Od kilku dobrych tygodni w Muzeum Narodowym w Krakowie możemy oglądać najnowszą wystawę "Modna i już! Moda w PRL". Nie ma co ukrywać - już teraz (pomijając fakt, że od premiery minęło zaledwie niecałe pięć tygodni) można z całym przekonaniem powiedzieć, że odniosła wielki sukces. Przyciąga pasjonatów i pasjonatki mody z całej Polski, bo mimo że to na pozór, tak mało skomplikowany pomysł - czegoś takiego jeszcze nie było. Nie ukrywam, że na wystawę tę poszedłem z dość dużymi oporami (starałem się wymigać jak mogłem), raczej w charakterze osoby towarzyszącej. Modą się trochę interesuję, ale raczej męską, poza tym bez przesady, żeby aż na wystawy modowe chadzać... Jak się okazało, po kilkudziesięciu minutach wyszedłem naprawdę zadowolony. Dlaczego? Czym mnie kupiono?
Zamysł jest niby prosty: pokazujemy ubrania z PRLu. Pokazujemy koloryt, oryginalność, pomysłowość. Codzienność. Kreacje proste, te na imieniny i prywatki, te z paczek od rodziny zza granicy, ale i wyszukane, od słynnych w tamtych czasach projektantów. Wystarczy sięgnąć do historii, czy nawet, tak popularnych, rodzinnych opowieści (bo nie uwierzę, że nikt nigdy przy, dajmy na to, imieninowym stole, nie wspomniał niczego, co dotyczyłoby tamtych czasów), by wiedzieć, że to właśnie między innymi w modę uciekano przed szarą, ponurą i okrutną rzeczywistością. Kobiety zawsze chciały być atrakcyjne i już wtedy podążały za modą z zachodu, jednak, jak możemy się domyślać, nie należało to do najłatwiejszych czynności, gdyż, po pierwsze - nie były to najbogatsze czasu, a po drugie, półki sklepowe były najnormalniej w świcie puste. W związku z tym - to wystawa o olbrzymiej kreatywności, przedsiębiorczości i fantazji Polek żyjących, dorastających w latach od 1945-1989 roku.
To, co mnie zachwyciło (oprócz rzecz jasna dokładnie opisanych kreacji), to muzyka. Fantastycznie przenosi w czasie, idealnie komponuje się z całością, dopełnia jej. Rewelacja. Możemy usłyszeć wielkie hity tamtych lat. Poza tym, możemy zobaczyć kącik poświęcony Maryli Rodowicz, którą tak bardzo uwielbiam. Wyjście to potraktowałem trochę, jak taką lekcję historii, tym bardziej, że nie ukrywam, iż od dawna interesuję się tymi czasami, ich kolorytem w wszechobecnej szarości (dowód? Temat mojej pracy maturalnej, to: "Obraz PRL-u w literaturze i sztuce"). Ciągle łapałem się na poszukiwaniu kreacji ze zdjęć rodzinnych, babci, cioć i mamy- a co najlepsze, znajdowałem je!
Jedyną, jak dla mnie wadą, jest pominięcie mody męskiej. Tak, jest kilka "zestawów" (dwa, albo trzy), ale nie oszukujmy się - czym są te dwa stroje męskie przy kilkudziesięciu damskich? Rozumiem, że to kobiety w tamtych czasach stroiły się, starały się wyróżnić, były barwne i modne, tak za wszelką cenę, ale nie zapominajmy o tym, że mężczyźni też chcieli dobrze wyglądać.... Fajnie byłoby pooglądać garnitury z tamtych czasów, czy stroje dnia codziennego. Poza tym szczególikiem, który nie ukrywam - podirytował mnie, nie mam się do czego przyczepić. Jestem pod wielkim wrażeniem pomysłu, przygotowania, rozmachu, oddania klimatu i kolorytu... i w sumie, to z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że bardzo pozytywnie się zaskoczyłem.
Zgodnie z tym, co już wcześniej napisałem - polecam nie tylko pasjonatom mody, ale każdemu kto lubi koloryt PRL-u, kto w jakikolwiek sposób interesuje się tamtymi czasami. To naprawdę świetna podróż w czasie... i jak dla mnie, lekcja historii.
~
Zdjęcia są własnością Muzeum Narodowego w Krakowie.

Zdjęcia ewidentnie podkreślają, że PRL... miał swój urok!
OdpowiedzUsuńJak to moja mama mówiła - jak można było dostać, to się samemu szyło ;) Tak więc powstawały kreacje naprawdę unikalne i na swój sposób wyjątkowe. A gdyby Kraków był bliżej na pewno już bym tam była! :D
OdpowiedzUsuńW tych czasach peerelu, które pamiętam znacznie łątwiej było o oryginalność niż teraz. I nie jest powiedziane, że mężczyźni nie starali się wyróżnić. Wyróżniali się, chcąc niechcąc, ponieważ garnitury szyte na miarę były wtedy czymś powszechnym, nie jak dziś - ekskluzywnym. Gama materiałów garniturowych, zarówno niezrównanych bielskich wełen, jak toruńskich elan, czy mieszanek, byłą szeroka i każdy mógł wybrać na swój gust i kieszeń. Tak, że zdecydowana większość garniturów, marynarek, czy spodni, to były produkty oryginalne, bo wytworzone w pojedynczych egzemplarzach. Do tego te swetry dziergane przez matki, żony, czy kochanki zapewniały niepowtarzalność o jaka dziś trudno. Nawet kupując sweter od słynnej marki mamy świadomość, że identyczny ma jeszcze kilka tysięcy panów.
OdpowiedzUsuńA damskie stroje były na prawdę żurnalowe: kupowało się żurnale, do tego dobierało materiał i leciało do krawcowej. I to było powszechne. Nawet dzieci miały ubrania szyte na miarę. Pamiętam mój pierwszy szkolny płaszczyk z pięknego granatowego lodenu, ze stójką wykończona popielata "krymką" czyli karakułowym futerkiem uszyty w/g projektu mojej Mamy. Czy kurtkę "budrysówkę" brata...
Ale czad! Muszę zabrać Małża! Suknia na 3 zdjęci mnie zachwyciła! Nie wiesz może do kiedy jest ta wystawa? :)
OdpowiedzUsuńTakie wystawy mają swój klimat. Szkoda, że akurat nie mnie w Krakowie. Cieszę się, że tego typu programy nabierają rozpędu. Może, jako społeczeństwo, będziemy kiedyś w stanie spojrzeć na PRL pod nieco innym kątem i w innym (a-politycznym) kontekście.
OdpowiedzUsuń