Trzy główne stacje - TVP, TVN i POLSAT. Wielka gonitwa, jeszcze większa rywalizacja o widzów. Pytanie: o jakich? Stacje oferują (podobno) wszystko - jest profesjonalne, piekielono- ogniste gotowanie, gdzie bardzo starają się uczestnikom do reszty zryć banię, przez to amatorskie z ubawioną i jakby pijaną (przepraszam) Magdą Gessler, żyjącą w swoim świecie i serio wyobrażającą sobie, że jest wielką kucharką i restauratorką. Jest też Ewa Wachowicz, która poleca wszystko, ale w sumie to nie wiem, jaki rodzaj gotowania tam serwują - jakby nie było, jest tam Ewa i hasa sobie w sukienkach, czy liczy się coś więcej? W każdym razie, w tej samej stacji tańczą z wiecznie młodym - ba, coraz to młodszym - Krzystofem Ibiszem. Jury ubawione, a Tyszkiewicz to kiedyś umrze na wizji. W sumie, jakby mi zaproponowali żebym tam poskakał, to pewnie (tak naprawdę, to na pewno) bym się nawet nie zastanawiał - tańczyć lubię, a pieniądze nie śmierdzą - każdy człowiek ma swoją cenę, ja też (pomyślałby kto, że za 500 złotych polskich by się nie zgodził).
Dużo śpiewania jest, bo śpiewanie modne, bo przecież śpiewać każdy może - a że czasami lepiej, czasami gorzej, to inna inność. W Polsacie obrażona na cały świat Kora z psem (prywatnie fanem marihuany) i Elą Zapendowską, którą ma tak (delikatnie mówiąc) wszystko i wszystkich GDZIEŚ, że to się w głowie nie mieści. Telewizja publiczna serwuje nam THE VOICE (nie powiem, że nie oglądam) - tam to się dopiero wyprawia: Sadowska skacze i śpiewa, bo góralka, Edytka, w sumie już bardziej jurorka, niż piosenkarka, nie może sobie sama ze sobą poradzić - przechodzi od dziecięcej radości, przez pokazowy profesjonalny profesjonalizm, aż po ból serca wymieszany z wrażliwością najwrażliwszą na tym świecie; Piasek obrażony na cały świat, siedzi jakby za karę, a chłopaki są spoko i złego słowa o nich nie powiem. TVN w tym roku odkrywa talenty (niezmiennie od lat) i lansuje dzieci z krewnymi i nową gwiazdą stacji (hoho) Agnieszką Szulim, która zaręcza się na balach, ot tak - w pakiecie. Każdy program GWARANTUJE karierę po programie i otwiera drzwi do środowiska muzycznego - w rzeczywistości mało kto karierę robi i przez ów drzwi przechodzi. Polsatowskie MBTM wylansowało dwa zespoły - Lemon, który prywatnie lubię i ENEJ, który grał już w każdym mieście w naszym kraju. VOICE przez pięć edycji (!) wylansował dwie "mega gwiazdy", za które śmiem nie dziękować - mówię oczywiście o tym co śpiewał, że któraś tam była TAK BLISKO no i ODKRYCIU SEZONU - tej, co wydaje ciekawe odgłosy i prosi, żeby ją czegoś tam nauczyć, jak jej jest? No tak, królowa polskiej alternatywy (tfu!) Sarsa. TVNowskie MAM TALENT i wcześniej X-FACTOR (świeć Panie nad jego duszą) wybiły prawdziwego geniusza (bez ironii) Dawida Podsiadło, który dałby pewnie radę i bez nich, bo się zna na tym, co robi. Dodatkowo Grzesiek Hyży, co nagrał fajną, popową płytę i Ewelina Lisowska, co włącza niskie ceny. O, jeszcze ten co na akordeonie grał jest fajny i w KAYAXie pracuje, pochwalam.
Mimo wszystko, w stan bezgranicznego zażenowania wprawia mnie program ŻONY HOLLYWOOD. Nie wiedziałem czy mam się śmiać, czy może płakać. Od początku prowadzenia bloga staram się nie używać wulgaryzmów i przy tym, mimo wszystko zostanę, ale ciężko, naprawdę ciężko jest nazwać te panie kulturalnie. Nie mieści mi się w głowie, jak (no bo, cholera jasna - jak?!) telewizja, jakakolwiek telewizja, może lansować takie ludzkie karykatury. Wystarczy obejrzeć jeden odcinek i wsłuchać się w "dialogi". Osobiście polecam pierwszy odcinek drugiego sezonu, kiedy jedna mówi z mega naturalnym american accent coś w stylu: "ten żyrandol kupiliśmy, nie chcę mówić za ilę (to kurde nie mów) ... za 100 tysięcy chyba..." Pozdrawiam serdecznie. Z resztą TOP MODEL z supermodelkami i modelami i Joanną kreowaną na modelkę to też jeden wielki żart - jakby ktoś nie wiedział, Joanna średnio jest modelką robiącą karierę w Stanach (nie wystarczy się rozebrać, mimo wszystko). Poza tym mamy też wzruszonych rolników, czytających listy od wybranek, co szukają żon i szalono-zdesperowane mamy, co chcą wydać swoich obleśnych synków-niedorajdów za jakąś lafiryndę - jak żyć, ja się pytam: jak żyć? Nie zapominajmy o wybitnych serialach paradokumentalnych, tak życiowych, tak naturalnych, tak bardzo poruszających arcyważne tematy. Co ciekawe, każdy z nich (autentycznie) bije rekordy popularności, co mnie dziwi, co mnie niezmiernie smuci. Paradokumenty nie są mi obce (pieniądze i przygoda nie śmierdzą, pamiętajcie!), ale mimo wszystko nie pochwalam.
Kończąc moje i tak już przydługawe rozważania, pozwolę sobie zapytać: co się dzieje z tym światem? Co się dzieje z telewizją? Odpowiadając na wcześniej postawione pytanie, obawiam się, że wina leży po obydwu stronach - telewizja daje nam gówna gówniane, a my to chłoniemy i podnosimy słupki oglądalności.Oczywiście, nie ma nic złego w zwykłym oglądaniu i czerpaniu z tego przyjemności - po to jest telewizja, by bawić, by informować, by rozwijać (a przynajmniej takie są jej oficjalne cechy). Martwi mnie jedynie fakt, który zaobserwowałem - ludzie żyją tym, co w telewizji. Ludzie w to wierzą, ufają, że te programy coś zmienią, że to prawdziwe życie i brak jakiejkolwiek ustawki. Że jak zagłosują, to ten ktoś wygra. Ludzie to chłoną. I to właśnie to jest smutne. Nie potrafimy się zdystansować i najnormalniej w świecie dobrze się bawić, wiedząc, że telewizja rządzi się swoimi prawami, kreuje, często manipuluje i przede wszystkim ZARABIA.
TK.

no już nie pamiętam kiedy ostatni raz włączyłam TV i powiedziałam sobie, że wreszcie jest co obejrzeć.
OdpowiedzUsuńSame ogłupiające programy typu trudne sprawy etc, serio? to chyba wszystko jakieś żarty..
Świat telewizji zmierza donikąd.