Styczeń, to miesiąc, za którym, tak delikatnie mówiąc, studenci nie przepadają. Nie dość, że trzeba wrócić do życia, do szarej rzeczywistości po tej świątecznej sielance, to już na dzień dobry dostaje się w pysk, bo przecież styczeń, to miesiąc zaliczeń, prezentacji, kolokwiów i pierwszych egzaminów. I co w tym złego? I co w tym dziwnego? Przecież każdy student powinien żyć ze świadomością, że właściwie to całe studiowanie właśnie do tego się sprowadza. Że trzeba to zrobić, zdać, napisać, powiedzieć i mieć to z głowy. I studiować dalej...
Więc niech ktoś spróbuje mi to wyjaśnić. Niech ktoś podejmie się łaskawie odpowiedzi na podstawowe pytanie: DLACZEGO, CHOLERA JASNA, TAK BARDZO MI SIĘ NIE CHCE?! Dlaczego organizm, dlaczego mózg buntuje się aż tak bardzo...? Dlaczego sprzątanie mieszkania, przygotowywanie śniadania, obiadu, kolacji, stały się tak ważne i czasochłonne? Dlaczego, no dlaczego, nawet patrzenie w ścianę jest tak ciekawe? Ćwiczenia na siłowni przyjemne, spacery dłuższe... Nie wspominam o serialach, filmach w kinie (chociaż tutaj, to autentycznie ciekawie jest, bo to taki przed-Oscarowy czas)... Dlaczego my, zrozpaczeni studenci (wy nie zrozpaczeni nie czytajcie :) ), robimy wszystko, by się nie uczyć, wiedząc, że i tak tego nie przeskoczymy, że taka jest kolej rzeczy? Sesja w sesję to samo. Sesja w sesję ta sama niemoc i ta sama (mini)rozpacz, i (wielka)bezsilność. To samo wielkie lenistwo.
Motywem przewodnim mojego wywodu pt. "Dlaczego..?" niech będzie piosenka znaleziona na facebook'owej tablicy mojej koleżanki, Michaliny. Nie ukrywam, że towarzyszy mi już drugi dzień... i cudownie ukazuje moje... rozluźnienie. Zbyt duże rozluźnienie.
Życzę Wam/Nam dużo, dużo siły i zaparcia. Energi i determinacji. Wierzmy, że się uda. I brnijmy przez to, z szampanem. Powodzenia!
TK.

Puściłem sobie Teresę w tle i spróbowałem odpowiedzieć na pytanie, dlaczego "mi się nie chce". Ale wiesz co, no... nie chce mi się:P
OdpowiedzUsuńŻeby jednak nie zakończyć na braku pomyślunku, powiem Ci co zauwazylem. W moim przypadku "nie chce mi się" jest tym silniejsze, im sielniejszy jest przymus z zewnątrz :D
Tak bardzo to uniwersalne :D Najlepiej sobie wytłumaczyć to tak, że sesja zawsze się zaczyna w złym momencie i nikt z tym nic nie zrobi :) Przynajmniej sumienie jest czyste :D
OdpowiedzUsuńPrzypoomniałeś mi, że sesja się zaczęła!!! Koniec internetu na dzisiaj! Chociaż, może jeszcze chwilę... :D
UsuńJak to dobrze mieć te czasu za sobą :P.
OdpowiedzUsuńDasz rade-zawsze są drugie terminy ;)
ps.A po sesji montuj disqussa-fajny blog nie może tego nie miec! ;)
Kurde, mam tak samo �� Już drugie podejście do studiowania, niby z sukcesami, ale niechęć jest silniejsza ode mnie... P.S. Polecam serial Mad Men ��
OdpowiedzUsuńTia i słynne "zeby mi sie tak chciało jak mi się nie chce" :D
OdpowiedzUsuńO to to, sesja po prostu jest i nijak się jej nie przeskoczy :)
OdpowiedzUsuń