10/02/2016

październik.


02 październik 2016 roku. Jesień. Koniec studenckich wakacji. Powrót do Krakowa. Zastanawiam się, czy z tej okazji więcej we mnie radości i ekscytacji, czy jakiegoś, trudnego do sprecyzowania niepokoju i strachu. Niepokoju związanego z nowymi wyzwaniami, które znów przyniesie to miasto. Z ponownym pędem, trudnościami, rozłąką i narastającą tęsknotą. Ciężko się przestawić. Ciężko z dnia na dzień całkowicie zmienić tryb życia. Znów być zależnym tylko od siebie. Znów walczyć o swoje miejsce i szukać... szukać czegoś, co właściwie trudno nazwać. Siebie? Nieustająco. Trudno znów być tak... daleko.





Czas, który spędziłem na Podkarpaciu, w domu, był dobry i potrzebny, ale jak mówi polskie przysłowie - co za dużo, to niezdrowo. Niemniej jednak odpocząłem, naładowałem akumulatory i poukładałem myśli, a przynajmniej mam taką nadzieję. Naprawdę tego potrzebowałem, mimo że nie przypuszczałem, iż wyhamuje aż tak gwałtownie. Przyznam się bez bicia - rozleniwiłem się, zgnuśniałem... stąd ta przerażająca i zdecydowanie krępująca cisza na blogu. Napisałem kilka szkiców, zapisywałem myśli, ale (jak dotąd) nic z tego nie wyszło. Spędziłem cudowne dni nad morzem... i tak sobie myślę, że chyba nigdy nie byłem tam tak szczęśliwy i spokojny (o tym, może kiedy indziej). Po powrocie każdy wrześniowy dzień wyglądał całkiem podobnie - odprowadzałem siostrę do szkoły, oglądałem namiętnie "NASZ NOWY DOM" zalewając się łzami (obejrzałem wszystkie odcinki), z resztą , oglądałem wszystkie programy rozrywkowe; trochę ogarniałem dom, spotykałem się z fajnymi ludźmi, z którymi chciałem nadrobić zaległości. Nie za dużo myślałem. Mało czytałem. Prawie nie oglądałem filmów. Przytyłem jeszcze bardziej. Po prostu byłem. Sam ze sobą. I nawet nie przypuszczałem, jak bardzo tego potrzebowałem... Z resztą, jakiś czas temu znalazłem piękny cytat Edwarda Stachury, który cudownie to obrazuje: "Ja się czuję bardzo bezpiecznie, jak jestem sam. Najwięcej. Bardzo mi jest dobrze ze sobą samemu. Ja od razu powiem temu, który mnie odkryje, żeby się na mnie nie gniewał, jak sobie będę odchodził trochę co jakiś czas." 

Z drugiej strony, myślę sobie, że chyba trochę, tak mimo wszystko, nie mogę się doczekać powrotu do mojego miejsca na ziemi. Bo jak niejednokrotnie już wspominałem (żeby nie powiedzieć, iż przy każdej możliwej okazji) Kraków niewątpliwie nim jest. Mimo że ze względu na mój dziwny tryb życia nigdy nie poznałem go zbyt dobrze, to z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że po dwóch miesiącach rozłąki tęsknie... już chyba nawet za smogiem. I za "rozlazłością" Krakusów. Za starym miastem, Wisłą i winem Fresco pitym po kryjomu. Za wszechobecnymi papierosami (bo według mnie Kraków, to miasto palaczy), za spóźniającymi się tramwajami, które nigdy nie wiadomo czy dojadą do celu. Za szeroko pojętą kulturą i artyzmem unoszącym się w powietrzu. Za wszystkim na wyciągnięcie ręki... Za wieczorami na moim prywatnym balkonie, wsłuchiwaniem się w pędzące gdzieś w dali samochody. Lubię to i bardzo chciałbym, aby ten trzeci rok w tym mieście był trochę inny. Chyba trochę taki... mądrzejszy, bardziej świadomy, obecny. Mimo że postanowiłem nikomu niczego nie obiecywać, nawet, ba - przede wszystkim sobie niczego nie obiecywać, to zależy mi, by w tym roku trochę bardziej zaprzyjaźnić się z Krakowem, poznać go dużo lepiej, nadrobić braki; chyba, by wyjść do ludzi. Zlikwidować niechęć do jesieni i wyrzucić z głowy myśl, że jeszcze nigdy w moim życiu nic dobrego nie przyniosła. Cieszyć się każdym dniem. I niezmiennie - odpuścić sobie. Bo nie warto się spinać. Nie warto szukać problemów na siłę, a tym bardziej ich wyczekiwać. Liczy się tylko tu i teraz. Czas zaakceptować wszystko co mam i jak mam i się tym cieszyć, bo jest dobrze.


TK.

1 komentarz:

  1. Cytat ląduje na mojej liście. Mam dokładnie tak samo. Pomimo miłości do spotykania się z ludźmi - uwielbiam być sama. Potrzebuję czasu dla siebie, chwili spokoju.
    I Kraków też kocham. To moje miasto. Najbardziej kocham to, że dla mnie to codzienność, a dla turystów punkt do odhaczenia na mapie, gdzie wszystko ich zachwyca. A ja na to "wszystko" patrzę z zupełnie innej strony. Spokojniej, dokładniej...

    OdpowiedzUsuń