kochać życie, ot tak po prostu.
Niektórzy krytycy, porównują ten film do samej Hiszpanii - nieprzejmowanie się kryzysem i zmierzaniem ku przepaści, a zajmowanie się celebrowaniem życia - jak Magda. To piękne. Może i nieodpowiedzialne, ale piękne. Tego właśnie uczy ten film - celebrowania życia. Chwytania każdej chwili. Radości i wielkiej miłości, mimo wszystko. A Penelope? Nie będzie doceniona, a powinna. W doskonały sposób oddała wszystkie emocje - pokazała szaleństwo i radość zakrywające wielkie przerażenie i rozpacz. Pokazała wielką miłość do syna - z resztą jeden z moich ulubionych cytatów: "Wiesz jaka miłość jest najsilniejsza na świecie? Miłość matki do syna i syna do matki" - z czym się zgadzam. Ten film, wycisnął ze mnie emocje, o jakich zapomniałem. Sprawił, że zabrakło słów. Rozwalił na kawałki. Niektórzy uważają, że to rola życia pięknej Hiszpanki - ja się zgadzam, bo uwierzyłem we wszystko. Kupiłem to. Przeczytałem też gdzieś, że to film o umieraniu, po którym paradoksalnie chce się żyć - to prawda. Prawda w stu procentach. I za to chwała twórcom."MA MA", to film, który mimo swojego lekkiego przerysowania, rozwalił mnie na kawałki. Z resztą proces 'rozwalania' był zdecydowanie stopniowy - główny przekaz, wyciskacz, dobierał się do mnie dość subtelnie, powolutku, wywlekając na wierzch cały wachlarz moich emocji, a co się z tym wiąże - mojego rozchwiania emocjonalnego. Natrętne łzy, ciągle pchały mi się do oczu - a jak tu tak płakać wśród ludzi? Cała sala widzów - ogarnij się, bo co inni powiedzą? No dobra, przyznam się - płakałem, jak bóbr, a to się nie zdarza zbyt często. Po wyjściu z kina, przez jakąś godzinę wydusiłem zaledwie kilka słów (autentycznie!). I tak naprawdę nie wiem co mnie tak rozwaliło - wątek matka-syn, przywiązanie i arcysilna więź, miłość, śmierć, czy ludzka walka z nią, tak mimo wszystko. A może autentyczność? Jakby nie było, film ten rozłożył mnie na łopatki. Staram się ochłonąć już kilka dni.
Nie sposób nie wspomnieć o fenomenalnej roli Penelope, która bawiła, denerwowała i inspirowała. Każda emocja, każdy ruch - coś pięknego. O urodzie aktorki nawet nie wspominam, bo to rzecz wiadoma - chociaż w krótkich włosach wygląda wyjątkowo niesamowicie. Mimo że twórcom wyszła z tego mini baśń o dość popularnej tematyce, z lekko (zbyt) podniosłymi dialogami, to jest to film zdecydowanie nie dla każdego... Nie można powiedzieć, że to wybitna produkcja, ale zdecydowanie wybitna kreacja aktorska - jeśli Penelope nie dostanie chociaż nominacji do Oscarów a raczej nie dostanie), oficjalnie obrażam się na Akademię Filmową... bo to na pewno pomoże, nie?
Ciekaw jestem, co Wy sądzicie? To dobry film, czy jestem, aż tak rozchwiany emocjonalnie?
TK.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz