12/23/2015
12/21/2015
12/19/2015
na co do kina na początku 2016 ?
Miałem wielką ochotę na kino, jak co tydzień. Pomyślałem sobie, że pójdę, zobaczę coś fajnego, napiszę recenzję... I wchodzę, tak rozemocjonowany swoim planem, na stronę jednego kina, drugiego, trzeciego.... a tam? A tam wielkie NIC. To znaczy, są jakieś filmy, niektóre nawet całkiem niezłe, ale tak sobie myślę, że w sumie, to chyba nie ma sensu oglądać i płacić za cokolwiek, byleby to się kinem nazywało. Stąd też, zostałem w domu. Obrażony na kino. Obrażony, bo sprawdziłem daty premier filmów, na które czekam. I co? I wszystkie od stycznia - jeden, za drugim. Super. Nie żeby akurat wtedy sesja się zaczynała, zaliczenia itp. Z drugiej strony - normalka. Trzeba zacząć odkładać pieniądze (tym bardziej, że wychodzą praktycznie jeden po drugim), bo będzie na co chodzić, zdecydowanie. I ja właśnie o tym dzisiaj - WYCZEKIWANE PRZEZE MNIE PREMIERY, POCZĄTKU 2016 ROKU. :)
Etykiety:
film,
inspiracja,
opinia,
premiera
Lokalizacja:
Kraków, Polska
12/16/2015
ciekawe miejsce: MOCAK - podejście drugie.
To już moja kolejna wizyta w MOCAKu (przyp. Muzeum Sztuki Współczesnej). Lubię to miejsce przede wszystkim przez klimat, niepowtarzalny klimat. I tą dziwną aurę w powietrzu. Za tą ciszę. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Z resztą, pisałem o tym kilka miesięcy temu - w marcu chyba. MOCAK podarował nam dużo fajnych wystaw fotografii, rysunków, filmów, animacji, instalacji... zarówno stałych, jak i tych czasowych - tym razem takich, jak np. "Gdy Polityka Wchodzi w Codzienność", "Poezja i fotografia", "Artyści z Krakowa. Generacja 1980-1990". Myślę, że dla każdego coś dobrego.
Krótka fotorelacja:
Etykiety:
ciekawe miejsce,
fotorelacja,
inspiracja,
Kraków,
muzeum,
relacja,
zdjęcia
12/13/2015
MA MA - recenzja filmu.
Na początku pomyślałem sobie - to kolejna historia o tym samym: relacja matka-syn, choroba, walka z nią. Mimo to poszedłem do kina, by zobaczyć, co tym razem serwuje nam piękna Penelope. Okazało się, że film filmem, rzeczywiście zbyt patetyczny, lekko przerysowany, ale rola... Hiszpańska piękność dała czadu! I to dla niej warto, naprawdę warto, zobaczyć film "MA MA". Bo to propozycja, która mimo wszystko coś w nas zmienia. Kiedy siedzisz w tym kinie, zdajesz sobie sprawę, że coś pęka. Co? Tego nie wiem...
12/10/2015
świąteczna muzyka - zaczynamy!
Mamy grudzień. Do świąt zostały dokładnie 2 tygodnie. W sklepach i na ulicach święta już od dawna - wszędzie pełno ozdób, światełek, dekoracji, mniej, lub bardziej udanych. Gra muzyka. Jest klimatycznie. Jest pięknie... W Krakowie, jak zwykle na bogato, może i trochę tandetnie, ale można! Bo czemu nie? Lubię te święta. I lubię ten świąteczny szał. Jest grudzień, a to oznacza, że możemy już tak pełnoprawnie (a nie cichaczem w słuchawkach) słuchać świątecznych piosenek - a to chyba jeden z lepszych momentów w ciągu roku (no może oprócz wakacji). Trochę wstyd, bo już 10.12, a ja dalej nie zacząłem - chyba się starzeję. Szczerze powiedziawszy, ciężko jest mi wybrać ulubione utwory, bo jest ich tak dużo... Mimo to, spróbuję wskazać kilka kawałków, czy płyt, które od kilku lat nie schodzą z mojej świątecznej playlisty (kolejność losowa). :)
12/05/2015
wciąż się dzieje życia cud.
To był tak dziwny tydzień. Tydzień pracowity, zabiegany i dość intensywny... jak dawniej. Miło jest znów nie mieć czasu na nic, a mimo wszystko (paradoksalnie) mieć go dużo więcej. Miło jest patrzeć na zwiększoną efektywność, zastanego już organizmu i dużo większą dawkę energii. Miło jest wykorzystywać siebie w dużo większym stopniu. Miło jest dostać kopniaka...
