2/12/2016

ZJAWA - recenzja filmu.


Niekwestionowany tegoroczny faworyt do Oscara dla najlepszego filmu... ale nie tylko, bo i dla najlepszego reżysera i (co jest dość szokujące i mimo wszystko ciągle nie do przewidzenia) dla najlepszego aktora pierwszoplanowego. Ale czy Leoś tym razem zadowolił Akademię Filmową? Czy "ZJAWA", to produkcja, która rzeczywiście tak bardzo zachwyca, czy tylko zachwycać powinna? Odpowiedzi na te pytania postanowiłem poszukać sam. Co wywnioskowałem? I co sądzę o tej całej "ZJAWIE"? 





To historia, która na pierwszy rzut wydaje się być dość prosta - poznajemy Hugh'a Glassa (w tej roli fenomenalny Leonardo DiCaprio), który pozostawiony w samym środku lasu po ataku niedźwiedzia, w stanie (delikatnie mówiąc) krytycznym, walczy o przetrwanie, by pomścić zabitego syna. Akcja rozgrywa się w 1823 roku w Górach Skalistych i jest częściowo oparta na faktach. I pierwsza myśl jaka przychodzi - historia jakich wiele, sam też tak pomyślałem, ale po obejrzeniu stwierdzam, że to historia, która porusza i jest warta uwagi, ba, owacji na stojąco. Dlaczego? Bo to opowieść o przeciwstawianiu się trudom życia. O walce mimo wszystko, o pokonywaniu swoich słabości, oszukiwaniu ciała i organizmu. O wielkiej miłości i chęci, ba, pragnieniu zemsty, które dodaje siły, wzmacnia i podnosi. O samotności, radzeniu sobie z nią i świadomości, że życie już nigdy nie będzie takie samo.

Leonardo. Ten pan musiał zrobić coś złego, czymś się porządnie narazić, by Akademia Filmowa nie lubiła go tak bardzo. Oscar przeleciał mu koło nosa już 4 razy, tyle, że on dosłownie prawie go trzymał, za każdym razem. Tegoroczna nominacja za "ZJAWĘ", jest już jego piątą i jeśli go nie dostanie, to będzie to czysta złośliwość. Bo zasłużył, zasłużył jeszcze bardziej, niż ostatnie cztery razy.... Co do samej roli - spisał się, bo to niesamowicie trudna rola. Widać, że pracował nad nią od dawna, że wymagała od niego wielu poświęceń (już samo to, że jest wegetarianinem, a "jadł" surowe mięso, robi wrażenie), treningów (scena walki z niedźwiedziem była tak realistyczna, tak doskonała, że ja dalej jestem pod wrażeniem). Doskonale oddał każdą emocję, każdy w stan, w którym znajdował się bohater - opiekuńczość, miłość, ból, rozpacz, nienawiść, stanowczość, upór. Był tak autentyczny, tak skupiony, tak przerażająco i realnie wykończony, że ja to kupuję. Jego łzy ze sceny pożegnania z synem, ciągle siedzą mi w głowie.... Pokazał prawdziwą, najprawdziwszą walkę bohatera z przyrodą i ze samym sobą, z własnym ciałem, z bólem. I biję brawo na stojąco! Życzę Leosiowi, z całego serca, upragnionej nagrody, ale nie dlatego, że WRESZCIE powinien ją dostać, a dlatego, że najnormalniej w świecie - ZASŁUŻYŁ.


