11/09/2016

JESTEM MORDERCĄ - recenzja filmu.


Zazwyczaj do polskich produkcji podchodzę z bardzo dużym dystansem, co niejednokrotnie już podkreślałem - nauczyłem się, że zwiastun i często bardzo dobre recenzje wcale nie świadczą o tym, że dany film będzie dobry. Co więcej - nie świadczą nawet o jego ogólnej "znośności". Tak też było tym razem, poszedłem kompletnie bez żadnych oczekiwań, właściwie, to nawet całkiem niechętnie... i było warto. Zdecydowanie. Lubię polskie filmy, polskich twórców, którzy przywracają wiarę, którzy udowadniają, że to, co polskie też może być dobre, ba, nawet bardzo.




11/03/2016

październikowe muzyczne perełki.


Mamy trzeci dzień listopada, a to oznacza, że czas na muzyczne perełki października. W tym wydaniu (o dziwo) aż cztery polskie piosenki. Siedem nowości i jedna perła, która przypomniała mi się zupełnie przez przypadek. Myślę, że (jak zwykle) znajdziecie coś dla siebie :) Miłego słuchania!



10/30/2016

KONCERT GABY KULKI W KRAKOWSKIM TEATRZE VARIETE.


Krakowski Teatr Variete wraca po przerwie wakacyjnej... i to jak! No dobra, tak naprawdę mam spore zaległości, bo grają już od września, ale obiecuję - nadrobię. Od kilku dobrych tygodni możemy znów zachwycać się pozycjami znanymi sprzed kilku miesięcy, nowością ("DZIEWCZYNA Z PLAKATU", koniecznie muszę to zobaczyć), ale też stałym cyklem koncertów Variete, bo ja dzisiaj właściwie o tym - kto tym razem zachwycił moje uszy? Przekonajcie się  sami!



10/15/2016

OSTATNIA RODZINA - recenzja filmu.


"OSTATNIA RODZINA", to film, na który czekałem od dawna. Głównie dlatego, że Beksiński, to postać bardzo mocno związana z Podkarpaciem, z którego pochodzę. Myślę, że każdy kto przynajmniej odrobinę zna jego twórczość jest ciekaw w jaki sposób ukazane zostało jego życie, jego bliscy i on sam. Dodatkowo zachęca fakt, że film ten, mimo niedawnej premiery, otrzymał już nagrody na dwóch ważnych festiwalach. A więc... co sądzę o tej produkcji? Zawód, czy zachwyt? Przekonajcie się sami!



10/10/2016

wrześniowe muzyczne perełki.


Prezentuję spóźnione muzyczne perełki września. Tym razem zupełnie inaczej, niż zwykle. Inaczej, bo 8/9 piosenek to jeszcze ciepłe nowości. Wrzesień i październik, to miesiące, kiedy nowej muzyki jest aż za dużo. Prawie każdy chce wydać płytę jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia.  Stąd też, nie ma sensu szukać perełek, bo same wpadają w moje słuchawki. Z drugiej strony - jak tak patrzę - to chyba jedno z bardziej komercyjnych i popowych zestawień perełkowych... Mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie. Miłego słuchania!     



10/02/2016

październik.


02 październik 2016 roku. Jesień. Koniec studenckich wakacji. Powrót do Krakowa. Zastanawiam się, czy z tej okazji więcej we mnie radości i ekscytacji, czy jakiegoś, trudnego do sprecyzowania niepokoju i strachu. Niepokoju związanego z nowymi wyzwaniami, które znów przyniesie to miasto. Z ponownym pędem, trudnościami, rozłąką i narastającą tęsknotą. Ciężko się przestawić. Ciężko z dnia na dzień całkowicie zmienić tryb życia. Znów być zależnym tylko od siebie. Znów walczyć o swoje miejsce i szukać... szukać czegoś, co właściwie trudno nazwać. Siebie? Nieustająco. Trudno znów być tak... daleko.


9/03/2016

muzyczne perełki ostatnich miesięcy.



Nie dzieliłem się z Wami muzycznymi inspiracjami tak długo, że nie wiem od czego zacząć... Przez ostatnie miesiące moje gusta muzyczne zmieniały się jak nigdy wcześniej. Jakby to tandetnie nie zabrzmiało: słuchałem dosłownie wszystkiego, dosłownie z każdej szufladki - od plastikowego popu, przez szeroko pojętą alternatywę, czy elektro, aż po rocka. Szybkie, tanecznie kawałki i te tak dla mnie typowe, smutne i dołujące. Nie ma co ukrywać, Open'er zmienił bardzo dużo i zdecydowanie poszerzył horyzonty. Pokazał trochę inną muzykę i nauczył, że nie warto się ograniczać. Do tego nowo poznani ludzie i ich perły. Myślę, że w tym zestawieniu znajdziecie coś dla siebie... bo jest dość uniwersalnie. Miłego słuchania!




