Czas gna nieubłaganie - pamiętam, jak rok temu pisałem notkę właśnie o tym rozdaniu nagród. GRAMMY AWARDS, to najważniejsze nagrody w przemyśle muzycznym - zazwyczaj pozwalam sobie je porównywać do OSCARÓW (film), czy medali na Olimpiadzie (sport) - tak, wiem, to lekka przesada, ale obrazuje, jak dużo znaczą dla muzyków i to, jak przewyższają rangą pozostałe nagrody. Cały świat, a raczej jego część zainteresowana muzyką, z zapartym tchem czeka na wyniki... i na występy. Rok temu triumfował Sam Smith, a jak było w tym roku? Kto dał czadu na scenie? Przekonajcie się sami!
Nie ukrywam, że coraz bardziej zgadzam się z głosami, jakoby Grammy stawało się bardzo stronnicze, swego rodzaju polityczne. Często pupilki amerykańskiej Akademii Sztuki i Techniki Rejestracji, dostają wyróżnienia za utwory, na które kiedyś nikt by nawet nie spojrzał, bo najnormalniej w świecie byłoby to poniżej poziomu przyznawanej nagrody. Poza tym występy, bardzo często są na niskim poziomie, co też wydaje się być niedopuszczalne. No ale cóż... w życiu bardzo przydatna jest umiejętność dobierania kochanków - trzeba wiedzieć z kim spać, ot tyle. Nie zmienia to faktu, że coraz więcej ludzi odwraca się od GRAMMY, przestaje je śledzić, dopingować, kibicować; wielu artystów je bojkotuje. Ale wiadomo - to wszystko na nic. GRAMMY AWARDS przez lata wypracowały sobie taką rangę, że kilka głosów sprzeciwu nie znaczą dosłownie nic. W dalszym ciągu, każdy muzyk chce być zapowiadany jako "Grammy Awards Winner" (no na przykład Beyonce, to "21 Grammy Awards Winner"), bo to coś podobnego do Oscara przy nazwisku aktora, na każdym plakacie promującym następne filmy...
Co ciekawego działo się na gali w tym roku?
No właśnie, w sumie, to... nic. Jeżeli chodzi o nagrody - raczej bez zaskoczeń. Miałem nadzieję że Taylor nie dostanie za najlepszy album, a dostała. Za pop album jej się należało. Nagranie roku (zasłużenie) Bruno z Markiem za "Uptown Funk" (dostali jeszcze za najlepszy popowy duet), a piosenka roku (o dziwo) nie dla Taylor, a dla Eda Sheeran'a - bardzo się cieszę, nie ukrywam, bo to fajny chłopak jest i utalentowany do tego, a "Thinking Out Loud", to naprawdę dobry kawałek. Hitem, a zarówno potwierdzeniem tego, że GRAMMY arcy-prestiżowe czasy ma za sobą, jest nagroda dla... PITBULLA - z grzeczności się nie wypowiem. Zbulwersowała mnie też nagroda dla nowego artysty - dostała ją ta dziewczynka, Meghan od "All About The Bass" (serio!), a nominowany był na przykład doskonały muzycznie James Bay, czy Tori Kelly - ale tak jak wspominałem, sztuką jest wiedzieć z kim spać.
ZWYCIĘZCY NAJWAŻNIEJSZYCH KATEGORII
WYSTĘPY - na razie słaba jakość, ale będę aktualizował.
Co do występów - też jakoś bez rewelacji. Rihanna odwołała w ostatniej chwili, a szkoda, bo byłem ciekaw, co tym razem przygotowała. Powinna promować tą słabiutką płytę... a nie promuje. Adele miała być wykonawcą wieczoru, a przez cały występ miała problem z nagłośnieniem, to była jakaś masakra (muzycznie) - w rezultacie, był to jej najgorszy występ ever. Występował też Justin Bieber, który pozytywnie mnie zaskoczył. Po scenie poskakała Taylor-Sraylor-Swift, nawet nieźle jej to wyszło; Kendrick Lamar, The Weekend i James Bay też wystąpili i dali czadu. Zaprezentowano tribute dla Lionela Richiego i dla zmarłego Davida Bowiego.... ogólnie, to czym chata bogata, a w sumie bez szału jakiegokolwiek. [całkiem możliwe, że tych wideo zaraz nie będzie, ale obiecuję, że będę się starał je aktualizować]








Jednak pomyliłam się do co oceny, że nie będzie tutaj nikogo kogo słucham. The Weeknd, Ed Sheeran są ok :) ale ta Megan Traior już nie :)
OdpowiedzUsuńTaylor Swift !! <3
OdpowiedzUsuń