To był też (tak naprawdę to przede wszystkim) tydzień zetknięcia się z ludzkim jadem, zawiścią i w sumie, to można z całą świadomością i odpowiedzialnością powiedzieć, że nienawiścią. Siedzi to we mnie, mimo wszystko, mimo że to nie w moim stylu. Z roku na rok, ba - dnia na dzień, zdaję sobie sprawę, że ludzie, to dziwne stworzenia. Dziwne, zakompleksione i chyba prowadzące tak nudne życie, że za wszelką cenę chcą wejść z butami do życia innych. Pojawia się tylko jedno pytanie: skąd bierze się aż tyle jadu? Tyle jadu i dlaczego jeszcze więcej nienawiści, zawiści? Po co? Po co tracić czas na życie życiem innych? I po co głośno komentować i wygadywać same bzdury... do obcych osób? O prawdę się nie gniewam. Gniewam się o kłamstwa wyssane z palca, o koloryzowanie, tylko po to, by opowieść była bardziej barwna i oczepianie się osób ze mną powiązanych. Życie... potrafi zaskoczyć. Ludzie potrafią zaskoczyć. I pewnie nie byłoby w tym nic wyjątkowego, bo jestem dość przyzwyczajony do tego typu sytuacji... chociaż nie - do takiego ogromu jadu nie jestem i nie zamierzam być, dlatego o tym piszę i zwracam na to uwagę. Jest mi najzwyczajniej w świcie przykro, że są tacy, którzy oceniają po okładce. Chociaż moja okładka chyba nie jest aż taka zła. Jakakolwiek INNOŚĆ, nawet ta najmniejsza, zawsze będzie po prostu... inna i piętnowana. I na koniec apeluję, by spojrzeć w lustro i się zastanowić, czy nie ma ciekawszych rzeczy niż zawiść i plotki. Refleksja jest taka, że ludzie są po prostu straszni. Ale wierzę, że w życiu wszystko wraca... to też wróci.
Koniec roku coraz bliżej. Zaczynam nastawiać się nad podsumowaniami, które niezmiennie od lat mnie fascynują. Zastanawiam się nad tym, co było dobre, a co złe - pierwsza refleksja? To był cholernie dziwny rok. Ot tak, po prostu. C.d.n
TK.
11/30/2015
listopadowe muzyczne perełki.
Kolejna odsłona muzycznych perełek... tym razem z listopada - przeponurego miesiąca. Smutne, rozleniwione, jesienne dni. Nie ukrywam, że było dość muzycznie... i wbrew pozorom, wcale nie tak bardzo zamulająco - no dobra, żartuję - było bardzo, bardzo zamulająco (przecież nie byłbym sobą), ale miejsce dla 2 pozytywnych kawałków też się znalazło. 20 listopada pojawiła się płyta Adele i od tego czasu, to jej utwory królowały na moich playlistach, ale (możecie odetchnąć z ulgą) Adelki w tym zestawieniu nie będzie, bo co za dużo, to niezdrowo. :) Przygotowałem siedem propozycji, może i w podobnej stylistyce, ale każda z nich jest inaczej rozwalająca. Miłego słuchania!
11/27/2015
sekret.
Ostatnio tylko narzekam. Bo to jest niedobre, to takie niesprawiedliwe, a tamto takie złośliwe. I się pogody czepiam i ludzi, i siebie, i świata. I wszystko jest ogólnie nie tak. Deszcz wkurza, wiatr jeszcze bardziej, śnieg dziwi, a słońce, jak już jest, to razi. A najbardziej to wkurzam siebie sam - moja rozlazłość w ostatnich dniach osiągnęła szczyt, a to chyba nawet jak na mnie, za dużo. Świat jest zły, ludzie jeszcze gorsi. A w głowie jeden wielki pesymizm i czarne myśli. A to chyba nie tak powinno być. Życie samo w sobie bywa wystarczająco okrutne, zaskakujące i płatające figle. Bo co to za usprawiedliwienie, że jest jesień? Kto to w ogóle wymyślił? (cicho, wiem, że ja.) Czy brzydka jesień zwalnia nas z życia? Usprawiedliwia to, że siedzimy w domach, jak takie rozleniwione ryby? Odpowiada za to, że włączyła się jedna wielka znieczulica i obojętność... właściwie na wszystko? Nie. Czy to jesień jest odpowiedzialna za to, że na własne życzenie marnujemy czas, energię i znajomości. Znów nie. Czy to ona odbiera nam radość z życia? Przecież, cholera jasna, taka jest kolej rzeczy - słońce znika na kilka miesięcy, żebyśmy, na wiosnę, znów je docenili. Przecież tak jest od lat. Wiadomo, żyje się trudniej, oddycha się ciężej (tym bardziej w czyściusieńkim Krakowie) i nie oszukujmy się - energii rzeczywiście jest mniej - ale to nie są powody, by to wszystko pogłębiać jeszcze bardziej.