8/16/2016

2016: 10 filmów ('nieklasyków'), które warto obejrzeć - część I.


Wzorem roku poprzedniego, postanowiłem przygotować listę filmów, o których często wcale nie jest głośno, a naprawdę warto je obejrzeć. 10 pozycji na sierpniowe/wrześniowe wieczory. Każdy z innej bajki, utrzymany w innym stylu. Wiem, że wakacje się już kończą, wiem, że mogłem wcześniej, ale nie liczy się kiedy, liczy się, że jest, prawda? Mam nadzieję, że uda mi się trafić w Wasz gust przynajmniej jedną propozycją...

Podobnie, jak rok temu, wyboru dokonałem tylko i wyłącznie na podstawie swojej filmweb'owej oceny i ogólnego skojarzenia. "I oto jest: 10 filmów ('nieklasyków'), które naprawdę warto obejrzeć. 10 zupełnie innych pozycji - od komedii, przez lekką tkliwość, po dramat, z morałem. Coś na wieczór z kumplami, na randkę i zwykłe zamulanie."

Zainteresowanych odsyłam do zeszłorocznego zestawienia:
2015: Zestawienie cz. I 
2015: Zestawienie cz. II




8/13/2016

o koncercie Rihanny słów kilka...


Ponad tydzień temu wydarzyło się coś, co bardzo mnie zaskoczyło - razem z moim współlokatorem wygraliśmy bilety na koncert Rihanny. Dziwna sprawa, tym bardziej, że po pierwsze - nigdy w życiu nic nie wygrałem, a po drugie - całkowicie już o tym zapomniałem, bo od momentu, w którym dla beki wzięliśmy udział w konkursie zorganizowanym przez TIDAL minęło kilka dobrych tygodni - mieliśmy ułożyć playliste wykonawców, z którymi Rihanna (według nas) powinna w przyszłości coś nagrać. No i stało się...  Pojechaliśmy, pooglądaliśmy, posłuchaliśmy i nawet potańczyliśmy... Ale w sumie, to jak było?




8/10/2016

ZJEDNOCZONE STANY MIŁOŚCI - recenzja filmu.


Na ekrany kin, niespełna dwa tygodnie temu wszedł film, który (patrząc na zwiastun) zapowiadał się bardzo obiecująco. Tym bardziej, że w lutym tego roku odniósł ogromny sukces na festiwalu w Berlinie - otrzymał Złotego Niedźwiedzia, za najlepszy scenariusz. Media zalały zdjęcia głównych aktorek z czerwonego dywanu, między innymi z cudowną Meryl Streep, która zasiadała w jury. Aktorek znanych i rzeczywiście mających przyciągnąć widzów do kin. Jedno jest pewne - to pozycja ZDECYDOWANIE nie dla każdego... a więc dla kogo? I o czym tym razem Wasilewski (reżyser) chciał nam opowiedzieć?



8/07/2016

powroty - część II.


Druga i ostatnia, obiecana część notki sprzed kilku dni. To dość ważny (dla mnie) tekst. Ważny, bo o lekcji, jaką udało mi się wyciągnąć z ostatnich miesięcy. Ważny, bo podsumowuje wiele spraw, które WRESZCIE zrozumiałem (a przynajmniej mam taką nadzieję). Teraz wiem nad czym pracować, co zmieniać i o co się starać, a dla osoby, która szuka tak bardzo, jak ja, to zdecydowanie ważne...

 

8/04/2016

powroty - część I.


 Minęło bardzo, bardzo dużo czasu. Nieśmiało wracam. Nieśmiało, bo trochę się boję, że nie mam do kogo i do czego... Niemniej jednak spróbuję. Nie było mnie tutaj 3 miesiące. Trzy długie miesiące, podczas których w moim życiu wydarzyło się tyle rzeczy, że aż nie wiem od czego zacząć i właściwie, to jak zacząć, by Was nie zanudzić... Dlatego też postanowiłem podzielić mój "wielki powrót" na dwie części - pierwszą, będącą mocno skróconym opisem, a właściwie, to przeglądem tego, co najbardziej znaczące podczas mojej blogowej nieobecności i drugą (za dwa-trzy dni) - z kilkoma wnioskami i przemyśleniami.



5/18/2016

MUSTANG - recenzja filmu.



