8/13/2016

o koncercie Rihanny słów kilka...


Ponad tydzień temu wydarzyło się coś, co bardzo mnie zaskoczyło - razem z moim współlokatorem wygraliśmy bilety na koncert Rihanny. Dziwna sprawa, tym bardziej, że po pierwsze - nigdy w życiu nic nie wygrałem, a po drugie - całkowicie już o tym zapomniałem, bo od momentu, w którym dla beki wzięliśmy udział w konkursie zorganizowanym przez TIDAL minęło kilka dobrych tygodni - mieliśmy ułożyć playliste wykonawców, z którymi Rihanna (według nas) powinna w przyszłości coś nagrać. No i stało się...  Pojechaliśmy, pooglądaliśmy, posłuchaliśmy i nawet potańczyliśmy... Ale w sumie, to jak było?




Myślę, że już na samym początku powinienem podkreślić to, że nie jestem wielkim fanem Rihanny, co oczywiście nie zmienia faktu, że dobrze znam jej muzykę. Powiem nawet więcej - jest wiele kawałków, które naprawdę bardzo lubię. Do czego zmierzam? Moja opinia będzie bardzo obiektywna. Mam nadzieje, że przez kilka zdań, które tutaj padną, fani Rihanny mnie nie zabiją.

 Prawda jest taka, że nie wydałbym pieniędzy na jej koncert, ale bardzo się ucieszyłem, że ją zobaczę - tym bardziej, że TIDAL bardzo się postarał i sprezentował nam bilety w sektorze położonym bardzo blisko sceny. Cieszyłem się tym bardziej, że nigdy wczesnej nie miałem okazji być na tak dużym koncercie artystki znanej na całym świecie - Open'er to festiwal, a to zdecydowanie co innego... O tym, że wygraliśmy dowiedzieliśmy się zaledwie kilka dni wcześniej - na szczęście udało się kupić tanie bilety PKP - komfort komfortem, ale dojechaliśmy i nawet wróciliśmy... jakoś (odpuszczę sobie opowieści, ale to była najgorsza podróż w moim życiu, serio). Co sądzę o koncercie? Trzeba zacząć od tego, że według mnie wrażenia każdego ze zgromadzonych, zależą przede wszystkim od oczekiwań. Na pewno jeśli ktoś liczył na to, że Rihanna zaśpiewa tylko znane kawałki, z koncertu wychodził zawiedziony. Ludzie zapominają, albo prostu nie zdają sobie sprawy z tego, że jeśli artysta wyrusza w trasę koncertową, to przeważnie promuje coś nowego - tak też było w tym przypadku. Bardzo dużo piosenek z nowej płyty, za którą osobiście nie przepadam i uważam, że akurat te momenty były mocno średnie - oczywiście nie licząc kawałka "WORK", który właściwie zaśpiewali za nią fani i rewelacyjnego popisu wokalnego w "LOVE ON THE BRAIN" którym to Panna R. udowadnia, że potrafi śpiewać, tylko chyba... się jej nie chce. Po drugie, jeśli ktoś liczył na popisy wokalne godne Celine Dion, to też mógł poczuć się rozczarowany, bo Rihanna w wielu momentach mikrofon oddawała publiczności. Często tylko pokrzykiwała, a w trudniejszych momentach najnormalniej w świecie odpuszczała. Po trzecie i chyba ostatnie - jeśli ktoś oczekiwał szalonej scenografii, barwnych kostiumów, wizualizacji, to też się ich jakoś nie doczekał, bo artystka akurat w tej trasie stawia na minimalizm... a w sumie szkoda.

Wychodzi na to, że generalnie jestem na nie, prawda? Nic bardziej mylnego. Naprawdę bardzo dobrze się bawiłem. Może wynika to z tego, że nie nastawiałem się na poruszone wyżej aspekty. Wiem, że Rihanna ma dziwny sposób bycia na scenie, że może sprawiać wrażenie znudzonej. Wiem, że nie dośpiewuje wszystkiego, co powinna. Wiedziałem też, że w tej trasie stawia na minimalizm i że w dużej mierze będą to piosenki z nowej płyty. Ale to nie zmienia faktu, że oprócz nich można było bawić się do tych znanych i bardzo lubianych. Weźmy np. 2 pierwsze kawałki - "STAY" i "LOVE THE WAY YOU LIE" - no rewelka, mimo że w tej drugiej, wszystko co trudniejsze dośpiewała publiczność. Była też "UMBRELLA", czy "BITCH BETTER HAVE MY MONEY", ale nie ukrywam, że najlepiej bawiłem się podczas piosenek: "WE FOUND LOVE" zmiksowanej z "HOW DEEP IS YOUR LOVE?" i "WHERE HAVE YOU BEEN?". Cały Narodowy tańczył. Kiedy najgłośniej śpiewałem? Zdecydowanie podczas "DIAMONDS" (jaki to był rewelacyjny widok, kiedy cały narodowy włączył latarki, magia, po prostu magia) i "FOURFIVESECONDS". Ale musicie mi uwierzyć, że jednego jej nie wybaczę - nie zaśpiewała "ONLY GIRL", a szkoda, bo rozgrzałaby publiczność jeszcze bardziej.


Czy było warto? Tak. Czy pojechałbym raz jeszcze? Tak, chociaż, wiadomo, miałem bilet za darmo... Co sądzę o Narodowym? Wiem, że ludzie bardzo narzekają na ten stadion, tym bardziej podczas koncertów. I wierzę w to. Ale w miejscu, w którym stałem ja, było naprawdę bardzo spoko. No ale, to płyta, nie trybuny. Generalnie, jestem bardzo zaskoczony - pozytywnie, rzecz jasna. Zaskoczony, bo Rihanna nie była znudzona, dużo się uśmiechała, sporo tańczyła, nawet nieźle (jak na nią) śpiewała. Było naprawdę bardzo fajnie. Dobrze się bawiłem, a przecież o to chodziło ;) No i drodzy Państwo, Panna R. zapełniła prawie cały stadion i za to należy się jej szacun.

TK.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz