6/25/2015

wakacje - czyli KINGowy wywód o sesji, o wyprowadzce i ludziach.

 

 Czas leci tak szybko, że ludzki rozum pojąć tego nie może. Przynajmniej mój nie. Dopiero przeprowadzałem się do Krakowa, podekscytowany i jeszcze bardziej przestraszony, przejęty nowym życiem, a już za mną dwie sesje i pierwszy rok studiów. Dziwne. I chyba trochę niepokojące, bo jak całe studia tak szybko przelecą, to co będzie? Przecież to dosłownie jedno pstryknięcie i... i tyle. A to taki dobry czas. Boże, tak bardzo dobry...





Wakacje. Czas, na który czeka każdy z nas, niezależnie od tego, czy chodzimy do podstawówki, liceum, czy bujamy się na czymś wyższym. W tym roku moje pierwsze studenckie wakacje. Po kilku tygodniowej walce, po rozwaleniu 8 egzaminów należy się odpoczynek, zdecydowanie. Dużo stresu, pewnie często całkowicie niepotrzebnego - ale jak się nie stresować, kiedy walczysz o przetrwanie? Ja nigdy się tego nie nauczę, a bardzo bym chciał. Do tego dochodzi ból nauki (mnie bolało bardzo, ostatnie dwa egzaminy, a właściwie nauka do nich to była czysta katorga) + walka z lenistwem - umyte podłogi, poukładane w kosteczkę ubrania w szafie, codziennie czasochłonny obiad (najlepiej taki, który trzeba nieustannie pilnować), przeczytane internety; nawet śmieci, cholera jasna, się lepiej wynosi! Bo czego się nie robi, żeby się nie uczyć?

Odnoszę wrażenie, że sesja zimowa, ta pierwsza, to była taka rozgrzewka. Teraz nie było tak przyjemnie. Nie żeby była banalna, bo to to na pewno nie, ale na pewno lżejsza. A teraz? Bardzo, bardzo dużo materiału do opanowania w krótkim czasie. Dużo niepotrzebnych rzeczy (jak to na studiach, nie oszukujmy się). Sprany mózg. Sprany i zmęczony. W sumie to się nie dziwię, napracował się i nie zawiódł.



Dziwnie wyjeżdża się z Krakowa z myślą, że na tak długo (bo co najmniej 2 miesiące). Polubiliśmy się z Krakowem, oj bardzo. Ale, że tak będzie wiedziałem już w trzeciej klasie szkoły podstawowej - na wycieczce szkolnej stojąc pod Mariackim powiedziałem: "w Krakowie będę kiedyś mieszkał...". Jeszcze dziwniej było wyprowadzać się z mieszkania w którym przez ostatnie, tak ważne (bo pierwsze) miesiące żyłem. Pakowałem te wszystkie klamoty (swoją drogą - ile ja mam ciuchów!) i było mi...no tak dziwnie. Sentyment pozostanie na zawsze. A czego żal mi najbardziej w tej wakacyjnej wyprowadzce? Ludzi. Każdy rozjeżdża się w swoją stronę Polski. Nie wyobrażam sobie nawet, jak to będzie przez te kilka tygodni bez osób, które były tak OBECNE... Poznałem wspaniałych ludzi i to cieszy mnie najbardziej.

Nie chciałem o tym pisać, by nie zapeszyć, ale teraz już mogę - uwielbiam, uwielbiam moje studia. Kierunek bardzo mnie zadowala, jest taki, jak chciałem, by był. Wiadomo, raz jest lepiej, raz gorzej, ale ogólnie rzecz biorąc jest dobrze. Ludzie są przecudowni. Tak przyjacielscy, tak pomocni, tak życzliwi... Każdy pomaga sobie jak może. Zero rywalizacji. Chcesz notatki - proszę bardzo! Pomóc ci pisać egzamin? Proszę bardzo! COŚ WSPANIAŁEGO. I można zapytać - co w tym dziwnego? A to, że rozmawiając ze znajomymi z innych uczelni, kierunków, dowiaduje się, że tacy ludzie to prawdziwy skarb, który już się prawie nie zdarza. Pod koniec roku jakoś tak się zakolegowaliśmy jeszcze bardziej (wiadomo, przy ponad 100 osobach znać każdego bardzo dobrze jest rzeczą niemożliwą) i zrobiło się jeszcze lepiej - z resztą wczorajsza domówka, gdzie prawie cały rok imprezował w jednym mieszkaniu to świetny przykład tego, że jest dobrze. Coraz lepiej. I oby tak zostało.



Odpoczywajmy, po prostu. Należy się nam, a co!

~

TK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz