1/19/2016

(mini)rozpacz studenta.


Styczeń, to miesiąc, za którym, tak delikatnie mówiąc, studenci nie przepadają. Nie dość, że trzeba wrócić do życia, do szarej rzeczywistości po tej świątecznej sielance, to już na dzień dobry dostaje się w pysk, bo przecież styczeń, to miesiąc zaliczeń, prezentacji, kolokwiów i pierwszych egzaminów. I co w tym złego? I co w tym dziwnego? Przecież każdy student powinien żyć ze świadomością, że właściwie to całe studiowanie właśnie do tego się sprowadza. Że trzeba to zrobić, zdać, napisać, powiedzieć i mieć to z głowy. I studiować dalej...




Więc niech ktoś spróbuje mi to wyjaśnić. Niech ktoś podejmie się łaskawie odpowiedzi na podstawowe pytanie: DLACZEGO, CHOLERA JASNA, TAK BARDZO MI SIĘ NIE CHCE?! Dlaczego organizm, dlaczego mózg buntuje się aż tak bardzo...? Dlaczego sprzątanie mieszkania, przygotowywanie śniadania, obiadu, kolacji, stały się tak ważne i czasochłonne? Dlaczego, no dlaczego, nawet patrzenie w ścianę jest tak ciekawe? Ćwiczenia na siłowni przyjemne, spacery dłuższe... Nie wspominam o serialach, filmach w kinie (chociaż tutaj, to autentycznie ciekawie jest, bo to taki przed-Oscarowy czas)... Dlaczego my, zrozpaczeni studenci (wy nie zrozpaczeni nie czytajcie :) ), robimy wszystko, by się nie uczyć, wiedząc, że i tak tego nie przeskoczymy, że taka jest kolej rzeczy? Sesja w sesję to samo. Sesja w sesję ta sama niemoc i ta sama (mini)rozpacz, i (wielka)bezsilność. To samo wielkie lenistwo.

Motywem przewodnim mojego wywodu pt. "Dlaczego..?" niech będzie piosenka znaleziona na facebook'owej tablicy mojej koleżanki, Michaliny. Nie ukrywam, że towarzyszy mi już drugi dzień... i cudownie ukazuje moje... rozluźnienie. Zbyt duże rozluźnienie.


Życzę Wam/Nam dużo, dużo siły i zaparcia. Energi i determinacji. Wierzmy, że się uda. I brnijmy przez to, z szampanem. Powodzenia!

TK.

7 komentarzy:

  1. Puściłem sobie Teresę w tle i spróbowałem odpowiedzieć na pytanie, dlaczego "mi się nie chce". Ale wiesz co, no... nie chce mi się:P

    Żeby jednak nie zakończyć na braku pomyślunku, powiem Ci co zauwazylem. W moim przypadku "nie chce mi się" jest tym silniejsze, im sielniejszy jest przymus z zewnątrz :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak bardzo to uniwersalne :D Najlepiej sobie wytłumaczyć to tak, że sesja zawsze się zaczyna w złym momencie i nikt z tym nic nie zrobi :) Przynajmniej sumienie jest czyste :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypoomniałeś mi, że sesja się zaczęła!!! Koniec internetu na dzisiaj! Chociaż, może jeszcze chwilę... :D

      Usuń
  3. Jak to dobrze mieć te czasu za sobą :P.
    Dasz rade-zawsze są drugie terminy ;)

    ps.A po sesji montuj disqussa-fajny blog nie może tego nie miec! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurde, mam tak samo �� Już drugie podejście do studiowania, niby z sukcesami, ale niechęć jest silniejsza ode mnie... P.S. Polecam serial Mad Men ��

    OdpowiedzUsuń
  5. Tia i słynne "zeby mi sie tak chciało jak mi się nie chce" :D

    OdpowiedzUsuń
  6. O to to, sesja po prostu jest i nijak się jej nie przeskoczy :)

    OdpowiedzUsuń