9/29/2015

może nad morze?


Jedni lubią słońce, inni deszcz, miasta, wsie, równiny, czy góry, a jeszcze inni morze -bardzo często spotykamy się absurdalnym starciem, porównywalnym z tym warszawsko-krakowskim (równie niewykonalnym): MORZE vs. GÓRY. Bo jak wybrać, co jest lepsze? Jak zestawić ze sobą dwa zupełnie inne światy? Jak porównać klimat, widok, powietrze? Dwie odmiany piękna. Uważam, że to po prostu niewykonalne. Ja zdecydowanie stwierdzam, że wolę morze (nie ubliżając górom) - bo tak po prostu. Może dlatego, że jestem z południa Polski i wyjazd na "północ" to prawdziwe święto? A może dlatego, że woda to mój żywioł? Jakby nie było, morze TO JEST TO. 




To drugi taki wypad w tym roku. To samo miejsce. Szum fal. Przenikliwy wiatr. Spokój.  Puste plaże. Jeszcze większy spokój. Człowiek sam na sam ze swoimi myślami. Sam na sam ze sobą. 

Ten wyjazd pokazał mi, a raczej utwierdził w przekonaniu,  że odnalazłem swoje miejsce. Miejsce, do którego będę wracał, kiedy będzie dobrze i kiedy źle. Wracał,  by się cieszyć,  płakać z radości, ale i z bezradności, by zbierać się do kupy i ładować akumulatorki. Takie moje miejsce - pauza. Taka (kolejna już) bezpieczna przystań,  bezludna wyspa. Tak jak w filmach, miejsce powrotów. To był mój trzeci pobyt w Ostrowie. Jestem pod coraz większym wrażeniem niezmienności tego miejsca,  emanującego spokojem. Tej dzikości. Tutaj nie ma nic więcej - spokój i morze. Takie trochę za*upie, koniec świata. Ale czego można chcieć więcej? Czego szukać nad morzem? Miliona straganów, szalonych turystów? Lubię ludzi, ale akurat tutaj - to nie dla mnie.



 
Weźmy na przykład zachód słońca. Widoku, który zobaczyliśmy nie da się opisać żadnymi słowami. Tych kolorów nie można zobrazować. Piękno i  jeden wielki zachwyt to za mało, zdecydowanie. Cud? Chyba nie. To po prostu natura, po prostu życie i otaczający nas świat. I jak tu się nie zachwycać? Taka sceneria sprzyja refleksjom. Sprzyja bilansom zysków i strat. Sprzyja nabieraniu powietrza, nabieraniu wiatru w żagle. Nabieraniu dystansu - tego nigdy za wiele. To niesamowite. To magiczne. Bezcenne.

Siadasz na piasku, podnosisz głowę i oddajesz się wiatru - oddajesz mu swoje myśli, problemy, i zmartwienia, a po chwili zdajesz sobie sprawę ze nie potrzebujesz już niczego więcej. Że jesteś szczęśliwy TU i TERAZ. Bez dziwnych, zbędnych cudactw i wymysłów. Stąd moje wyjazdy poza sezonem - tak jak wspomniałem, akurat tutaj, nad morzem uciekam od tłumów. Bo po co? Po co się użerać z niepotrzebnym krzykiem, hukiem i bałaganem? Jestem pseudo hipsterem i nad morzem pojawiam się, kiedy inni znad niego wyjeżdżają. Nie oszukujmy się, w polskim morzu ciepłej wody nie zastaniemy, ceny w sezonie też nie zachęcają - a mimo to w wakacyjnych miesiącach dotrzeć do morza, to nie lada wyczyn. Tłumy, dzikie tłumy. I pytam znów: Po co?


Wiadomo, jedynym ryzykiem jest pogoda. Ale w wakacje też nikt nie zagwarantuje nam, że nie będzie padać. Z racji, że (jak to mawia moja mama) mam więcej szczęścia, niż rozumu - pogoda trafia mi się ładna. W lutym było całkiem przyjemnie, a tym razem przez cztery dni słońce ani myślało nas opuszczać. Wiadomo - poopalać się nie mogliśmy, ale to nie znaczy, że cokolwiek straciliśmy.
 

 Zachęcam, zachęcam i jeszcze raz zachęcam - warto odkładać zaskórniaki i zaszyć się tam na kilka dni. Tak na spokojnie, po sezonie. Ceny noclegów wahają się od 20-35 złotych za dobę. Bilet z Krakowa do Gdyni (rezerowowany miesiąc wcześniej) to koszt 25 złotych, dojazd do Ostrowa 12 złotych - 4 dni pełne uniesień estetycznych i wspaniałego spokoju to koszt (razem z biletami, noclegiem, jedzeniem i alkoholem) nie większy niż 250 złotych. Czy warto odkładać? Zdecydowanie tak. Warto chyba nawet za dużo większe pieniądze...






TK.


A. CZYŻ PHOTOGRAPHY

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz