Minęło bardzo, bardzo dużo czasu. Nieśmiało wracam. Nieśmiało, bo trochę się boję, że nie mam do kogo i do czego... Niemniej jednak spróbuję. Nie było mnie tutaj 3 miesiące. Trzy długie miesiące, podczas których w moim życiu wydarzyło się tyle rzeczy, że aż nie wiem od czego zacząć i właściwie, to jak zacząć, by Was nie zanudzić... Dlatego też postanowiłem podzielić mój "wielki powrót" na dwie części - pierwszą, będącą mocno skróconym opisem, a właściwie, to przeglądem tego, co najbardziej znaczące podczas mojej blogowej nieobecności i drugą (za dwa-trzy dni) - z kilkoma wnioskami i przemyśleniami.
To był niesamowity czas. Niesamowicie intensywny, wymagający, szybki, ciężki - zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Czas pełen nowych doświadczeń, przygód, nowych znajomości iogromu radości. Niestety, los nie oszczędził mi też zawodu. Zawodu światem, ludźmi i co chyba najgorsze - sobą. Dlaczego? O tym trochę później...
W życiu bywa tak, że przez pewien okres nie dzieje się właściwie nic, ale kiedy już coś się pojawi, to w pełnym pakiecie. Jak lawina spada na Ciebie kilka zobowiązań/wyzwań na raz. Tak było właśnie w moim przypadku i zaczęło się w maju. Nie powiem, żebym wcześniej leżał i pachniał, bo jestem dość aktywną osobą, ale właśnie wtedy spadła na mnie taka... lawina wszystkiego. Pracowałem już w jednej firmie, dostałem propozycję miesięcznej współpracy przy Festiwalu Muzyki Filmowej, a w międzyczasie dwumiesięczny staż w agencji reklamowej. Do tego koniec roku akademickiego = mnóstwo projektów, zaliczeń i sesja - najgorsza, najcięższa i najbardziej wymagająca w moim życiu. I to wszystko tak jakoś na mnie spadło i wgniotło w ziemię. Bo ja, jak to ja - uparty osioł, chciałem złapać kilka srok za ogon... i udało się, prawie. Spałem po 3 godziny, przestałem spotykać się ze znajomymi, wychodzić do kina.... a nawet słuchać muzyki. Miałem zaplanowaną każdą minutę, bo tak naprawdę - musiałem mieć, by wyrobić. Jedno jest pewne - nigdy w życiu nie nauczyłem się tak wiele o pracy "w branży", o sobie, trochę o ludziach... i chyba odkryłem (przynajmniej tak mi się wydaje) ścieżkę zawodową, którą kiedyś powinienem pójść. Którą chyba chciałbym pójść.
Praca podczas 9. FMF, była jedną z najcudowniejszych przygód w moim życiu. Kiedy usłyszałem pytanie, czy chciałbym zostać koordynatorem wolontariatu, zgodziłem się bez chwili namysłu. Z jednej strony ogromnie podekscytowany, a z drugiej przerażony, bo to przecież spore wyzwanie, a jeszcze większa szansa. Teraz wiem, że była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Poznałem masę rewelacyjnych ludzi, z którymi miałem wielką przyjemność pracować i współtworzyć coś wyjątkowego - bo ten festiwal jest co najmniej wyjątkowy, a już na pewno magiczny. To był bardzo, bardzo szybki czas, jeszcze bardziej intensywny. Wypełniony rozmowami telefonicznymi, rekrutacjami, umowami. Czasami biegałem, jak głupi, upocony i zmęczony, ale jedno jest pewne - nigdy wcześniej nie byłem tak zadowolony, tak... spełniony? To dobre słowo. Te kilka tygodni pokazały mi, jak to jest mieć pracę, z której wracasz z uśmiechem na ustach, mimo zmęczenia. Pokazały też, że mimo wszystko, miewam ogromne szczęście do ludzi. Dodatkowo obserwowanie przygotowań i produkcji tak ogromnego przedsięwzięcia, to doświadczenie nie do opisania. I muzyka - orkiestra na żywo, rewelacyjne aranżacje, wizualizacje, efekty. Utalentowani ludzie rozpoznawalni na całym świecie. Za to dziękuję i proszę o więcej, kiedyś... kiedykolwiek. I proszę, by los zsyłał na moją drogę tylko takich ludzi - pełnych pasji, radości życia i zaraźliwej dobrej energii - bo podczas FMF'u zobaczyłem, że można...
___________
__________
___________

Pod koniec czerwca nadszedł czas na OPEN'ERa - festiwal, na który wybierałem się co najmniej 3 lata, a wyszło dopiero teraz. Bilety kupiliśmy dużo wcześniej, kompletnie nie wiedząc jeszcze kto wystąpi, co było dość szalone. To był strzał w dziesiątkę, bo nie dość, że zaoszczędziliśmy około 300zł, to trafiliśmy na jedną z najlepszych edycji tego festiwalu w historii (info od stałych bywalców). Prawda jest taka, że Open'er jest wart każdych pieniędzy. Ta atmosfera, te uśmiechnięte twarze, genialna muzyka i inne atrakcje - coś naprawdę rewelacyjnego, coś czego nie da się opisać, czy pokazać na zdjęciach. 4 sceny, mnóstwo artystów wykonujących właściwie każdą muzykę, do tego wystawy, spektakle, seanse filmowe. Dla każdego coś dobrego, naprawdę. Mega uniwersalne wydarzenie. Świetnie przemyślane, jeszcze lepiej zorganizowane. Ciężko nawet wskazać jeden najlepszy koncert - na pewno przez długi czas będę wspominał Florence, Bastille, Foals'ów, zespół Sigur Ros, czy Tame Impala. A co w tym wszystkim najlepsze? Każdy ma szanse poznać masę nowej, inspirującej muzyki... Tańczyłem i śpiewałem podczas koncertów, na które nigdy w życiu bym się nie zdecydował. W przyszłym roku wrócę na pewno, choćby nie wiem co!
Dużo mniej optymistyczny ciąg dalszy nastąpi...
TK.
___________
ZDJĘCIA FILMIKI SĄ WŁASNOŚCIĄ:





Dziarka świetna i róże nietypowe u faceta :).
OdpowiedzUsuńPiona za vlog! Oby więcej :)
Fajnie ze jesteś :)
ps. Tomasz- montuj disqusa bo te formularze są passe.