Ostatnio, z racji, że pojęcie "czas wolny" w moim życiu skurczyło się do granic możliwości, do kina chadzam bardzo, bardzo rzadko, a szkoda, bo kino lubię zdecydowanie. Moment, właśnie zdałem sobie sprawę, że ostatnio bylem 3 tygodnie temu w Kinie Ars, ale wstyd... Obiecuję, tak oficjalnie, że w tym tygodniu wybiorę się, choćby nie wiem co. Ale ja nie o tym - te wspomniane trzy tygodnie temu miałem okazję obejrzeć film inny, niż dotychczas, bo film turecki. Film wstrząsający tym bardziej, że oparty na faktach. Czym oczarowała mnie, nominowana do Oscara (najlepszy nieanglojęzyczny film), historia pięciu sióstr? 



5/14/2016

EUROWIZJA 2016 - jedenaście kawałków, które warto usłyszeć.



Już dzisiaj wieczorem, o 21:00 sześćdziesiąty pierwszy finał Konkursu Eurowizji. Konkursu przerysowań, tandety, wiatru we włosach, cekinów i wszystkiego innego, co się błyszczy i mieni. Nigdy nie ukrywałem, że co roku czekam z zapartym tchem na nowe piosenki, których słucha się później najczęściej na przyciszonych słuchawkach, bo jakby ktoś słyszał, to trochę wstyd. Oczywiście - nie wszystkie są wieśniackie, ale nie czarujmy się - zdecydowana większość. Z Eurowizji można szydzić lub nie, ale fakt jest faktem, że co roku przyciąga miliony widzów przed telewizory. Nie chce ci się tego oglądać na żywo, a chcesz usłyszeć to, co najlepsze? Jesteś w dobrym miejscu. Postanowiłem przygotować zestawienie 11 (ta liczba jest przypadkowa, tyle piosenek mi się podoba) najlepszych tegorocznych eurowizyjnych piosenek. Miłego słuchania!



5/08/2016

"REWIA VARIETE" - czyli kilka słów o bardzo przyjemnym wieczorze w Krakowskim Teatrze Variete!



Równiutkie dwa tygodnie temu (wybaczcie za tak późną relację) miałem ponowną, chyba już trzecią, przyjemność gościć w Krakowskim Teatrze Variete - tym razem na scenie Rewia. Nie ukrywam, że od samego początku, każda zapowiedź brzmiała dla dość intrygująco, bo nigdy wcześniej nie miałem okazji oglądać tego typu widowiska. Intrygująco tym bardziej, że na scenie, kilkanaście pięknych kobiet, a jako diwa wieczoru, nie kto inny, a Olga Szomańska - jak doskonale wiecie, już jakiś czas temu rozpływałem się nad jej ogromnym talentem. Jak było tym razem? Czy warto wybrać się do Variete i obejrzeć ich Rewię? I czy krakowska publiczność jest gotowa na widowisko tego typu?


5/05/2016

pause.



Mamy już piąty maja, wieczór, a ja dalej nie wróciłem (w pełni) do obowiązków, nie wróciłem jeszcze do Krakowa. Mój weekend majowy trwa trochę dłużej. Trwa dłużej, bo może trwać. Kwestia dość dobrej (jak na mnie) organizacji czasu, poprzesuwania zobowiązań i zachowanych dopuszczalnych nieobecności. Postanowiłem wygospodarować kilka dodatkowych dni, by przed wielkim biegiem, który czeka mnie w najbliższych tygodniach, w pełni naładować akumulatory i wszystko sobie poukładać. By wyrwać się ze stałego środowiska i nabrać dystansu, bo bardzo tego potrzebuję, ten typ ,raz na jakiś czas, tak ma. By wyhamować, pooddychać świeżym powietrzem, by pobyć z bliskimi. By najnormalniej w świecie wyluzować. Ostatni dzwonek. Ostatnia okazja przed bardzo intensywnym czasem. Potrzebuję się zatrzymać, nabrać wspomnianego dystansu i sił, by to wszystko ogarnąć i ze sobą pogodzić - jeszcze nie wiem, jak to zrobię... ale jakoś muszę.