Fenomenalne zdjęcia, za które należą się wielkie, wielkie brawa - coś niesamowitego, jak pięknie, jak doskonale można uchwycić przyrodę, krajobrazy. Co ciekawe, każdą scenę kręcono tylko i wyłącznie przy pomocy naturalnego światła, przez dni zdjęciowe znacznie się zwiększyły, ale było warto! Efekty pracy pana Lubezki'ego są co najmniej zachwycające. Nawet mój współlokator pochwalił, a on krytykuje wszystko, dla samej zasady.... [ ;) ]. Do tego doskonały montaż, bardzo dobra muzyka, Kolejne pochwały, a właściwie, to od tych zacząć powinienem, należą się panu Alejandrowi González Iñárritu, reżyserowi, bo zrobił film ze smakiem; sprawił, że możemy wejść w psychikę głównego bohatera, doskonale połączył wszystkie skrajności, z których produkcja się składa. Trzymał widza w napięciu o starał się nie spuszczać z tonu. Rok temu otrzymał 3 Oscary za chwalony na całym świecie film - "BIRDMAN" (film, reżyseria i scenariusz), a w tym roku ma bardzo realną szansę na 2 dodatkowe, za "ZJAWĘ" (film i reżyseria), właśnie... Jakby nie było, podnosi sobie poprzeczkę i zdecydowanie nie spoczywa na laurach. Ja trzymam za niego kciuki, bo spisał się na medal. No dobra, na Oscara, medali mu oszczędzimy.




Tutaj wszystko do siebie pasuje, wszystko jest przemyślane. Rewelacyjne aspekty techniczne - reżyseria, zdjęcia, muzyka, montaż. Doskonały kunszt aktorski, rewelacyjna kreacja aktorska Leonrado DiCaprio, z resztą to samo tyczy się aktorów drugoplanowych. To film, który zostaje w człowieku... Nawet jeśli fabuła, czy gra aktorska w jakiś sposób nie sprosta oczekiwaniom, to za zdjęcia i montaż ręczę. REWELACJA. Mam szczerą nadzieję, że Akademia Filmowa też zachwyci się tą produkcją i odpowiednio ją za to wynagrodzi, bo naprawdę warto. Najbardziej zależy mi na Oscarze dla Leo - bo według mnie, tym razem naprawdę nie mają się do czego przyczepić. Pytanie - czego oni oczekują, bo Leoś, to już nie wie jak poświęcić się dla roli, by być zauważonym. W "ZJAWIE", dał czadu. Dziwię się, że nie ma nominacji właśnie za zdjęcia, ale cóż... w Akademii to chyba czasami trzeba wiedzieć z kim spać. Jakby nie było - film jest jeszcze w kinach, a ja polecam z całego serca!




TK.

5 komentarzy:

  1. Zjawa... zobaczymy. Słyszałem różne opinie. Przeczytałem Twoją recenzję (tak na szybko - niestety) i widzę, że najwyższy czas samodzielnie zapoznać się z filmem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro już kreujesz się na wielkiego znawce kina, muzyki i czego tam jeszcze chcesz, to może powinieneś trochę zmienić styl wypowiedzi? Uderzająco mieszasz prywatny, kolokwialny, potoczny styl z napuszonym, naukowym. Czyta się to bardzo źle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć,
      dzięki za komentarz i uwagi - postaram się wyciągnąć z nich wnioski. Ale warto zaznaczyć, że każdy kto czyta moje wypociny wie, że na nikogo się nie kreuję, a już na pewno nie na znawcę czegokolwiek. To moja opinia, która może zachęcić do czegoś, może zniechęcić, a może w ogóle nie wpłynąć na cokolwiek. Jeżeli chodzi o styl wypowiedzi - wiem, masz rację. Ale tak już piszę, sam głośno się z tego śmieję. Moim stałym czytelnikom, to nie przeszkadza, ale może masz rację? Może powinienem przyjąć bardziej formalny styl i nie prezentować wszystkiego na raz? Dzięki, raz jeszcze, za uwagi!

      Usuń
  3. Moim zdaniem zasłużył za wcześniejsze role, kiedy właśnie Oscary go ominęły. Tam był wybitny, tu jest tylko bardzo dobry. Na filmie się nudziłam. Można powiedzieć, że jeśli widziałeś trailer- widziałeś cały film, bo reszta nic nowego nie zdradza. No i zakończenie tak żałośnie proste do przewidzenia... Niestety tu Hardy zagrał dla mnie ciekawszą postać niż Glass. Zdjęcia też dobre, ale nie widzę powodu do takich ochów i achów. "Macbeth" był w tym roku niezrównany, ale Akademia Filmowa przy nominacjach bezczelnie go zignorowała. Widziałeś? :)

    OdpowiedzUsuń