Dotarło do mnie w końcu to, że ta jesień, sama w sobie, nie jest taka okropna. To moje myśli przyciągają wszystko, co złe. Moje podejście powoduje, że rzeczywiście nastrój jest gorszy, energii jeszcze mniej i jakichkolwiek chęci do działania - to, że jedna, czy dwie jesienie to nie był dobry czas w moim życiu, nie oznacza, że każda już taka będzie - a okazuje się, że na właśnie życzenie tak się dzieje. Zrozumiałem na czym polega sekret, w który nie tak dawno się zaczytywałem - przyciągamy wszystko, co się dzieje w naszym życiu. Wszystko, co dobre, ale też (niestety) wszystko co złe. Każda sytuacja zależy od naszego podejścia. I to jest, tak bardzo, prawda. Ciągle się tego uczę i wiem, że anioły stróże, walcząc i zagłuszając mój pesymizm, pomagają mi przyciągać to, co dobre. Chyba czas przestać marnować czas na obawy, kompleksy i przejmowanie się całym światem. Żyć tylko TU i TERAZ. Dla siebie. I dla ludzi, na których nam zależy. I próbować, ryzykować i ciężko pracować z uśmiechem na twarzy, bez mało atrakcyjnych myśli. Czas skończyć mówić, że się zaczyna, a w końcu zacząć. Czas obudzić się z tej drzemki poprzedzającej/zwiastującej sen zimowy. Bo Sroki na zimę nie zapadaj w sen, ani nie uciekają do ciepłych krajów. Żyją. Tu i Teraz.
TK.
Dotarło do mnie w końcu to, że ta jesień, sama w sobie, nie jest taka okropna. To moje myśli przyciągają wszystko, co złe. Moje podejście powoduje, że rzeczywiście nastrój jest gorszy, energii jeszcze mniej i jakichkolwiek chęci do działania - to, że jedna, czy dwie jesienie to nie był dobry czas w moim życiu, nie oznacza, że każda już taka będzie - a okazuje się, że na właśnie życzenie tak się dzieje. Zrozumiałem na czym polega sekret, w który nie tak dawno się zaczytywałem - przyciągamy wszystko, co się dzieje w naszym życiu. Wszystko, co dobre, ale też (niestety) wszystko co złe. Każda sytuacja zależy od naszego podejścia. I to jest, tak bardzo, prawda. Ciągle się tego uczę i wiem, że anioły stróże, walcząc i zagłuszając mój pesymizm, pomagają mi przyciągać to, co dobre. Chyba czas przestać marnować czas na obawy, kompleksy i przejmowanie się całym światem. Żyć tylko TU i TERAZ. Dla siebie. I dla ludzi, na których nam zależy. I próbować, ryzykować i ciężko pracować z uśmiechem na twarzy, bez mało atrakcyjnych myśli. Czas skończyć mówić, że się zaczyna, a w końcu zacząć. Czas obudzić się z tej drzemki poprzedzającej/zwiastującej sen zimowy. Bo Sroki na zimę nie zapadaj w sen, ani nie uciekają do ciepłych krajów. Żyją. Tu i Teraz.
TK.
11/22/2015
25 - recenzja płyty Adele Adkins.
Miesiące oczekiwań. Niepewność, czy Adele podoła, czy nie zawiedzie oczekiwań, czy wytrzyma presję... Czy płyta będzie przynajmniej w połowie tak dobra, jak poprzedniczka? A to wszystko wymieszane z ogromnym podekscytowaniem i głodem emocji, do których wokalistka nas przyzwyczaiła. Najpierw oficjalna data premiery nowego krążka (i radość, że nie zrezygnowała z muzyki na rzecz macierzyństwa, bo jak się okazuje - był taki pomysł), później pierwszy singiel, który pobił każdy możliwy rekord. Data premiery zbliżała się wielkimi krokami, emocje rosły, oczekiwania też - coraz więcej ludzi najzwyczajniej w świecie zaczęło odliczać dni do premiery nowego dzieła Brytyjki, do 20.11.2015r... w końcu, kiedy ten dzień nadszedł, kiedy możemy już słuchać tego, co Adelka nagrała, pojawia się pytanie: co sądzisz o nowej płycie Adele Adkins, o następczyni wybitnej "21"? Odpowiedź to kolejne pytanie: jak śmiałem zastanawiać się, czy Adele podoła...?
Subskrybuj:
Posty (Atom)