Lubię to. Ten mój rytuał włączania pauzy, z którego pozwalam sobie, raz na jakiś czas, skorzystać. Rytuał zatrzymywania rzeczywistości, tego, co dobre, co złe; ucieczki do mojej cichej przystani. Przystani jedynej i niepowtarzalnej. Tak, Lubatowa sprzyja porządkom w głowie, sprzyja zwykłym codziennym czynnościom, a właściwie to przypominaniu sobie o tym, jak się je lubi... Bo ja lubię pić kawę i patrzeć w ścianę bez żadnych wyrzutów sumienia, bez żadnych oporów czytać na huśtawce to co ambitne i (niestety ostatnio częściej) trochę mniej. Skakać na trampolinie, jak małe dziecko, biegać na plotki do sąsiadów, spotykać się z tymi, z którymi chcę utrzymywać kontakt. Śmiejcie się lub nie, ale lubię fakt, że lodówka jest zawsze pełna i nie muszę myśleć o tym, że może, tak magicznie stać się pusta. W ogóle nie muszę myśleć i fajne to... Lubię wygrzewać twarz w słońcu i głośno komentować, że podkarpackie słońce jest najlepsze, a wieczorem siedzieć na schodach przed domem i jak pseudo natchniony romantyk wpatrywać się w gwiazdy z papierosem w ręce i nie myśleć zupełnie o niczym. Naprawdę lubię raz na jakiś czas nie myśleć; lubię wciskać pauzę, bo mam do kogo wracać, bo kocham i chcę każdą wolną chwilę zagospodarować tak, by być w pełni szczęśliwy... by przypominać sobie o prostych czynnościach, które mnie uszczęśliwiają. I lubię to wszystko, mimo że trochę wygląda, jakbym uciekał, uciekał przed Krakowem. Ale to zupełnie nie tak - przed niczym nie uciekam, a już na pewno nie przed Krakowem, bo po kilku dniach już, najnormalniej w świecie, tęsknie. Tęsknię i mimo wszystko, mimo że moje serce tutaj, ja chcę, muszę wracać, bo moje miejsce jest właśnie tam, w Krakowie. 

Do czego zmierzam? Do tego, że w życiu warto, raz na jakiś czas, pozornie zmarnować/poświecić jeden zwykły tydzień. Bo nasze życie odżyje, a obowiązki mogą poczekać. Amen.




TK.

5/02/2016

kwietniowe muzyczne perełki.


Za mną kolejne dni blogowej niemocy. Dni, które z całych sił staram się zwalczyć. Tradycyjnie, prezentuję muzyczne perełki miesiąca poprzedniego - czyli utwory. które najczęściej gościły na moich playlistach. Tym razem osiem pozycji - dość spójnych. Słowa klucze? Spokój. Zamknięte oczy. Odpoczynek. Indie folk. Mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie. Miłego słuchania i udanej reszty weekendu majowego!



4/27/2016

BULWAR - recenzja filmu.


Mamy 11.08.2104 r. - świat obiega informacja o samobójczej śmierci najweselszego człowieka na ziemi - zdobywcy Oscara - Robina Williamsa. Szok i niedowierzanie. "BULWAR", to ostatni film, jakiego się podjął. To film pożegnanie, w którym aktor przypomina na czym polega, a właściwie to polegał jego fenomen. O czym jest i do jakich refleksji zmusza?




4/24/2016

LEGALNA BLONDYNKA - recenzja perełki Krakowskiego Tatru Variete.


Na "LEGALNĄ BLONDYNKĘ" wystawianą na scenie Krakowskiego Teatru Variete, wybierałem się od dawna, właściwie to od premiery. Ale jak to w życiu - zawsze coś sprawiało, że przesuwałem w czasie to wydarzenie na liście pozycji obowiązkowych... do niedawna. Nie oszukujmy się, to bardzo głośny musical, zapowiadany, jako widowisko zorganizowane z ogromnym rozmachem. To musical, który zaintrygował mnie od pierwszej zapowiedzi - bo, po pierwsze, to dzieło pana Józefowicza, po drugie z takimi nazwiskami, a po trzecie - to musical, a ja musicale uwielbiam. Poszedłem, zobaczyłem... i co? I jestem zachwycony! Dlaczego?




4/21/2016

twenty-first birthday.


Nie było mnie tutaj kilka dni. No dobra, aż tydzień i nie mam niczego na swoje usprawiedliwienie. Chyba potrzebowałem odpoczynku... i tak jakoś to się złożyło z moim pobytem w domu. Nawał myśli i niedokończonych spraw. A dzisiaj mamy 21 kwietnia - moje urodziny. 21 w sumie. I w sumie to czas leci jeszcze szybciej, niż mi się wydawało. Chyba za szybko. A może w sam raz? Nie wiem. Jakby nie było - leci i nikogo o zdanie nie pyta. Ale ja tym razem (wyjątkowo) nie o tym... Kto czyta moje wypociny, wie, że jestem dość sentymentalna osobą - i tak też będzie w dzisiejszej notce - sentymentów dużo i prywaty.